Kataklizmy przychodzą nagle i nigdy się właściwie nie kończą. Przyszłość w niczym istotnym nie będzie przypominać przeszłości, nawet tej najbliższej, sprzed miesiąca czy dwóch. Zmienią się nasza gospodarka, nasze priorytety, nasza percepcja. Konkretne wydarzenia są niepokojące: firmy takie jak General Electric i Ford przestawiły się na produkcję respiratorów, pojawiły się rozpaczliwe starania o odzież ochronną, niegdyś gwarne ulice miast stały się ciche i puste, a gospodarka jest w stanie niekontrolowanego spadku. Rzeczy, które wydawały się nie do zatrzymania, zatrzymały się, a te, które wydawały się niemożliwe – rozszerzenie praw i przywilejów pracowniczych, uwolnienie więźniów, przesunięcia w USA na inne cele kilku bilionów dolarów – właśnie się wydarzyły.
W terminologii medycznej słowo „kryzys” oznacza moment przesilenia, do którego dociera pacjent, punkt, od którego zmierzać już będzie ku ozdrowieniu lub ku śmierci. W języku angielskim określenie emergency („nagły przypadek”) pochodzi od emergence („wyjście na jaw; wynurzenie”) lub emerge („pojawić się; wynurzyć się”), jakby ktoś został oderwany od tego, co znajome, i gwałtownie musiał się dostosować. Natomiast słowo „katastrofa”…