Można by zacząć od mocnych słów: katastrofa, dramat, upadek, przerażająca perspektywa albo jej brak. Albo powołać się na liczby: w 2050 r. będzie nas 10 mld, a już teraz nie potrafimy sobie poradzić z głodem, otyłością, marnotrawstwem (według bardzo nieaktualnych i umocowanych na kruchych metodologicznych fundamentach statystyk świat co roku traci lub marnuje blisko 1,3 mld ton jedzenia), postępującą degradacją środowiska i rozregulowaniem klimatycznych mechanizmów. Tyle że kwestii związanych z żywnościowym bezpieczeństwem naszej planety nie można rozpatrywać w oderwaniu od szerszego kontekstu. Głód, degradacja środowiska, marnotrawstwo są przede wszystkim symptomami dużego głębszego problemu.
Marnotrawstwo (czy też „niezużywanie”) jest zjawiskiem tak starym jak obecność człowieka na Ziemi. Tristram Stuart, autor książki Waste – Uncovering the Global Food Scandal, opisuje odkrycie dokonane w Stanach Zjednoczonych. Paleontolodzy odnaleźli tam szczątki zabitych przez ludzi mamutów, które nie zostały doszczętnie ogołocone z mięsa. Analiza wykazała, że paleolityczni myśliwi wycinali z ciał ubitych zwierząt tylko tyle, ile faktycznie potrzebowali, resztę zostawiając na szkieletach. Patrząc na to ze współczesnej perspektywy, można by to zjawisko zdefiniować jako marnotrawstwo, podobnie jak wiele innych sytuacji w naturze. Jednak…