Staszkowi Tekielemu
Senne fantasmagorie, czerpiące ze wspomnień naszych przodków i ujawniające obietnice. A czasem wręcz przeciwnie: zapowiedzi nieznanego i rozsadniki lęku. Nic innego nie czyni literatura. Po dziś dzień, a raczej noc. Na skrzyżowaniu dążenia ze spełnieniem, empatii z entropią wzrosła zwodnicza bańka wyobraźni. Dlatego trzeba odebrać sen psychologom i zwrócić go badaczom literatury. Bo tylko oni wiedzą, że opowieść dała się oswoić. Obrosła tradycją i konwencją, przybrała formy, w których nieraz się gubimy. A sny, nocna strona natury ludzkiej, pozostały dzikie i nieujarzmione. Stąd najlepiej pamiętane są i największą sławą cieszą się te najdziksze.
Trzy końce świataCały kadr rysunku sangwiną wypełniają regularne woluty i spirale wzniecone nieomylną dłonią Leonarda. To flukty i odmęty potopu, który w roku 1516 mu się przyśnił. Spoza smoczych jęzorów żywiołu wyzierają fragmenty spustoszonych budowli, złachmaniona roślinność. Artysta, umysł praktyczny, spożytkował tę wizję w poradniku dla samego…