– Oślizło! Żmijewski! – emocjonował się brat. – Przy piłce Wraży! Podaje do Banasia! – darł się bardziej złożonymi zdaniami Zbyszek Witaszek. – Banaś strzela i Gomola nie daje rady, proszę państwa! Jak miałem być Gomolą i dawać radę, kiedy bramką była ogromna brama cukrowni, a ja miałem dopiero sześć lat i piłka robiła ze mną, co chciała. Była to zapewne gumówka z kiosku, bezcenne i trwające do pierwszego szkła lub gwoździa piękno zaklęte w kuli o porowatej powierzchni przypominającej ludzką gęsią skórkę. Nie słuchała mnie, ale już mnie czarowała. Podobały mi się też te nazwiska, jej tajemnicze satelity. Poza fruwającymi nazwiskami nic z owej kopaniny nie pamiętam, ale wryły się w pamięć na tyle skutecznie, że to dzięki nim mogę odgadnąć, którego też…