Od 24 lutego 2022 r. chyba bardziej niż kiedykolwiek myślimy o naszej części Europy jak o „poruszonym obrazie”, w którym klatki reprezentacji nakładają się na siebie niczym zdjęcia wykonane w technice wielokrotnej ekspozycji. Utrwaleni na tych fotografiach, lekko jedynie zarysowani i patrzący na nie – wszyscy jesteśmy „w poruszeniu” i patrzymy nieco inaczej, z różnych punktów. Ta perspektywa „w poruszeniu”, wynikająca nie tylko z geopolitycznych uwarunkowań, ale także przemian tożsamości Europejczyka Środka i Wschodu, płynie z doświadczenia wojennej migracji i jest – jak wskazuje ukraińska badaczka Tamara Hundorowa – podstawą ukraińskiej tożsamości.
Przemieszczanie się, mobilność w ujęciu antropologicznym, ruch, płynność (granic i pojęć) to stałe elementy doświadczenia obywateli Ukrainy, utrwalone w tekstach kultury różnych okresów i reprezentowane w najnowszej literaturze i twórczości artystek i artystów ukraińskich. To doświadczenie jest też przedmiotem refleksji humanistycznej, ujętym m.in. w pojęciu „kultury tranzytowej” Tamary Hundorowej. Tranzyt jako przejaw kultury postkolonialnej, postzależnej zostaje w jej rozważaniach dowartościowany nie jako etap pośredni, lecz jako stała aktywność, predyspozycja i charakterystyczny syndrom, którego poszczególne warianty – syndrom postkolonialny, syndrom pokoleniowy, syndrom rynku, syndrom katastroficzny, syndrom kiczu – składają się na obraz kultury. Badaczka uznaje figurę tranzytu za typową dla ukraińskiej kultury, najbardziej adekwatną do oddania dynamicznej specyfiki relacyjności kultur postzależnych i poprzez nią dokonuje „lektury Ukrainy”. To jedna ze ścieżek, którą można podążyć, myśląc o literaturze rewolucji i wojen.
Dopiero teraz zainteresowaliśmy się Ukrainą?
Przez ponad rok oczy świata i odbiorców były zwrócone w stronę Ukrainy i ukraińskiej kultury. W tragicznym kontekście wojny możemy obserwować wzmożone, bezprecedensowe wręcz zainteresowanie ukraińską sztuką oraz reakcje aktualnej grupy artystyczno-literackiej na wydarzenia rozgrywające się od 2014 r., które w lutym 2022 r. przybrały kształt pełnoskalowego rosyjskiego ataku. Telewizyjne serwisy, szpalty gazet, informacje na portalach, a także prozatorskie narracje czy wersy wierszy zdominowały obrazy bombardowań ukraińskich miast, nietracących ducha żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy (w szeregach których są poeci, poetki, pisarze, pisarki, tłumacze i tłumaczki, ludzie kultury, sztuki i nauki, z którymi można było spotkać się w innych niż wojenna rzeczywistość kontekstach), obywateli Ukrainy w schronach przeciwbombowych, syren i alarmów, obrazy okrucieństwa rosyjskich żołnierzy, doświadczenie uchodźstwa, obrazy Azowstalu, Buczy i Bachmutu.
Polski rynek wydawniczy też odpowiedział na tę sytuację. Przez ostatnich 14 miesięcy statystycznie ukazało się więcej ukraińskich tytułów niż od symbolicznego roku 1991 (momentu odzyskania przez Ukrainę niepodległości). Jednak wszyscy – zarówno badaczki i badacze ukraińskiej kultury, jak tłumaczki i tłumacze, wydawcy, redaktorzy – czujemy gorzki posmak zbyt wysokiej ceny tego nowego otwarcia. Być może jest jeszcze za wcześnie na wydawnicze podsumowania, ale faktem jest, że mamy do czynienia z dużą różnorodnością ukraińskich publikacji, i to odmiennych gatunkowo, stylistycznie, tematycznie: od ukraińskich książek kucharskich, przez najnowszą prozę i poezję, po eseje i teksty popularnonaukowe, historyczno-społeczne i kulturoznawcze, które – powiedzmy to szczerze – nie cieszyły się wcześniej zainteresowaniem wydawców. Dzięki każdej z tych pozycji polski czytelnik może w jakiś sposób dopełnić własny obraz Ukrainy.
Jeśli reakcja polskiego rynku wydawniczego: jego otwartość i (wreszcie) okazane – bardziej zbliżone do należytego – zainteresowanie literaturą naszej bezpośredniej geograficznej i kulturowej sąsiadki, nie jest tymczasowa, można optymistycznie myśleć o płynnym ruchu do miejsca docelowego, kulturowym tranzycie, jaki zapewnia literatura.
Będzie nim nadrabianie tłumaczeń ukraińskiej klasyki i idące za tym opracowania polskich ukrainistów, kolejne tomy ukraińskich pisarek i pisarzy ukazujące się w ważnych polskich seriach wydawniczych, reprezentacja różnorodnych głosów współczesnej ukraińskiej literatury w ofercie polskich wydawnictw, obecność ukraińskich autorek i autorów na targach książek, festiwalach literackich, spotkaniach z czytelnikami, a może też większa świadomość tego, że od jakiegoś czasu (liczonego w wiekach) rozwija się u nas jedna z ważnych płaszczyzn literatury i kultury ukraińskiej diaspory – twórczość Ukraińców mieszkających w Polsce. Proces ten powinien być naturalny dlatego, że jest to literatura bogata, różnorodna, bliska i odmienna jednocześnie względem polskiego kontekstu, wartościowa, wspaniale napisana, pełna tego, czego szukamy jako czytelnicy. Brzmi utopijnie? Nie do pomyślenia dekadę temu? Może to jedyna szansa, aby wykorzystać to bezprecedensowe zainteresowanie literaturą i kulturą ukraińską, mimo jego ewidentnego gorzkiego posmaku? Tranzytowość, płynność, przechodzenie literatury między granicami (też tymi dosłownymi, granicami państw) to możliwość stworzenia nowej kulturowej relacji, to szansa dla literatury ukraińskiej na wejście w dialog z nowymi czytelnikami, potencjał zaistnienia w odmiennych kontekstach przy jednoczesnym funkcjonowaniu w Ukrainie, a dla polskich czytelników na poznanie i zrozumienie tego, co konstytuuje się tuż obok nas.
Wojna kulturowa
Trudne usytuowanie kultury ukraińskiej jako kultury zależnej omawia ważna książka ukraińskiej intelektualistki Wiry Ahejewej z Uniwersytetu Narodowego Akademii Kijowsko-Mohylańskiej W cieniu imperium, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak w kwietniu tego roku. Jest to ponad 400-stronicowy zbiór esejów o wzajemnych kulturowych relacjach ukraińsko-rosyjskich na przestrzeni wieków. Pierwsze wrażenie po lekturze to poczucie przewartościowania naszej (mam na myśli zachodnioeuropejskich, nieukraińskich czytelników) wiedzy o pochodzeniu i korzeniach pewnych zjawisk, które zwykliśmy określać jako „rosyjskie” (mowa o Gogolu, ale także bardziej nieoczywistych tożsamościach artystów takich jak Ilja Riepin, Aleksandra Ekster czy Kazimierz Malewicz). Autorka pokazuje imperialny mechanizm zawłaszczania cudzych sukcesów i osiągnieć stosowany przez Rosję, jak również powielany przez mniej zorientowane zachodnie instytucje (wydawców, promujących niektóre książki jako rosyjskie; muzea prezentujące prace poszczególnych artystów jako Rosjan bez uwzględnienia ich właściwej narodowości). Rosyjski / radziecki stosunek do ukraińskiej kultury opisany jest tu jako zawłaszczanie, wymazywanie, zmuszanie do milczenia, mające na celu wyrugowanie ukraińskości z myślenia o kulturze Europy Wschodniej.
Ahejewa tłumaczy te zjawiska w kontekście teorii postkolonialnej, powołując się na dobrze znane i przyswojone polskim czytelnikom nazwiska badaczy tego fenomenu (m.in. Edwarda Saida). Wzbogaca naszą wiedzę o to, w jaki sposób na przestrzeni wieków ukraińska literatura i sztuka sprzeciwiały się kolonialnemu zawłaszczeniu i dominacji rosyjskiej kultury. Ukazuje interesujące i w zasadzie niemające analogii w zachodniej kulturze wielokulturowe zjawiska, takie jak narodowe trawestacje eposów antycznych Iwana Kotlarewskiego, kreujące ukraińską tożsamość kulturową (XVIII w.); XIX-wieczne bractwa i koła propagujące ideały romantyczne i wytwarzające nowe modele tożsamości narodowej oparte na tradycji pieśni gminnych i nowoczesnym pojęciu narodu; tożsamość Gogola / Hohola jako pisarza ukraińskiego; przykłady oporu twórców tzw. rozstrzelanego odrodzenia wobec stalinowskiego terroru itd. Książka składa się z rozdziałów ciekawych dla każdego historyka, kulturoznawcy czy po prostu czytelnika zainteresowanego szeroko pojętym Wschodem, prezentujących różne modele ukraińskiej tożsamości, podważające roszczenia imperialne Rosji względem Ukrainy.
Praca Ahejewej to przede wszystkim eseistyczna erudycyjna opowieść o kulturowej samowystarczalności Ukrainy bardzo potrzebna w aktualnej sytuacji. Ukazująca też źródła ukraińskiej odwagi i niezłomności, umacniane przez wieki w walce i oporze względem Imperium Rosyjskiego. W cieniu imperium prezentuje przeszłe (XIX- i XX-wieczne) symbole ukraińskiej mitologii narodowej (ukraiński step, ojczysta przyroda, rzeka Dniepr), które teraz – gdy trwa wojna Rosji z Ukrainą – są codziennie przywoływane i nadpisywane o kolejne warstwy symboliczne (takimi kolejnymi symbolami są m.in. obrona Mariupola, Azowstal i Wyspa Węży). A jedną z głównych tez autorki stanowi stwierdzenie, że kultura ukraińska, a co za tym idzie, też ukraińska tożsamość narodowa, rozwijała się przez ostatnie dwa wieki nie tyle w cieniu Imperium Rosyjskiego czy za jego kulisami (bo takie metafory pojawiały się we wcześniejszych analizach), ile w nieustannym konflikcie z kulturą dominującą, kulturą hegemona, kulturą kolonizatora. Ahejewa analizuje w książce mechanizmy pamięci zbiorowej i pokazuje, jak literatura, sztuka tworzą portret tożsamości narodu ukraińskiego.
Doskonałym dopełnieniem porównywanej z Trubadurami imperium Ewy Thompson książki Ahejewej jest poświęcona współczesnej Ukrainie eseistyczna opowieść Mykoły Riabczuka Czternasta od końca, również opublikowana nakładem Znaku. Riabczuk – nagradzany za działalność na rzecz polsko-ukraińskiego pojednania – to świetny reportażysta, publicysta i eseista, dobrze znany polskiemu odbiorcy. Jego poprzednie książki były u nas wydawane, czytane, komentowane i w pewnym stopniu kształtowały obraz współczesnej Ukrainy w dyskursie publicznym. W najnowszej pozycji autor pisze o tożsamości Ukrainy od Majdanu do chwili obecnej, zbierając teksty tworzone jeszcze przed wybuchem wojny, lecz nadal aktualne. Wartością tej książki jest też poruszanie tematu trudnych polsko-ukraińskich stosunków, o których wiele jeszcze musi zostać napisane i o których wiele jeszcze musimy podyskutować, ale też wprowadzenie ważnych elementów polskiej kultury – w eseju o twórczości Czesława Miłosza czy o działalności Jerzego Giedroycia. Teksty są pogłębionym komentarzem dotyczącym mechanizmów rosyjskiego imperializmu. Lekturę kończymy ze świadomością, że Ukraina, co dla wielu nie jest oczywiste, jest krajem postzależnym i postkolonialnym. W tym właśnie kontekście Riabczuk opisuje najważniejsze kategorie, takie jak naród, język, tożsamość, obywatelska samoświadomość, i czyni to językiem przystępnym, wzbogaconym o przykłady z kultury masowej i osobiste doświadczenia.
Mocno w czasie datę początku konfliktu przesuwa Oksana Zabużko – świetnie znana polskim czytelnikom autorka poezji, esejów, opowiadań a przede wszystkim powieści (np. Badań terenowych nad ukraińskim seksem i Muzeum porzuconych sekretów), która w Najdłuższej podróży dokładnie, bo osadzając swoje rozważania w szerokich historycznych, społecznych, kulturowych i politycznych kontekstach, analizuje podłoże konfliktu między Rosją a Ukrainą. Zarówno Riabczuk, jak i Zabużko nie stronią od kontrowersyjnych tematów, tworząc narracje patriotyczne i obnażając mechanizmy działań rosyjskich (nie tylko tych na froncie, ale także te z pola soft power i propagandy). Pisana gniewem i innymi emocjami, zanurzona w doświadczeniu emigracji książka Zabużko (pracowała nad nią, przebywając wiosną 2022 r. poza granicami Ukrainy) jest jednym z najważniejszych głosów w kwestii wojennych i imperialnych zapędów rosyjskich względem Ukrainy, uświadamiającym nam, że nie jest to tylko walka zbrojna czy wojna kulturowa, lecz długotrwały proces mający na celu zniszczenie wszystkiego, co ukraińskie.
Udane projekty wydawnicze
Jeden z najbardziej konsekwentnych projektów wydawniczych uprzystępniających polskiemu czytelnikowi ukraińską literaturę piękną w świetnych przekładach stworzyło Kolegium Europy Wschodniej (KEW), wydawca m.in. historycznych esejów Oli Hnatiuk (Odwaga i strach), prozy Jurija Wynnyczuka (Tango śmierci, tłum. B. Zadura) i Wołodymyra Rafiejenki (Najdłuższe czasy, tłum. A. Ursulenko i M. Gaczkowski), ważnej powieści o Wielkim Głodzie lat 30. XX w. Wasyla Barki (Żółty książę, tłum. M. Piotrowski), wierszy jednego z najistotniejszych ukraińskich poetów XX w. Wasyla Stusa zebranych w tomie Wesoły cmentarz (tłum. M. Gaczkowski) czy opracowanej przez Adama Pomorskiego monumentalnej Antologii poezji ukraińskiego modernizmu – prezentującej wiersze poetów i poetek od Łesi Ukrainki po Bohdana Ihora Antonycza. KEW stawia też na młodych autorów, piszących kroniki ukraińskich rewolucji i aktualnej wojny. Takim głosem jest Tamara Duda, której powieść Córeczka ukazała się w marcu 2022 r. w tłumaczeniu Gaczkowskiego. Jej książka to narracja wojenna opisująca konflikt w Donbasie, pisana na gorąco, z samego centrum zdarzeń, ze wschodu Ukrainy. Autorka z dystansem, w lżejszym tonie, z poczuciem humoru i wyzbywszy się patosu, opisuje wojenną codzienność i egzystencje zwykłych obywateli na linii frontu. Daje nam jeden z najbardziej aktualnych portretów wschodniej Ukrainy, z całą jej specyfiką i złożoną sytuacją. Książka jest też pozwalającą zorientować się w faktach kroniką wydarzeń, jakie miały miejsce w Donbasie od jesieni 2013 do sierpnia 2014 r., a dołączony do powieści spis tych zdarzeń uświadamia nam, od jak dawna wschód Ukrainy pogrążony jest w realnej wojnie.
Innym wartym uwagi projektem wydawniczym jest seria „Wschodni Express” Warsztatów Kultury z Lublina, w której opublikowano m.in. Nikt tak nie tańczył jak mój dziadek (tłum. B. Zadura) laureatki Nagrody Angelus z 2021 r. Kateryny Babkiny, poezje Hałyny Kruk Wakacje nad Letą (tłum. B. Zadura), eseje Ołeksandra Bojczenki 50 procent racji (tłum. B Zadura, M.S. Zadura). W katalogu wydawniczym znajdziemy też Punkt zerowy Artema Czecha (tłum. M.S. Zadura), reportażową relację z pierwszej linii frontu wojny na wschodzie Ukrainy. W roku trwającego otwartego konfliktu zbrojnego między Rosją a Ukrainą w serii ukazał się tom wierszy kijowskiego poety Łesia Bełeja w tłumaczeniu Zadury – Lustrzany sześcian.
Świetnym projektem publicystycznym jest ukraińskie pasmo portalu dwutygodnik.com, którym kieruje Vira Baldyniuk, redaktorka naczelna ukraińskiego magazynu o kulturze i sztuce „Korydor”. Przykład „Dwutygodnika” jest chyba jedną z najlepszych realizacji idei oddania łamów ukraińskim autorom i autorkom – bo i w ten sposób reagowały polskie czasopisma, magazyny i portale, dopisując swoje rozdziały narracji czasów wojny. Dużą wartość ma także dwujęzyczność tego projektu – prezentowanie ukraińskich tekstów w oryginale, dzięki czemu dostępne są dla ukraińskojęzycznego odbiorcy na całym świecie, i równoległe ich tłumaczenia – uprzystępniające te same treści polskim odbiorcom.
Kroniki wojny
Przywoływana na początku Wira Ahejewa zauważa, że „kroniki tej wojny nie zostały jeszcze napisane”, przy czym stwierdzenie to wymaga dopowiedzenia – bowiem literatura ukraińska na bieżąco i z dużą afektywną siłą reaguje na ów konflikt (zarówno na wojnę kulturową, którą opisuje Ahejewa, jak i na pełnoskalowy atak rosyjskich wojsk). Zatem kroniki tej wojny są ciągle pisane. Pytaniem otwartym pozostaje to, w jaki sposób inne niż ukraiński rynki wydawnicze oraz media zareagują na te narracje. Czytelnicy bez wątpienia na nie czekają, sięgają po nie, aby lepiej zrozumieć doświadczenie obywateli Ukrainy, których setki tysięcy stało się naszymi bezpośrednimi sąsiadami.
Chciałabym wierzyć, że te działania ułożą się w spójny projekt wydawniczy będący przemyślaną prezentacją tego, co ukraińska literatura ma do zaoferowania (do nadrobienia mamy zarówno klasykę, np. Łesię Ukrainkę, jak i ważne teksty literatury ukraińskiej XX w. – choćby Mykoła Kulisza, Wołodymyra Wynnyczenki i Wiktora Domontowycza); że będzie możliwość zaistnienia w horyzoncie poznawczym polskiego odbiorcy nowych, ważnych głosów ukraińskiej kultury, które często na bieżąco i z samego centrum zdarzeń wysyłają nam literacki komentarz współczesności. Oraz że wytyczona wojną nowa mapa ukraińskiej literatury i kultury w Polsce (czy innych krajach), poruszona mapa, będzie zbierać ważne rozproszone zjawiska i nie tylko stanie się czytelna dla polskiego odbiorcy, ale też będzie ułatwiała orientację w zagadnieniach fascynującej kultury naszej sąsiadki Ukrainy, która jest bliżej i bliższa, niż nam się zdaje.