Mijamy Gordes, a potem pniemy się krętą i wąską drogą przez stromo położoną osadę Bonnieux. Urwiste zbocza porośnięte dziką zielenią, wapienne wąwozy i kotliny, winnice i gaje oliwne skąpane w zachodzącym słońcu, przekłuwające niebo cyprysy. Wieczory są tu łagodne, a noce pełne gwiazd; to „najpiękniejsze miejsce na świecie”, gdzie w dni wiosenne trwa „istne stworzenie świata” – tak pisał o tym regionie Prowansji, francuskim „bloku ciszy”, Albert Camus, który niedaleko stąd mieszkał i znalazł swoje miejsce na wieczność.
Docieramy do Lourmarin, sennego miasteczka w regionie Vaucluse, sześćdziesiąt kilometrów od Awinionu. To tutaj Camus za dziewięć milionów franków kupił piękny dom wykorzystując w ten sposób czek od Nobla. Znalazł w nim spokojną przystań, „klasztor”, o którym marzył przez całe życie, gdzie z daleka od paryskiego zgiełku, w słodkiej woni lawendy mógł zająć się swoją – jak się później okaże – ostatnią, niedokończoną powieścią Pierwszy człowiek, której rękopis urwał się na 144 stronie….
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze:
Świętowanie. Rytuał czy rutyna?