Subskrybuj
Członek ludu Cofan z lianą, z której przygotuje napój ayahuasca, Rio Aguarico, Ekwador fot. Wade Davis / Getty
Z wykształcenia ukrainistka i polonistka. Redaktorka, autorka, tłumaczka. Promotorka kultury ukraińskiej. W „Gazecie Wyborczej” producentka i wydawczyni podcastów

Odsłonić umysł i zakryć ego

Osoby w depresji często czują się samotne, oddzielone od świata. Psychodeliki dają możliwość połączenia, sprawiają, że odczuwamy większą radość z przebywania w naturze, z obcowania z innymi.

Co się dzieje w mózgu po zażyciu psychodelików?

Nie wszystko na ten temat wiemy, dlatego o oddziaływaniu psychodelików na mózg należy rozmawiać w sposób wyważony. Po pierwsze, badania z ostatniej dekady, które zostały przeprowadzone przy użyciu skanera fMRI lub magnetoencefalogramu / elektroencefalogramu (MEG / EEG), czyli sprzętu pozwalającego rejestrować aktywność mózgu, odbywały się w zaledwie kilku ośrodkach, np. w Imperial College London w Wielkiej Brytanii, Johns Hopkins University w Stanach Zjednoczonych i na Uniwersytecie Zuryskim w Szwajcarii. Zbadano dotąd stosunkowo niewielką grupę osób. Badania są bardzo kosztowne, a uzyskanie pozwolenia utrudnia prawny status psychodelików. Po drugie, do analizy tych badań wykorzystuje się różne metodologie, z których czasami trudno wyciągnąć jednoznaczne wnioski. Niemniej naukowcy próbują to robić, tworzą modele na podstawie dostępnych informacji.

Pierwsze zastrzeżenie zwraca uwagę na, jeśli dobrze rozumiem, klasowy wymiar tych badań.

 Tak, prowadzi się je na osobach białych, pochodzących z krajów rozwiniętych. Nie wiemy, jak wyglądałyby takie same badania przeprowadzone na osobach z innych klas społecznych. Na razie brani są pod uwagę ludzie żyjący w dość komfortowych warunkach. Dla mnie to kluczowa kwestia, kiedy rozmawiamy o wpływie psychodelików na osoby chore na depresję – jak ich oddziaływanie wyglądałoby w grupach niezamożnych i niebiałych? Czy miałyby podobny wpływ na ich dobrostan psychiczny?

Zanim przejdziemy do wpływu psychodelików na zaburzenia psychiczne, zacznijmy od początku – co zatem dzieje się w naszym mózgu po przyjęciu takich substancji?

Naukowcy zaczynają od zwrócenia uwagi na sieć stanu spoczynkowego czy sieć stanu domyślnego (ang. default mode network), która odpowiada za myślenie o sobie, o tym, co robiłem / robiłam w przeszłości i co będę robić w przyszłości. Ta sieć u osób chorych np. na depresję ma inną aktywność niż u osób zdrowych.

A po zażyciu psychodelików? Skoro „psychodeliki” – zgodnie z greckim źródłosłowem – oznaczają substancje odsłaniające umysł.

W kilku badaniach, np. prowadzonych przez zespół Robina Carharta-Harrisa na Imperial College London czy zespół Katrin Preller na Uniwersytecie Zuryskim, powtarza się, że główne struktury tej sieci (przyśrodkowa część kory czołowej oraz tylna część zakrętu obręczy) mają obniżoną funkcjonalną łączność. Podobne działają substancje przeciwdepresyjne z grupy SSRI, a także MDMA.

Może to świadczyć o zmniejszonej komunikacji między głównymi strukturami sieci. Jeżeli chodzi o proces psychologiczny, który miałby towarzyszyć tej zmianie w aktywności mózgu, możemy spekulować, że polega on na przeorganizowaniu sposobu budowania obrazu siebie bądź mojej relacji z innymi osobami albo ze światem.

Czyli psychodeliki pozwalają na zmianę w postrzeganiu siebie?

Doświadczeniu psychodelicznemu towarzyszą zmiany w łączności również w innych strukturach. Zespół z Uniwersytetu Zuryskiego sugeruje, że po zażyciu psychodelików zmienia się sposób, w który wzgórze, struktura odpowiedzialna m.in. za filtrowanie bodźców ze świata zewnętrznego albo tych pochodzących z ciała, komunikuje się z obszarami sensorycznymi, np. korą słuchową czy strukturami położonymi w korze czołowej.

W życiu codziennym wzgórze odgrywa ważną rolę, ponieważ dzięki niemu nie zostajemy przytłoczeni wielością różnych bodźców i potrafimy efektywnie funkcjonować w świecie pełnym tzw. przeszkadzaczy.

W doświadczeniu psychodelicznym jednak filtrowanie wzgórza osłabia się i być może stąd zwiększona wrażliwość na dźwięk, obraz i sygnały pochodzące z ciała, które występują po zażyciu psychodelików.

Czy wszystkie badania nad psychodelikami przeprowadzane są przy użyciu metod neuroobrazowych?

Oczywiście bez metod neuroobrazowych też jesteśmy w stanie pozyskiwać cenną wiedzę. Możemy opierać się na raportach osób, które zażywają psychodeliki na własną rękę, badać ludzi, którzy przyjeżdżają na ceremonie ayahuaski do Ameryki Południowej lub biorą udział w programach oferowanych przez tradycyjne ośrodki w krajach, gdzie posiadanie lub podawanie psychodelików nie jest karane. Tu jednak znów napotykamy problem z reprezentatywnością osób badanych, ponieważ w przypadku ośrodków współpracujących z badaczami udział w oferowanych przez nie ceremoniach jest bardzo kosztowny.

Ceremonie ayahuaski w Ameryce Południowej nie sa domeną zamożnych klas. Prowadzi Pani teraz badania w Pucón w Chile. Jak tam wygląda spożycie psychodelików?

Tradycyjne ceremonie mające na celu wprowadzanie się w odmienne stany świadomości czy to za pomocą środków psychoaktywnych, czy innych praktyk są ważną częścią funkcjonowania wielu społeczności w Ameryce Południowej i udział w nich nie jest kosztowny. W przypadku ceremonii dla osób z zewnątrz może to wyglądać inaczej.

Nie znalazłam w literaturze naukowej potwierdzenia używania przez miejscową ludność ayahuaski, ale funkcjonuje tutaj taki biznes skierowany na turystów. Są tu m.in. osoby, które już brały udział w ceremoniach w Peru i zauważyły, iż cieszą się popularnością, albo chcą wejść w rolę szamana / szamanki i prowadzą ceremonie. Zdarzają się szamani / szamanki oraz osoby przeszkolone, które jeżdżą po całym świecie, więc niekoniecznie trzeba przebywać w miejscu, w którym żyją rdzenne społeczności, żeby trafić na organizowane przez nich rytuały. W innych miejscach w Ameryce Południowej i Środkowej rdzenne społeczności organizują niedrogie ceremonie dla osób, które znają i którym ufają. Jednak te dla turystów z Zachodu bywają kosztowne. W niektórych ośrodkach są terapeuci, którzy pomagają integrować to doświadczenie.

Czyli?

Nadają mu znaczenie, a także pomagają „lądować” w rzeczywistości z wglądami, które zyskała dana osoba.

Ważne jest zatem, żeby to, co zostało doświadczone, osadzić w szerszym kontekście i o tym opowiedzieć.

Tak, ale nie można zapominać też o przygotowaniu do ceremonii, które może wpłynąć na pomyślną integrację doświadczenia i pomóc uniknąć przykrych sytuacji.

Ceremonie są prowadzone przez bardzo różne osoby, mające różne intencje. Zdarza się, że nie są one wystarczająco doświadczone albo wręcz mogą wyrządzić krzywdę fizyczną lub psychiczną.

Częstym problemem są wykorzystania seksualne, do których dochodzi w trakcie rytuału lub po nim. Dlatego w ramach przygotowania warto przejrzeć strony organizacji zajmujących się tzw. redukcją szkód. Na przykład Fireside Project albo Chacruna Institute mają poradniki dotyczące tego, na co należy zwrócić uwagę, wybierając ośrodek ceremonialny albo osobę, która ma opiekować się nami w trakcie „podróży”.

Które psychodeliki podaje się w badaniach przy użyciu metod neuroobrazowych? I jak się je aplikuje? Podejrzewam, że w warunkach laboratoryjnych nikt nie je grzybów.

Psylocybinę podaje się w kapsułkach – ona działa identycznie jak ta zawarta w grzybach psylocybinowych. Najwięcej badań przy użyciu skanera fMRI zostało przeprowadzonych po podaniu syntetycznej psylocybiny, na drugim miejscu LSD, a na trzecim ayahuaski. Są również prowadzone badania nad DMT (dimetylotryptaminą).

Czy efekty przy tych substancjach są porównywalne?

Tak, badania nad psylocybiną, LSD i ayahuaską dają podobne rezultaty. Zresztą wyniki między substancjami powinny być bardzo podobne, bo wywołują zbliżone spektrum efektów psychologicznych. Po wszystkich psychodelikach zachodzi podobny efekt: „rozpuszczenia »ja«”.

Czy to to samo, co w psychoanalizie nazywa się śmiercią ego?

Tak, używam określenia bardziej neutralnego, dlatego mówię o „rozpuszczeniu »ja«”.

Na czym to polega?

Najczęściej mówi się o poczuciu unii ze światem, o zniesieniu podziału na subiektywne i obiektywne, zaniku pamięci autobiograficznej oraz myśli o sobie, traci się też codzienne poczucie samoświadomości. Temu przeżyciu może towarzyszyć bardzo silny lęk, ponieważ niekiedy wydaje się, że doświadcza się prawdziwej śmierci. Poczucie połączenia ze światem z kolei może wywoływać ekstatyczną radość.

Dlaczego efekt śmierci ego, rozpuszczenia „ja”, jest tak istotny dla osób, które zmagają się z zaburzeniami psychicznymi?Prowadzono badania nad użyciem psychodelików w leczeniu zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych i nad redukcją lęku przed śmiercią u osób z diagnozą terminalną. Ja zajmowałam się depresją. Osoby, które na nią cierpią, są bardzo mocno skoncentrowane na negatywnym myśleniu o sobie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Psychodeliki. Nadzieja dla duszy i umysłu?