Po prawie 40 latach pracy w szkołach podstawowych i gimnazjach Danuta Danton nie chciała przechodzić na emeryturę. Dyrektorka zdecydowała za nią, bo nauczycielka parę lat wcześniej przekroczyła sześćdziesiątkę i miała odpowiedni staż pracy. Danton wróciła do domu i już w progu powiedziała mężowi, że to niesprawiedliwe.
„Nie czuję się emerytką” – wyznała, kiedy Jerzy nalewał zupę.
„Tyle sensownych rzeczy robię z uczniami. Jak mam bez nich żyć?” – wydusiła, grzebiąc widelcem w sałatce z drugiego dania.
„Więc jestem stara i do niczego się nie nadaję?” – to już padło przy nietkniętym deserze.
Siedzieli w kuchni małego dwupokojowego mieszkania, które w połowie lat 50. wybudowano dla robotników stawianego kombinatu im. Włodzimierza Lenina w Nowej Hucie. Żyli w nim od końca lat 80. Nawet w czasach dorastania dwóch synów nie zamierzali szukać większego lokum, by nie stracić z oczu niebanalnych fasad socrealistycznych kamienic i porośniętych starodrzewem…