Subskrybuj
Literaturoznawca i krytyk. Adiunkt w Katedrze Krytyki Współczesnej na Wydziale Polonistyki UJ.

Kolorowy wiatr a szara strefa

Praca myśli, do której angażuje nas Marzec, ma dwa główne kierunki: pozbawienie człowieka samozwańczego przywileju indywidualności oraz dowartościowanie pod tym względem bytów pozostających w jego cieniu.

Przypominam sobie sytuację ze szkoły letniej w Utrechcie sprzed kilku lat. Uznana osoba – nazwijmy ją Posthumanistyczną Profesorską Personą (PPP) – opowiadała tam o cieszącym się powszechnym zainteresowaniem nurcie filozoficznym, który stawia na afirmację zamiast dialektyki, współczucie zamiast dystansu, egalitaryzm przejawów życia zamiast hegemonii męskiego anthroposa. Jak się okazało, afirmacyjne postulaty miały zostać szybko poddane próbie. Po jednej z projekcji do PPP podeszła grupa osób. Stanowczo zaprotestowały przeciwko stereotypowemu odwołaniu się w wyświetlonym filmie do języka rosyjskiego, który to język był przez lektora „odgrywany” po angielsku, z przerysowanym akcentem znanym z hollywoodzkich produkcji. Jak zareagowała PPP? Uciszyła niezadowolone osoby, dając do zrozumienia, że w naszej afektywno-afirmacyjnej wspólnocie wybuchy gniewu, złości i frustracji nie powinny mieć miejsca. Ta anegdota często przychodzi mi do głowy, kiedy zastanawiam się nad posthumanistycznymi strategiami działania i ideą „krytyki krytycznego nastawienia”. Nie inaczej było przy lekturze książki Andrzeja Marca Antropocień. Filozofia i estetyka po końcu świata.

W tytułowej metaforze kryje się nawiązanie do jednej z najczęściej komentowanych współczesnych kategorii – antropocenu. Ale nie tylko: na kartach książki rozrasta się kłącze różnych znaczeń antropocienia, który przede wszystkim „(…) dąży do osłabienia antropocentryzmu oraz uzyskania egalitarności ontologicznej. Pozwala zaistnieć, a zatem wyjść z cienia, różnorodnym, niedostrzeganym do tej pory nie-ludzkim aktorom”. Rozważania odwołują się do imponującej liczby kontekstów, do bohaterów realnych i wyobrażonych. W części pierwszej, Filozofie bliskości, widać zwłaszcza spokrewnienie z „ciemną ekologią” Timothy’ego Mortona i poszukiwaniami ekologicznych formuł współistnienia gatunków. Czytelniczka będzie też miała okazję podążyć leśnych duktów szlakiem” za Pocahontas, zanurzyć się w ekstatyczne świętowanie Midsommar Ariego Astera i pomyszkować w ciemnych korytarzach Climaxu Gaspara Noégo.

W drugiej części ciężar refleksji przenosi się na object-oriented ontology (OOO)Grahama Harmana i utajone życie przedmiotów (również m.in. w wersji Jolanty Brach-Czainy). Zwróciłbym uwagę zwłaszcza na porównawcze interpretacje książek Marcina Wichy i Marka Bieńczyka, które zręcznie pokazują krytycznoliterackie zastosowania antropocienistych kategorii. Podrozdziałów skutecznie puszczających omawiane narzędzie w ruch jest tutaj zresztą więcej. Poświęcone sztuce (m.in. pracom Patrycji Orzechowskiej) czy filmowi (na temat Deerskin Quentina Dupieux czy In Fabric Petera Stricklanda) omówienia skutecznie zabezpieczają książkę Marca przed zamknięciem się w  wygodnym i zaklętym kręgu czysto ogólnych uwag na temat kultury i myśli kręgu OOO. To ważne, ponieważ gdy chodzi o sięganie do zachodnich teorii w polskiej humanistycznej rzeczywistości, praktycznych realizacji nigdy dość.

###banner###

Praca myśli, do której angażuje nas Marzec, ma dwa główne kierunki: pozbawienie człowieka samozwańczego przywileju indywidualności oraz dowartościowanie pod tym względem bytów pozostających w jego cieniu. Głównymi bohaterami książki mają być wszak nie-ludzie. Spomiędzy słów patrzą na nas zwierzęta, minerały, rośliny, przedmioty (kurtka ze skóry jelenia z Deerskin czy bomba atomowa z Twin Peaks), grzyby, zjawiska atmosferyczne i wiele innych. Słowem – książka chce przybliżyć przeróżne organiczne i nieorganiczne mnogości, które Człowiek więzi w pojęciu Natury i nad którymi w czasach antropocienia unosi się opresyjna narracja (czytana, powiedzmy, głosem Krystyny Czubówny). To właśnie przeciwko tej opowieści wymierzony jest krytyczny aparat Marca.

No właśnie, „krytyczny”. W tej kategorii kryje się problem, który sygnalizuje przywołana na początku anegdota. Autor stwierdza, że antropocień nie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Z czego się śmiejemy