„Winny” – orzekła ława przysięgłych w 2000 r. podczas Sądu nad XX wiekiem, odpowiadając na pytanie, czy kończące się stulecie słusznie jest oskarżane o „lekkomyślne zawierzenie rozumowi”.
Pamiętam, że jako przewodniczący tej rady (zaproszony przez organizatora dyskusji, redakcję „Tygodnika Powszechnego”) przekonywałem pozostałych jej członków, iż nauka nie jest jednak skierowana przeciwko ludzkości. Pouczające doświadczenie.
Teraz obserwujemy odwrót od rozumu, stąd sukcesy populistów, podważanie skuteczności szczepionek czy narastająca niechęć do „obcych”.
A mamy jakiś inny, pozarozumowy sposób poznawania świata, by ten odwrót od rozumu mógł być skuteczny? No właśnie… Będę bronił rozumu do ostatniej kropli krwi, ale zwracam uwagę, że czasy są niepewne, przez co ludzie czują się zagrożeni. Tym bardziej że ustawicznie ich się straszy: niezdrową żywnością, zanieczyszczeniem środowiska, chorobami nowotworowymi… Przecież o wzrastającej wykrywalności nowotworów mówi się wprost, że są skutkiem rozwoju cywilizacyjnego. A gdzie fakty? One mówią co innego: wydłużyła się średnia życia człowieka (z 49 lat w 1900 r. do ok. 80 lat obecnie), pojawiła się skuteczna diagnostyka.
Zapadamy więc na nowotwory – dawniej nie dożylibyśmy momentu, gdy się u nas rozwiną albo nie zdołano by ich rozpoznać.Naturalnie. Ale ludzie atakowani sprzecznymi informacjami…