Subskrybuj
Nassim Taleb fot. Dan Callister / Rex / East News
Nassim Taleb fot. Dan Callister / Rex / East News
Doktorant w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych UJ, współpracuje z miesięcznikiem "Znak".

Filozof przypadku

Jego książki zostały przetłumaczone na ponad 30 języków. Koncepcja „czarnego łabędzia” na stałe zagościła w słowniku filozofów i ekonomistów, a nazwisko autora jest odmieniane przez wszystkie przypadki, gdy dochodzi do kryzysu finansowego, wybuchu wojny czy globalnej pandemii. Kim jest Nassim Nicholas Taleb i co ma nam do powiedzenia o niepewności?

„Nic nie jest skończone, dopóki nie jest skończone” – odrzekł dziennikarzowi Yogi Berra, gdy wydawało się, że prowadzona przez niego drużyna New York Mets straciła szanse na zdobycie tytułu po przegranej 1:4 z zespołem z Pittsburgha. Legendarny baseballista i menedżer słynął z poczciwych, niekiedy absurdalnie truistycznych bon motów, którym amerykańska prasa nadała miano „Yogi-izmów”. Żaden z nich nie zyskał jednak tak szerokiej popularności jak zadziorne w treści, a nonszalanckie w formie It ain’t over, till it’s over, najprawdopodobniej ze względu na niespodziewany dalszy ciąg tej historii: zupełnie wbrew dotychczasowej złej passie Metsi odzyskali znakomitą formę i skutecznie powrócili do gry o najwyższe cele​?

Nassim Nicholas Taleb, amerykański trader i matematyk libańskiego pochodzenia, zapamiętał słowa Yogiego Berry, a co więcej, jako zapalony czytelnik autorów klasycznych skojarzył słynną wypowiedź z inną historią, którą odnalazł na kartach Dziejów Herodota. Bohaterem tej opowieści jest Krezus, bajecznie majętny król lidyjski, dla którego materialny status stanowił źródło chluby. Gdy tylko dowiedział się, że jego strony odwiedza Solon, słynący z mądrości ateński prawodawca, zapragnął pochwalić się swoją rezydencją przed znakomitym gościem. Zaproszenie zostało przyjęte. W czasie wykwintnej kolacji król zapytał Ateńczyka o to, kogo uważa za najszczęśliwszego z ludzi. Solon w odpowiedzi przytoczył historię Tellusa, uczciwego człowieka i dobrego ojca, który zginął w obronie ojczyzny. Król nie wydawał się zadowolony, dlatego też Salon podał inny przykład, tym razem młodzieńca, który uratował własną matkę przed biedą, a sam zmarł, pomagając ubogim. Zirytowany Krezus odsłonił wreszcie prawdziwe intencje rozmowy, zwracając się do mędrca z pytaniem: czy ze względu na bogactwo to nie właśnie on, król Lidii, powinien zostać uznany za najszczęśliwszego z ludzi? Solon odpowiedział, że aby się tego dowiedzieć, władca musi zaczekać do własnej śmierci – nikt nie zna wyroków przyszłości, a wszystkie okoliczności mogą się odwrócić. Minęły lata, w wyniku wojny Krezus stracił tron i został wygnany.

Głęboko pedagogiczny charakter opowieści nie umknął Talebowi, który w trakcie wieloletniej kariery miał okazję poznać wielu krezusów z Wall Street. Był świadkiem błyskotliwych karier, rozpoczynających się spektakularnie tylko po to, by z podobnym impetem się zakończyć. Śledził, jakich spustoszeń na rynku dokonał niespodziewany azjatycki kryzys finansowy w 1997 r. Obserwował losy ekspertów, takich jak Robert C. Merton, który w 1997 r. odebrał Nagrodę Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii, a w latach 1998–2000 doprowadził do upadku współzałożonego przez siebie funduszu Long-Term Capital Management.

Ścieżka kariery Nassima Taleba charakteryzowała się inną dynamiką. Jak przyznaje, nie fascynował go świat błyskawicznych karier i nie chciał zamykać się w ciasnym świecie finansów, dlatego po 20 latach pracy jako giełdowy trader rozpoczął karierę akademicką, by zgłębiać zagadnienia na styku matematyki i filozofii.

Zaskakująco długa kariera w przewrotnym i trudnym środowisku amerykańskiej finansjery, wolne chwile spędzane nad klasycznymi lekturami, uzyskana na uniwersytecie teoretyczna podbudowa, a wreszcie doświadczenie zdobyte we współzałożonym w 1998 r. przez Taleba funduszu hedgingowym Empirica znalazły ujście w przedsięwzięciu stanowiącym, jak należy mniemać, największą namiętność i misję Taleba: w karierze pisarskiej.

W 2001 r. opublikował swoją pierwszą książkę, w której podsumował wnioski w przystępnej dla szerokiej publiczności formie eseju, swobodnie łącząc ze sobą refleksję filozoficzną, namysł nad problemami statystycznymi i wspomnienia z kariery tradera. W debiutanckiej publikacji, zatytułowanej Zwiedzeni przez przypadek (oryg. Fooled by Randomness), postawił prowokacyjną tezę: ci, których Wall Street zwykło nazywać ludźmi sukcesu, nie odkryli wcale sekretu trafnego prognozowania przyszłości ani nie rozgryźli uniwersalnie skutecznych zasad rynkowej gry; posiadają jednak ponadprzeciętną skłonność do podejmowania ryzyka i przeceniania swoich umiejętności. Ich postępowanie przypomina grę w rosyjską ruletkę: dzięki łaskawości losu doszli do ogromnych fortun i nie trafili jeszcze na zabójczy nabój. Każda szczęśliwa passa musi jednak kiedyś dobiec końca, dlatego w każdej chwili mogą podzielić los Krezusa.

Debiutancka książka odniosła sukces, a „The New Yorker” napisał o niej, że „jest tym samym dla panujących na Wall Street poglądów, czym 95 tez Marcina Lutra było dla Kościoła”. Prawdziwy triumf przyszedł jednak wraz z publikacją Czarnego łabędzia (2007), eseju o nieprzewidywalnych zdarzeniach, którego najlepszą okolicznością reklamową stał się globalny i zaskakujący kryzys finansowy, jaki wybuchł niedługo po premierze. Taleb, okrzyknięty prorokiem współczesności, trafił do grona najgorętszych nazwisk debaty publicznej i od tej pory mógł w spokoju poświęcić się kontynuacji zainicjowanej filozofii nieprzewidywalności. Ostatecznie swoim rozważaniom nadał kształt pentalogii, a cykl zatytułował Incerto (wł. „to, co niepewne”). Dwie pierwsze książki uzupełnił o publikowane kolejno: Prokrustowe łoże (2010), Antykruchość (2012) i Na własne ryzyko (2018).

Pomimo ogromnej popularności Talebowi udaje się zachować znaczące fragmenty swojej biografii w tajemnicy, zręcznie balansując między dzieleniem się anegdotami z własnego życia, jak chętnie to czyni w książkach, a budowaniem aury niedostępności, wizerunku myśliciela „spoza wszechobecnego szumu informacyjnego”. Ma opinię ekscentryka. Jest wybredny, jeśli chodzi o zgodę na wywiady – udziela ich rzadko i zwykle swoim znajomym. Podkreśla swoje libańskie pochodzenie i zamiłowanie do kultury śródziemnomorskiej, które potrafi przybrać nietypowe formy: Taleb nie jada owoców, których nazwy nie mają odpowiednika w języku greckim lub hebrajskim. Przyjaźni się z wpływowymi politykami, a swego czasu wiele mówiono o jego znajomości z Davidem Cameronem, ówczesnym premierem Wielkiej Brytanii. Podobno życzy sobie większej zapłaty za wygłoszenie prelekcji, jeśli słuchacze noszą krawat. Odczytuje tylko pięć e-maili dziennie, za to chętnie wchodzi w dyskusje na Twitterze. Jest poliglotą i deklaruje, że mówi w dziesięciu językach. Od kilkunastu lat poświęca się wyłącznie działalności pisarskiej, edukacyjnej i doradczej. Należy jednak wątpić, czy tęskni za handlem opcjami, skoro już wiele lat temu Mark Spitznagel, jego były współpracownik, określił go jako „w 5% tradera, w 95% filozofa”. Ambicje Nassima Taleba od dawna sięgały dużo dalej niż świat nowojorskiej giełdy.

Zwiedzeni przez przypadek

Diagnozę, od której rozpoczyna się Incerto, można sformułować następująco: żyjemy w świecie, w którym myli się ze sobą podstawowe kategorie. Szczęśliwy traf inwestora bierzemy za jego umiejętności i mówimy, że ma głowę do interesów. Gdy tylko zaczniemy rozmyślać nad czymś, co wydarzyło się przypadkiem, a było dla nas wyjątkowo przykre, nie spoczniemy, dopóki nie znajdziemy w tym jakiejś konieczności, chociażby pod postacią kosmicznej karmy. Zdezorientowani, nie rozróżniamy sygnałów, czyli rzetelnych informacji o świecie, od medialnego szumu, który stale musi podtrzymywać uwagę widza jaskrawymi paskami, czerwienią i zielenią zmieniających się notowań na giełdzie, a każdy z generowanych newsów ma się wydawać ważniejszy od poprzedniego. Nad przemieszanym porządkiem rzeczy czuwają pewni swego eksperci pod krawatem, którym wtórują medialne gadające głowy („Dziennikarze nie mogą pojąć, że to, co interesujące, niekoniecznie jest ważne; większość nie może nawet pojąć, że sensacja niekoniecznie jest interesująca”).

Nieco przesadnie złowrogi obraz kreślony przez Taleba prezentuje rzeczywistość, w której ludzkość straciła z oczu jeden z podstawowych aspektów rzeczywistości. Nic dziwnego, skoro prawdopodobieństwo – bo o nim mowa – to wyjątkowo trudny koncept do uchwycenia w codziennym życiu. Nasze wybory wydają się przecież dużo bardziej skomplikowane niż probabilistyka, której uczymy się w szkole na lekcjach matematyki. Bez trudu określimy, jakie są szanse na to, że wyrzucona przez nas kostka do gry pokaże liczbę parzystą, jak jednak ocenić prawdopodobieństwo dostatniego życia, jeśli wybierze się studia na kierunku lekarsko-dentystycznym? Z tego powodu Taleb podkreśla, że rozważana przez niego probabilistyka to „gałąź sceptycyzmu stosowanego, a nie dyscyplina techniczna”. Dopiero takie postawienie problemu pozwala spojrzeć na zagadnienie nie jak na kolejną matematyczną łamigłówkę, ale jak na realne życiowe wyzwanie.

Z tak ustalonego punktu wyjścia cykl Incerto ma prowadzić czytelników, po pierwsze, do zaakceptowania braku pewności co do naszej wiedzy; po drugie, do rozwijania metod radzenia sobie z ową niepewnością.

Duchowym patronem pierwszej książki, do czego Taleb przyznaje się wprost, jest XVI-wieczny francuski filozof Michel de Montaigne, który reprezentuje kompletny zestaw cech myśliciela wartego naśladowania. Podziw więc wzbudza niepewność własnej mądrości u autora Prób, jego odwaga w skłonności do introspekcji (niełatwo jest wejrzeć w siebie, by odkryć i przyjąć własne ograniczenia), szlachetny sceptycyzm. Po przeciwnej stronie barykady, jako największy rywal, stoi Kartezjusz. Autor Rozprawy o metodzie patronuje jednemu z największych błędów europejskiej cywilizacji, jakim jest dążenie do poszukiwania niezachwianej pewności. Posługując się dwiema figurami nowożytnych filozofów, Taleb przemyca opowieść o dwóch zwalczających się tendencjach. Ścierają się one zarówno w wymiarze indywidualnym, w każdym z nas z osobna, jak i na planie ogólnym, społecznym.

Poszukiwanie pewności, wyprowadzanie dalekich prognoz na przyszłość, modelowanie rzeczywistości według średnich statystycznych, odrzucanie ekstremalnych, niespodziewanych scenariuszy z naszego myślenia – to wszystko autor Czarnego łabędzia traktuje jako brutalny redukcjonizm i upraszczanie złożonych zjawisk dla intelektualnej wygody. W takiej postawie tkwi zaczyn przyszłych porażek. Środowisko Wall Street stanowi najlepsze laboratorium do zaobserwowania tych różnic – to miejsce najbardziej powiązane z chaosem, gwałtownymi zmianami rynku i spektakularnymi skalami porażki i sukcesu. Traderów, którzy szybko kończyli kariery, łączyły wspólne cechy. Gdy przestawało im się powodzić, mieli skłonność do „zmieniania zeznań” w kwestii obieranej strategii, a to ze względu na to, że brakowało im dokładnego planu postępowania w przypadku poniesienia straty. Zamiast konfrontacji musieli uciekać się do mechanizmu wyparcia.

Zdaniem Taleba wielu z nas nie różni się sposobem działania od upokorzonych przez los traderów, choć kary, które na nas spadają, bywają mniej dotkliwe. W swoim pragnieniu przewidywalnego ostatecznie świata postępujemy jak Prokrust, znany z greckiej mitologii rozbójnik, mieszkający przy drodze z Aten do Megary. Zapraszał on utrudzonych podróżnych do swojego domu, częstował obiadem, a następnie oferował nocleg. Zmęczeni goście nie wiedzieli, że znaleźli się w pułapce, bowiem Prokrust pragnął, aby łóżko było idealnie dopasowane do człowieka: zbyt wysokim odcinał więc kończyny, a za niskim rozciągał członki. Podobny sposób postępowania wykazuje ludzkie myślenie, gdy nie chce się skonfrontować z nieprzewidywalnym, a musi w jakiś sposób poradzić sobie z wytworzonym napięciem: poprzez uproszczenia i gotowe narracje brutalnie dopasowuje rzeczywistość do swoich sztywnych ram.

Czarny łabędź i problem indyka

Juwenalis z Akwinum, rzymski poeta z II w. i autor słynnych Satyr, posłużył się w jednym z utworów porównaniem do „ptaka rzadkiego jak czarny łabędź”, pisząc o stworzeniu niemożliwym do odnalezienia. To, że ptaki tego gatunku posiadają wyłącznie białe upierzenie, należało do największych oczywistości. Przez wieki czarne łabędzie były więc ptakami o statusie tak fantastycznym, że obok jednorożców zasiedlały fikcyjne krainy. Sytuacja odmieniła się radykalnie w XVII w.: w 1636 r. żeglarz Antonie Caen zauważył u wybrzeża wyspy Bernier „czarne ptaki wielkości łabędzi”, a ponad 60 lat później jego rodak Willem de Vlamingh potwierdził istnienie stworzenia, którego zupełnie się nie spodziewano. Musiał upłynąć kolejny wiek, by zaskoczeni Europejczycy przyznali odkrytemu gatunkowi oficjalny status, nadając mu łacińską nazwę Anas atrata.

Przykład „czarnego łabędzia” zrobił zawrotną karierę w dziejach filozofii – wykorzystali go John Stuart Mill w Systemie logiki (1843), Bertrand Russell w Problemach filozofii (1912) i Karl Popper w Logice odkrycia naukowego (1934). Zupełnie niespodziewane odkrycie prowadzi nas do filozoficznego problemu indukcji, czyli rodzaju wnioskowania, które na podstawie obserwacji niezliczonej ilości łabędzi orzeka coś o wszystkich łabędziach w ogóle. Można je sformułować w następujący sposób: „Żadna liczba białych łabędzi nie pozwala wysnuć wniosku, że wszystkie łabędzie są białe, ale obserwacja jednego czarnego łabędzia wystarcza do odrzucenia tej konkluzji”. W stanie naszej wiedzy doszło więc do radykalnej zmiany i to poprzez znaczącą dysproporcję: wystarczył jeden przedstawiciel gatunku Anas atrata, by całkowicie zburzyć to, co Europejczycy ustalili poprzez obserwację niezliczonych łabędzi przez tysiące lat.

Nassim Taleb co najmniej dwukrotnie mógł się przekonać na własnej skórze, jak jedno wydarzenie potrafi odmienić wszystko wokół i zabrać całe poczucie bezpieczeństwa. Za pierwszym razem życie wystawiło go na próbę, gdy miał 15 lat. W ojczystym Libanie rozpoczęła się właśnie wojna domowa, która wywróciła do góry nogami sytuację jego dotąd wpływowej i bogatej rodziny. Za drugim razem, wiele lat później, w gabinecie lekarskim usłyszał diagnozę: rak gardła. Prawdopodobieństwo choroby, gdy nie jest się palaczem – a tak właśnie było w tym przypadku – wynosi 1:10 000. Niewyobrażalnie małe szanse, które jednak się ziściły.

Nagłe wydarzenia, które zmieniają zastany porządek, nie wydarzają się wyłącznie na gruncie nauki, jak odkrycie czarnych łabędzi, nie stanowią też jedynie przystanku na indywidualnej, życiowej drodze, jak diagnoza poważnej choroby.

Tego typu zaskakujący obrót spraw jest stałym elementem rzeczywistości człowieka w ogóle. Krach na giełdzie nowojorskiej z 1929 r., nazwany później „czarnym czwartkiem”; zamach na Franciszka Ferdynanda i wybuch I wojny światowej; pojawienie się Internetu; zamach terrorystyczny z 11 września; tsunami z 2004 r. – wszystkie wymienione zdarzenia Nassim Taleb określa jako „czarne łabędzie”. Spełniają bowiem trzy warunki: po pierwsze, były nieoczekiwane, po drugie, miały znaczący wpływ na rzeczywistość (dalszy bieg wydarzeń, stan gospodarki, reakcje rynków finansowych), jak również, po trzecie, po ich wystąpieniu ludzkość starała się je dopasować do narracji, uczynić wytłumaczalnymi i przewidywalnymi.

Ostatni element definicji „czarnych łabędzi” opiera się na powszechnym wśród ludzi przekonaniu, że świat jest prostszy niż w rzeczywistości. Kładziemy zbyt duży nacisk na informacje faktograficzne i próbujemy je kategoryzować, tworząc mało skomplikowane modele. Taleb, jako myśliciel zafascynowany badaniami Daniela Kahnemana i Amosa Tversky’ego nad podejmowaniem decyzji w sytuacji ryzyka, nieustannie podkreśla, że w codziennym wnioskowaniu często posługujemy się heurystykami, a więc uproszczonymi regułami myślenia. Nasze umysły nie są stworzone do tego, by nieustannie przepracowywać nieprzewidywalność. Jesteśmy za to zaprojektowani, jak pisze Taleb, „na miarę pojętej liniowo przyczynowości”, tak więc to, czego doświadczamy, układamy w deterministyczną opowieść przyczyn i skutków. W literaturze psychologicznej mowa więc o efekcie pewności wstecznej, który zna z doświadczenia każdy, kto kiedykolwiek wykrzyknął lub usłyszał zwrot „wiedziałem, że tak będzie!”. Tłumaczy on, dlaczego osoba doświadczająca efektu czarnego łabędzia, śledząca we wrześniu 2001 r. w szoku i przerażeniu telewizyjną transmisję z zamachu na wieże World Trade Center, parę miesięcy później mogła głosić, że atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone był tylko kwestią czasu, ponieważ stanowił oczywistą konsekwencję amerykańskiej polityki zagranicznej.

A skoro w ten sposób nieustannie tłumaczymy sobie przeszłe zdarzenia, nie wyciągamy z nich prawdziwych lekcji o nieprzewidywalności świata. Edward J. Smith, kapitan słynnego Titanica, miał powiedzieć: „Nigdy nie widziałem wraku, mój statek nigdy nie został zniszczony i nigdy nie znalazłem się w sytuacji, która groziłaby jakąkolwiek katastrofą”. Sądził, że wszystkie udane dotąd rejsy świadczą o tym, że w jego karierze nigdy nie dojdzie do wypadku. Postawę kapitana Smitha – która reprezentuje postawę większości ludzi, zanim przydarzy im się czarny łabędź – Taleb określa jako „problem indyka”: wyobraźmy sobie ptaka na farmie, dokarmianego i dopieszczanego przez gospodarza. Przez cały rok biedne zwierzę będzie przekonane o tym, że wszyscy wokół dbają o jego dobro, a im więcej dni będzie mijać, tym bardziej będzie się umacniać wiara w dobre intencje ludzi. Indyk nie wie jednak, i nie może w żaden sposób przewidzieć, że jutro rozpoczyna się Święto Dziękczynienia…

Antykruchość i via negativa

Dlaczego najbezpieczniejszym czasem, by wsiąść na pokład samolotu, jest dzień po wielkiej katastrofie lotniczej? Ponieważ tragedia wzmocniła ostrożność, a następnie pozwoliła przemyśleć i ulepszyć procedury bezpieczeństwa. Taleb zauważa, że niektóre obszary naszej codzienności wydają się wręcz korzystać ze wstrząsów, rozwijają się, gdy są narażone na zmienność i przypadkowość, a niektórzy ludzie kochają przygodę, ryzyko i niepewność. Oczywiście czarne łabędzie zaskakują nas od czasu do czasu i odkrywają kruchość niektórych instytucji, rozpadających się pod wpływem niespodziewanych wydarzeń: i tak biurokratyczne, wielonarodowościowe Austro-Węgry przestały istnieć po I wojnie światowej, a rynek nieruchomości doznał nagłego wstrząsu w 2008 r. Nie jest jednak tak, że niespodziewane wydarzenia zmieniają wszystko, że po ich zajściu musimy budować naszą społeczną rzeczywistość zupełnie od nowa; przeciwnie, wiele instytucji zdaje się umocnionych nowym doświadczeniem, podobnie jak zwiększa się mięsień w wyniku regularnego podnoszenia ciężarów.

Jednak, pomimo wszechobecności tego zjawiska, Taleb dostrzega, że nie posiadamy określenia na dokładne przeciwieństwo kruchości. Nie wystarczy użyć pojęć takich jak „wytrzymałość” czy „odporność”. Kto jest bowiem odporny, ten opiera się wstrząsom, jednak pozostaje przy tym taki sam, jaki był dotychczas. Jak jednak uchwycić proces, gdy coś w wyniku wstrząsu staje się lepsze, mocniejsze? W odpowiedzi na tę potrzebę Taleb tworzy pojęcie „antykruchości” jako zdolności do wzmacniania swoich szans na przetrwanie w reakcji na nieoczekiwane stresory. Właściwość ta stoi za wszystkim, co tylko zmieniło się z czasem: ewolucją, kulturą, ideami, rewolucjami, systemami politycznymi i prawnymi, lasami równikowymi, a nawet odpornością bakterii czy przetrwaniem nas, ludzi. Wszystko, co żywe i twórcze, musiało wytworzyć w sobie antykruchość.

Chociaż dosyć łatwo uchwycić ten koncept na gruncie teorii ewolucji, niełatwo dociec, w jaki sposób idee mogą ulegać wzmocnieniu. Można w tym miejscu podać przykład nauki, jeśli uprawia się ją zgodnie z zaproponowaną przez Karla Poppera procedurą falsyfikacji. Stosując ją, uznajemy, że teorie naukowe nigdy nie są całkowicie potwierdzone, ale jedynie pozostają czasowo nieobalone. Rozwój nauki opiera się zatem na ciągłym badaniu i krytyce hipotez w celu wykluczenia tych, które zostały zniesione przez dane empiryczne. W ten sposób teoria naukowa jest stale udoskonalana. Popper podkreśla niepewność i elastyczność nauki, która jest gotowa na możliwość błędów i nieoczekiwanych odkryć – co czyni ją antykruchą, jak ująłby to Taleb.

Podobny sposób weryfikacji można zastosować w odniesieniu do własnego życia, gdy zastanawiamy się, jak samemu osiągać antykruchość. Nie ma w tym miejscu pozytywnej odpowiedzi, a jedyna wskazówka, jakiej Taleb może udzielić, brzmi: zacznij od prób usunięcia kruchości. Podstawową nauką w procesie życia jest studiowanie porażek, a nie sukcesów. Jeśli chcesz żyć lepiej w niepewnym świecie, przyjrzyj się temu, dlaczego plan nie zadziałał, biznes się nie udał, związek zaś rozpadł. Zaakceptuj nieprzewidywalność jako element życia. Sukces, zwłaszcza spektakularny, często bywa dziełem przypadku. Unikaj ludzi, którzy mówią, co zrobić, żeby go osiągnąć, natomiast bądź otwarty na krytykę. Nie traktuj historii jako opowieści o zwycięzcach, tylko ucz się również o tych, którym się nie powiodło. Ten sposób życia libański myśliciel nazywa via negativa na wzór tradycji teologicznej, która próbuje powiedzieć coś o Bogu nie poprzez to, jaki jest, ale jaki nie jest. Podobny zabieg trzeba stosować wobec rzeczywistości, która wymyka się wszelkim naszym prognozom: wiemy dużo więcej o tym, co nie działa, niż o tym, co działa.

***

David Runciman, recenzując Antykruchość na łamach „Guardiana”, podsumował ją następująco: „O ile wyjściowy pomysł na książkę można określić jako ładny i schludny, o tyle odwrotnie jest z wykonaniem. To ogromny, rozległy, rozpleniony wręcz bałagan”. Dziennikarz Josh Glancy wspominał o tym, że szykując się na spotkanie z autorem Czarnego łabędzia, spodziewał się po lekturze jego książek „człowieka, który będzie bez końca wygłaszał kazania o tym, jak głupi są wszyscy inni i jak genialne są jego pomysły”. Po czym dodał: „Dokładnie tak było”. Aaron Brown, adiunkt w dziedzinie finansów na uniwersytetach Yeshiva i Fordham, powiedział odnośnie do prac Taleba, że pisze je tak, jakby „nie słyszał o metodach nieparametrycznych i analizie danych”. Zarazem wszyscy trzej uważają koncepcje tradera filozofa za cenny głos we współczesnej debacie na pograniczu ekonomii i historii idei.

Wspominam o tym dość powszechnym ambiwalentnym stosunku do autora Czarnego łabędzia, ponieważ stanowi on przyczynę, dla której, z jednej strony, mowa o myślicielu ogromnie poczytnym, za to z drugiej – traktowanym ze sporą dozą dystansu. W obecnym krajobrazie intelektualnym Nassim Taleb nadal bardziej przynależy do półki „autorzy książek, które czytają ludzie z Wall Street”, niż „współcześni klasycy filozofii”. Za ten stan rzeczy może winić przede wszystkim siebie, nie dopuszczając swoich prac do poważnej redakcji – uważa, że większa ingerencja w tekst odebrałaby jego książkom wyjątkowy, indywidualny rys. Skutek? Książki skonstruowane jak rollercoaster, w których wraz z autorem wznosimy się w naprawdę intrygujące przestrzenie rozważań, a potem w przerażeniu zjeżdżamy w przepaść, gdzie czeka nas mało wysublimowana publicystyka.

Pomimo tych słabości nie wydaje się, żeby twórczość Taleba miała szybko stracić na zainteresowaniu – a jeśli chcemy zrozumieć dlaczego, musimy cofnąć się w czasie o ponad dwie dekady, gdy „The New Yorker” opublikował obszerny artykuł pióra Malcolma Gladwella. Tego znanego pisarza i dziennikarza zafascynowała m.in. praca Taleba i jego współpracowników w funduszu hedgingowym Empirica, którą określił jako „siedzenie w opustoszałej klasie”. Żadnych gazet ekonomicznych na stole. Żadnego śledzenia notowań. Od czasu do czasu ktoś podchodził do tablicy, by zapisać równanie. Niekiedy stukot klawiatury informował, że Taleb odpisywał na wiadomości. Od miesięcy Empirica była na minusie, ale trader z Libanu ze spokojem wierzył w swoją strategię inwestycyjną i czekał, aż wydarzy się na rynku coś nieoczekiwanego. Mało kto mu wierzył; trwało lato 2001 r. i wydawało się, że nic nie zaniepokoi spokojnego, amerykańskiego snu – do 11 września.

Autor Czarnego łabędzia wywalczył sobie godny pozazdroszczenia komfort, najpierw jako trader, następnie jako intelektualista: by dowieść aktualności swoich rozważań, musi od czasu do czasu jedynie cierpliwie poczekać.


Korzystałem m.in. z:

• książek Nassima Nicholasa Taleba z cyklu Incerto (Zysk i S-ka, Poznań 2020, 2021): Zwiedzeni przez przypadek. Tajemnicza rola losowości w życiu i rynkowej grze (tłum. M. Lipa); Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym światem (tłum. O. Siara); Prokrustowe łoże. Aforyzmy filozoficzne oraz praktyczne (tłum. A. Unterschuetz), Antykruchość. Jak żyć w świecie, którego nie rozumiemy (tłum. O. Siara), Na własne ryzyko. Ukryte asymetrie w codziennym życiu (tłum. A. Unterschuetz i M. Krzak);

• artykułów prasowych i recenzji: B. Appleyard, Books that helped to change the world („The Sunday Times”, 19 lipca 2009); C. Cadwallard, Nassim Taleb: my rules for life („The Guardian”, 24 listopada 2012); C. Gatinois, Nassim Nicholas Taleb, le sauvage de la finance („Le Monde”, 20 listopada 2007); M. Gladwell, Blowing up („The New Yorker”, 14 kwietnia 2002); J. Glancy, The Chaos Man („The Australian”, 7 kwietnia 2018); S. Patterson, Mr. Volatility and the Swan („The Wall Street Journal”, 13 lipca 2007); D. Runciman, Antifragile: How to Live in a World We Don’t Understand by Nassim Nicholas Taleb – review („The Guardian”, 21 listopada 2022); a także podcastów E. Abrahamssona z cyklu Nassim Taleb Books.

Artykuł pojawił się w numerze: Nassim N. Taleb: Jak zwodzi nas przypadek