Ojciec czytał o kosmitach. Nie zapomnę kolekcji magazynów „Czwarty Wymiar” i „Nieznany Świat” regularnie kupowanych przez mojego tatę. W domowej biblioteczce obok podróżniczej klasyki: Wyprawy Kon-Tiki i Aku-Aku Thora Heyerdahla, leżały na półce równie białe okładki Ericha von Dänikena, niestrudzonego poszukiwacza wpływu UFO na starożytne cywilizacje. O kolosach z Wyspy Wielkanocnej można powiedzieć zarówno całkiem dużo rzeczy prawdziwych, jak i takich sobie domysłów. Sedno w tym, że w zawodach na rozbudzanie wyobraźni nie ma większego znaczenia, czy jakieś zdarzenia zaszły, czy też są ledwie możliwe: w pewnym sensie rejs tratwą z balsy przez Pacyfik od poszukiwania kosmitów dzieli niewiele – oba takie przedsięwzięcia wymagają brawury i wykraczania poza to, co racjonalne. Okno otwarte na „a co, jeśli” zawsze zaprasza do wspólnej przygody, a mnie nie trzeba prosić dwa razy.
„Antropologia tłumaczy fenomen nawracających fal nadprzyrodzonej aury koniecznością radzenia sobie z niestabilnością otaczającego świata, próbami oswojenia skoku w nieznane, który już czaił się za rogiem, czekając, aż upadnie Wielki Babilon” – pisała Olga Drenda w Duchologii, zastanawiając się nad siłą, z jaką to, co niesamowite, przyciągało powszechną…