Podróż, jaką odbywamy z Adamem Robińskim, dla którego istotną lekturą okazuje się książka zachwalająca bycie w drodze, czyli W PatagoniiBruce’a Chatwina, dotyczy miejsc nieoczywistych. Autor przygląda się Bieszczadom, nie traktując ich jedynie jako pisanego wielką literą pasma górskiego w karpackim łuku, lecz – tak jak widzieli to powojenni osadnicy – jako rzeczownik pospolity, oznaczający teren pokryty lasem, Puszczą Karpacką. Tytułową kiczerą mieszkańcy górskich terenów nazywali najbliższe wzniesienie, wyrastające u podnóża innego grzbietu, widziane często z okien chałup. Taką perspektywę przyglądania się z bliska przyjmuje też Robiński. Oddaje więc głos osobom, które zamieszkują bieszczadzkie ziemie od lat, traktują je z szacunkiem i pokorą. „Ludzie przyjeżdżają w Bieszczady, widzą puste przestrzenie i od razu…
Redaktorka miesięcznika „Znak”, recenzentka, absolwentka krytyki literackiej Uniwersytetu Jagiellońskiego.