Subskrybuj
Pisarz i fotograf. Autor cykli reporterskich oraz książek tłumaczonych na angielski, niemiecki, rosyjski i węgierski. Współtwórca festiwalu literackiego MiedziankaFest. Razem z Julią Fiedorczuk założył Szkołę Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu. Ostatnio opublikował Dwunaste: Nie myśl, że...

Wypadek atmosferyczny

Wraz z końcem przyrody wyczerpaniu ulega także pojęcie katastrofy naturalnej. Ciągle jest jednak nadużywane.

Czasem po prostu nie umiem się powstrzymać. Słyszę albo czytam nazwę jakiegoś miasta czy zapadłej wsi i mimowolnie wpisuję ją w okno wyszukiwarki. Chcę natychmiast zobaczyć, jak tam jest, a Google Street View daje mi szybki podgląd – bez pudru i instagramowych filtrów.

Tak właśnie trafiłem do Engis. Podążyłem tam za holenderskim reporterem Frankiem Westermanem, który na prawie 350 stronach książki My, człowiekowate brawurowo opisuje kawał historii paleoantropologii i jej kolonialnych uwikłań. Przy tej okazji udaje się do Engis, dość parszywej przemysłowej dziury w belgijskiej dolinie Mozy. To w tamtych okolicach w 1829 r. Philip Carel Schmerling znalazł dwie czaszki. Jedna z nich okazała się później pierwszym zidentyfikowanym neandertalczykiem, choć nikt wtedy nie dawał wiary w doniosłość tego odkrycia.

Jednak to nie ludzka paleohistoria przywiodła mnie do Engis.

Reportaż, podobnie jak ruletka, opiera się na przypadkowości – pisze Westerman – znajdowanie tego, czego się nie szukało – zdolność dokonywania przypadkowych odkryć, może odsłonić niespodziewane skarby. Czasem wystarczy się po nie schylić, czasem same wpadają człowiekowi w ręce”.

Przy okazji swojej włóczęgi Westerman opisuje zdarzenia z roku 1930. Wtedy to w pierwszych dniach grudnia dolinę Mozy pokryła gęsta mgła. Nie było to nic dziwnego w tym rejonie i o tej porze roku. Ta mgła była jednak inna. Oblepiała płuca, coraz trudniej się w niej oddychało. Niektórzy pluli krwią, inni coraz mocniej kaszleli. Mgła zabiła ponad 60 osób.

Wyjaśnienia tej sprawy podjął się przysłany z Liège patolog Jacques Firket. Jego komisja ustaliła, że przyczynę zgonów stanowiła bardzo niekorzystna koincydencja dwóch czynników. Dolina Mozy od XIX w. była (i jest) jednym z najsilniej uprzemysłowionych regionów w Europie. W okolicach Engis znajdowały się liczne zakłady, które tamtego grudnia 1930 r. na potęgę spalały silnie zasiarczony węgiel. Zawierający związki siarki pył został uwięziony przez gęstą późnojesienną mgłę. Powstały w efekcie smog okazał się tak toksyczny, że aż zabójczy. Najmłodszą ofiarą śmiertelnej mgły z doliny Mozy była kobieta imieniem Louise. To właśnie jej został poświęcony niewielki pomnik wyrzeźbiony w 2000 r. przez lokalnego artystę Paula Vandersleyena.

Dworzec w Engis jest świeżo po przebudowie. Na historyczny budynek nałożono nowoczesną bryłę. Nie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Odczarowanie Jezusa