Po prostu stanęła obok i mi o tym powiedziała, a potem umarła, jakby sama tak zadecydowała. No dobrze, może i nie do końca tak było, jak teraz opowiadam. Żeby z prawdą się nie mijać, trzeba mi opowiedzieć to tak, jak to sobie zmyśliłem: babkowe kroki na progu chaty usłyszałem, bo zajęta czymś w kuchni była i dopiero teraz wyszła do mnie tą nowiną się ze mną podzielić. Umrę dziś zaraz po kolacji – tak mi babka moja powiedziała i odeszła z powrotem do kuchni, a ja tylko głowę swoją bardziej na słońce nastawiłem i było tak, jakby nic to babkowe umieranie mnie nie obeszło.
A ile było z tym babkowym umieraniem zachodu! Na sam początek to Edward przyszedł i powiedział, że on babce mojej…