Eros nie mieszka w Polsce. Nie mamy tradycji literatury zmysłowej, radosnej, frywolnej – nie znajdziemy w przeszłości polskiego Dekameronu. Nie mamy też – tym bardziej – prozy libertyńskiej, filozofii seksualności na miarę markiza de Sade’a czy Sacher-Masocha. Seks nie może być u nas – jak np. w Chwili ulotnej Vivant-Denona – czymś lekkim, zwiewnym, przyjemnym. Trudno znaleźć w naszej literaturze przykłady seksualności pozytywnej, niepodszytej egoizmem, pożeraniem się, zatracaniem, strachem. Eros – rozumiany po platońsku, szeroko, nie tylko jako seksualność, lecz jako radość, zabawa, gra, bezinteresowna uciecha – jest u nas od lat na banicji. Trawestując tytuł słynnej książki Deleuze’a i Guattariego – Polska to anty-Eros.
Katolicyzm, rozbiory, folwarkTaki niechętny, podejrzliwy, a niekiedy wręcz wrogi stosunek do seksualności nie wziął się u nas znikąd. Na jego kształt miały wpływ kwestie kulturowe i obyczajowe, będące efektem skomplikowanych dziejów naszego kraju na przestrzeni paru ostatnich stuleci. Wśród nich na czoło wysuwają się, ujmując rzecz szkicowo, specyficznie polska wersja…