Subskrybuj
fot. Justin Sullivan / Getty
Amerykańska eseistka, historyczka i działaczka feministyczna. W języku polskim ukazały się jej książki: Mężczyźni objaśniają mi świat (2017), Zew włóczęgi (2018) oraz Nadzieja w mroku (2019).

Czego koronawirus może nas nauczyć o nadziei?

Pośród strachu i izolacji mogliśmy się nauczyć, że głęboka, pozytywna zmiana jest możliwa.

Kataklizmy przychodzą nagle i nigdy się właściwie nie kończą. Przyszłość w niczym istotnym nie będzie przypominać przeszłości, nawet tej najbliższej, sprzed miesiąca czy dwóch. Zmienią się nasza gospodarka, nasze priorytety, nasza percepcja. Konkretne wydarzenia są niepokojące: firmy takie jak General Electric i Ford przestawiły się na produkcję respiratorów, pojawiły się rozpaczliwe starania o odzież ochronną, niegdyś gwarne ulice miast stały się ciche i puste, a gospodarka jest w stanie niekontrolowanego spadku. Rzeczy, które wydawały się nie do zatrzymania, zatrzymały się, a te, które wydawały się niemożliwe – rozszerzenie praw i przywilejów pracowniczych, uwolnienie więźniów, przesunięcia w USA na inne cele kilku bilionów dolarów – właśnie się wydarzyły.

W terminologii medycznej słowo „kryzys” oznacza moment przesilenia, do którego dociera pacjent, punkt, od którego zmierzać już będzie ku ozdrowieniu lub ku śmierci. W języku angielskim określenie emergency („nagły przypadek”) pochodzi od emergence („wyjście na jaw; wynurzenie”) lub emerge („pojawić się; wynurzyć się”), jakby ktoś został oderwany od tego, co znajome, i gwałtownie musiał się dostosować. Natomiast słowo „katastrofa”…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Duchowość 2.0