Artur Madaliński: Jadąc dzisiaj do Pana, obsesyjnie myślałem, żeby się nie spóźnić. No i masz – utknąłem w korku, jestem 10 minut po czasie, nadwyrężając przy tym fundamentalną dla stoicyzmu zasadę przewidywalności.
Marek Krajewski: Niekoniecznie, ponieważ ja przewidziałem, że może się Pan spóźnić. Idea stoicka to nie jest monument, w którym nieoczekiwanie zdarzenie może zrobić wyrwę. My, stoicy, albo pretendujący do tego miana – a ja nie uważam siebie za stoika, lecz kogoś, kto jest dopiero na drodze stoickiej – staramy się antycypować rozmaite fakty, także te nieoczekiwane. W istocie dla stoika nie ma zdarzeń zaskakujących, bo próbuje on brać pod uwagę wszystko – lub prawie wszystko. Najważniejsze zaś, by stoik zawsze miał przygotowany plan B. Kiedy mijała godzina, o której miał Pan się u mnie zjawić, nie denerwowałem się i nie złorzeczyłem: „Co za ludzie? Co za świat? Dlaczego wszyscy się spóźniają?!”, lecz wykonywałem pożyteczne czynności – np. przygotowałem filiżanki i nastawiłem ekspres do kawy.
Przyznaję, że stojąc w sznurze samochodów, nie zachowywałem stoickiego spokoju. Z pewnością jestem więc raczej początkującym stoikiem. Co trzeba robić, żeby się w tej dziedzinie rozwinąć? Czytać np. pisma filozofów stoickich w oryginale?Oczywiście…