Dominika Pycińska: Komunikacyjny paraliż Europy wskutek kwietniowego wybuchu wulkanu Eyjafjallajökull na Islandii był dla większości z nas całkowitym zaskoczeniem. Czy dla naukowca było w tym zdarzeniu coś nowego?January Weiner: Niewątpliwie tak, ale bardziej z punktu widzenia socjologii niż nauk przyrodniczych, które reprezentuję. Doszło po prostu do kolejnej erupcji niewielkiego wulkanu – takie wybuchy stale się zdarzają. Wulkanolodzy znają mechanizm tego zjawiska, wiadomo również, że Islandia jest terenem wulkanicznym. Samo zjawisko nikogo więc nie dziwi. Nowością był fakt, że erupcja sparaliżowała na pewien czas funkcjonowanie naszej cywilizacji. Uzależnienie człowieka od lotnictwa i określonych technologii sprawiło, że o skutkach wybuchu gazety informowały na pierwszych stronach. Okazało się, że cywilizacja jest wrażliwa na pewne banalne zjawiska przyrodnicze – czego wcześniej nie brano pod uwagę. Przeprowadziłem kiedyś wśród studentów ankietę, w której…