Odwieczne pragnienie poprawy ludzkiej kondycji oraz przekraczania wbudowanych w nią ograniczeń jest niewątpliwie główną przyczyną rozwoju ludzkości. Homo sapiens, w przeciwieństwie do innych gatunków zwierząt, nie jest tożsamy ze swoją naturą biologiczną, potrafi ją kształtować i przekraczać. Może więc wydawać się niezrozumiałe, dlaczego tak wielu filozofów wyraża się sceptycznie względem współczesnych idei ulepszania natury człowieka. Debata jest stara jak świat, ale od lat 50. XX w., kiedy to Watson i Crick odkryli strukturę DNA, a rozwój biotechnologii nabrał rozpędu, otwierając kolejne możliwości poprawienia zdolności fizycznych i kognitywnych człowieka, zaczęto ją toczyć w nowym kontekście. Zwolenników ulepszania gatunku ludzkiego za pomocą technik biomedycznych określa się mianem transhumanistów, a ich przeciwników mianem biokonserwatystów.
Transhumaniści przyjmują, że ulepszanie człowieka wszelkimi dostępnymi metodami, w tym farmakologii, chirurgii, a także ingerencji genetycznych, jest moralnie dopuszczalne, a niektórzy uznają je nawet za nasz moralny obowiązek. Określenie „transhumanizm” pojawiło się przypuszczalnie po raz pierwszy w tym kontekście w tytule eseju opublikowanego w 1957 r. przez angielskiego biologa Juliana Huxleya, brata znanego pisarza Aldousa Huxleya, autora Nowego wspaniałego świata…