Na myśl o miejscach, których z jakichś powodów nie można odwiedzić, przyszły mi do głowy popularne w Internecie rankingi. Piętnaście najdziwniejszych lotnisk, dziesięć najdroższych krajów, dwudziestu najgroźniejszych bandytów… Właścicielom portali idzie oczywiście o kliknięcia. I ja, głupi, klikam w to nieraz, bo ciekawią mnie na przykład twarze, a w szczególności oczy morderców. Kiedyś miałem wątpliwą przyjemność wysłuchania mądrości pewnego znanego PR-owca ze stolicy, który przekonywał zebranych, że w takich egzemplifikacjach (nadużywał tego słowa) warto postawić na liczbę nieparzystą, bo wtedy wykazujemy się kreatywnością. A więc siedem najdłuższych tuneli, dziewięć najgłupszych rankingów… Kto odpowie kiedyś za idiotyzmy machiny opartej na wskaźnikach klikalności, za nadużywanie cierpliwości czytelnika? Że to się w końcu zmieni, drodzy pijarowcy – wątpliwości nie mam: wystarczy prześledzić coraz żywsze oburzenie czytelników pod podobnymi zestawieniami, zmuszającymi do „przewijania” obrazków z krótkimi opisami, zamiast ciągłej lektury. Rankingu więc na pewno nie będzie. W drugiej kolejności pomyślałem…
Autor m.in. Podkrzywdzia i Bez. Ostatnio wydał Dom ojców, opowieść o uprawie ziemi i prehistorii. Mieszka w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej