Subskrybuj
fot. Adam Golec
Dziennikarka, miłośniczka życia w zgodzie z naturą, prowadziła program Daleko od miasta w Canal+ Domo. Autorka książek m.in. Poczuj się dobrze. 52 sposoby na poprawę jakości życia (2023)

Obrastam w rytuały 

Od kiedy zajęłam się uprawą ziemi, zazwyczaj zaczynam dzień od obchodu ogrodu. To jest mindfulness w czystej postaci, nie da się być bardziej tu i teraz niż wśród doglądanych codziennie roślin.

Czy widzieliście kiedyś, co robi Rafael Nadal przed wyjściem na kort? Mistrz ma podobno aż 19 rytuałów, które „odprawia” przed meczem. Należą do nich lodowaty prysznic 45 minut przed rozpoczęciem rywalizacji, odpowiednia kolejność zdejmowania kurtki, witania się z publicznością, poprawiania włosów, spodenek, skarpetek, ręcznika, koszulki i dwóch butelek – precyzyjnie ustawianych w idealnej linii, ukośnie do kortu, etykietami w stronę, po której będzie grał. Złośliwi mówią, że to już nerwica natręctw, Rafa zaprzecza, twierdząc, że to jego „sposób na uporządkowanie otoczenia” przed meczem i wprowadzenie się w stan tzw. flow.

Céline Dion przed każdym koncertem stuka w specjalną deseczkę i dotyka gipsowego odlewu ręki swojego zmarłego męża, który niegdyś odprowadzał ją zawsze na scenę. Beyoncé, żeby uspokoić się przed występem, modli się wspólnie z całym zespołem i ekipą, po czym spędza godzinę w samotności. Salvador Dalí miał zawsze przy sobie kawałek drewna wyrzuconego na brzeg, aby odpędzić złe duchy, a Charles Dickens nosił w kieszeni kompas i spał zwrócony w kierunku północy, wierząc, że wspiera to jego kreatywność. Każdy (no, może prawie każdy) ma jakiegoś bzika.

Żyję na pograniczu Beskidu Wyspowego, w starym domu, w którym mieszkałam jako dziecko i opuściłam jako nastolatka, by powrócić jako dorosła kobieta z własną rodziną. W tym miejscu, naraz znanym i momentami obcym (wszak nie mieszkałam tu wcześniej jako osoba dorosła), mieszają się rytuały rodzinne, które pamiętam z dzieciństwa, z tymi, które wypracowałam, a może pasowałoby raczej powiedzieć: którymi obrosłam, przez lata dorosłego życia w miastach. Wieczorne czytanie przy kominku, planszówki, gdy jesienią i zimą wcześnie zapada zmrok, spacer do lasu, kolejność czynności przy rozpalaniu pieca. Codzienne wyjście tuż po przebudzeniu na zewnątrz, by popatrzeć w niebo, joga z YouTube’em, spacer boso po trawie – czy rosa, czy błoto, czy mróz – przedpołudniowa kawa z mężem. Od kiedy zajęłam się uprawą ziemi, zazwyczaj zaczynam dzień od obchodu ogrodu. Co obgryzła w nocy sarenka? Jak się mają maleńkie siewki przesadzone do gleby po swojej pierwszej nocy pod gołym niebem? Co wyrosło na tyle, że nadaje się do zerwania i zaraz stanie moim śniadaniem? Gdzie jest zbyt słonecznie lub zbyt ciemno dla posadzonych tam warzyw? Ile jeszcze wytrzymają pomidory w szklarni, zanim zetnie je pierwszy solidny mróz? To jest mindfulness w czystej postaci, nie da się – moim zdaniem – być bardziej tu i teraz, niż będąc w ogrodzie, gdzie człowiek angażuje się naraz wszystkimi zmysłami i ma szansę obserwować, jak z dnia na dzień budzi się życie i jak wszystko nieuchronnie umiera. Jednocześnie nie da się bardziej czuć częścią większej całości, świata roślin i zwierząt. Przynajmniej ja tego nie doświadczyłam nigdzie indziej. Po takim porannym obchodzie zupełnie inaczej się myśli i pracuje. Przejście się po łące spowitej mgłą wpływa na kreatywność zupełnie inaczej niż przeciskanie się do drzwi autobusu.

Bywa, że mówimy: „Nie wyobrażam sobie życia bez…”, i może to bez sensu, bo przecież da się żyć bez ulubionej kawy i nie umiera się od nieprzeczytania kilku stron przed snem, ale co to by było za życie? A poza tym – tak sobie teraz myślę – czy bylibyśmy sobą bez tych naszych drobnych szczególnych upodobań? Może te osobliwe i osobnicze zachowania czynią nas nami?

Naukowcy zgadzają się co do tego, że małe prywatne rytuały porządkują nam codzienność. Nosimy je w sobie od dziecka (nie da się zasnąć, jeśli mama nie pocałuje na dobranoc) i wnosimy w dorosłość (herbata smakuje tak wybornie wyłącznie w tym jednym kubku). Takie prywatne „ceremonie” utwierdzają nasze mózgi w przekonaniu o stałości pewnych zjawisk i ich przewidywalności, dzięki czemu chronimy się przed niepokojem dotyczącym tego, co należy robić i co nas może za chwilę czekać. Kiedyś to były czary odprawiane przed wyjściem na polowanie albo opukiwanie łodzi przed wyruszeniem na morze, teraz mamy ulubione długopisy, kolejność czynności w pracy, kawkę, zanim się do czegokolwiek zabierzemy, i swoje miejsce przy stole.

Te prywatne, nawet z pozoru najgłupsze, rytuały zmniejszają nasz niepokój w sytuacjach stresowych. Różnorakie obrzędy pomagają nam radzić sobie z trudnymi wydarzeniami w życiu, np. śmiercią bliskich czy rozwodem. Ustalanie na nowo, kim jesteśmy i co lubimy w sytuacji straty małżonka, budowanie nowych, własnych rytuałów pomaga. Wobec takiej straty zawsze doświadczamy uczucia utraty kontroli nad rzeczywistością, a rytuały stwarzają wrażenie porządku, który pozwala tę kontrolę – przynajmniej pozornie – odzyskać.

Świat bombarduje nas stresującymi bodźcami. Jesteśmy wiecznie narażeni na hałas, światła, smog, nie dość długo i dobrze śpimy, nie zawsze dobrze się odżywiamy, rzadko jesteśmy w stanie odizolować się od płynących zewsząd złych wiadomości. Jeśli mieszkamy w mieście, to jest szansa, że spotykamy przez tydzień więcej ludzi niż nasi przodkowie przez całe swoje życie. I nic nie wskazuje na to, by obciążenia dla naszego układu nerwowego miały się zmniejszać. Rytuały mogą mieć bardzo pozytywny wpływ na nasze samopoczucie, niwelując ten stres. Dlatego nie powinniśmy czuć się głupio, wkładając swoje szczęśliwe gacie przed rozmową o podwyżkę, dając sobie 10 minut rano na wypicie wody i patrzenie w niebo albo siedząc w ciszy przy kuchennym oknie i patrząc, jak zapalają się uliczne latarnie (piękny rytuał wieczorny mojej znajomej). Warto mieć też zrozumienie dla „dziwactw” innych i dla dzieci, które mają swoje ukochane kocyki, jedyne słuszne kubeczki i czytaną po raz tysięczny książkę. Rytualne zachowania – podobnie jak dawniej żeglarzom – pomagają nam wszystkim przygotować się do wypłynięcia na wzburzone morze.

Artykuł pojawił się w numerze: Rytuały. Jak zwolnić i żyć uważniej