Subskrybuj
Kuna leśna „złapana” w fotopułapkę w Parku Narodowym Loch Lomond and The Trossachs w Szkocji fot. Terry Whittaker / Nature / BE&W
redaktorka miesięcznika „Znak”, z wykształcenia polonistka i teatrolożka. Teksty o literaturze i teatrze publikowała wcześniej jako Agnieszka Goławska.

Jak AI pomoże nam chronić przyrodę

Wykorzystanie sztucznej inteligencji do monitorowania zagrożonych gatunków może być niezwykle pomocne, bo w krótkim czasie daje bardzo rzetelne informacje. Natomiast jedyne, czego tak naprawdę potrzeba, żeby te gatunki ochronić, to wola polityczna.

W papierowym wydaniu Miesięcznika ZNAK artykuł ukazał się pod tytułem Raport o stanie ssaków


Raport Wildlabs.net z listopada 2023 r. wskazuje, że ze wszystkich dostępnych technologii to właśnie narzędzia AI mają największy potencjał rozwojowy w dziedzinie ochrony przyrody. Jak to wygląda z Pani perspektywy jako badaczki?

Od półtora roku współpracuję jako visiting professor z uniwersytetem w Huelvie, gdzie od trzech lat prowadzone są badania nad zastosowaniem narzędzi AI do rozpoznawania gatunków zwierząt w Parku Narodowym Doñana na południu Hiszpanii, w Andaluzji. To tam zaczęłam bardziej interesować się tym tematem. Wspólnie napisaliśmy międzynarodowy projekt, który dostał finansowanie w ramach Europejskiego Partnerstwa na rzecz Bioróżnorodności – Biodiversa+. Chcemy wykorzystać narzędzia sztucznej inteligencji do rozpoznawania gatunków dzikich ssaków i ich monitorowania na podstawie zdjęć z fotopułapek. Zna Pani Wildlife Insights?

Tak, to taki projekt realizowany przez Google’a. O ile dobrze rozumiem zamysł, każdy może zamieścić zdjęcie ze swojej fotopułapki, która jest automatycznie rozpoznawana przez sztuczną inteligencję. W ten sposób tworzy się globalna baza danych. Sprawdzałam, i w Polsce wrzucone są zdjęcia z Puszczy Białowieskiej – piętnastu gatunków dzikich zwierząt, łącznie ponad cztery tysiące zdjęć, najwięcej jest zdjęć jeleni, żubrów, saren, trochę łosi…

Tak, i nasza sieć będzie działać na podobnej zasadzie, tylko zamierzamy uzyskać dużo dokładniejsze dane, bo Wildlife Insights, który zbiera dane z całego świata, jest systemem bardzo ogólnym.

W jaki sposób chcecie osiągnąć tę dokładność?

Ważne jest m.in. odpowiednie rozmieszczenie fotopułapek. Oprócz hiszpańskiego Parku Narodowego Doñana nasz projekt będzie realizowany w Tatrzańskim Parku Narodowym, w Parku Narodowym Hardangervidda na południu Norwegii oraz w delcie Odry na granicy polsko-niemieckiej. Mamy więc cztery obszary geograficzne na terenie Europy, które różnią się od siebie ze względu na występujące tam gatunki zwierząt i krajobraz. Założyliśmy, że każdy z parków narodowych biorących udział w projekcie powinien mieć 60–70 fotopułapek. Oczywiście powinny być one rozmieszczone w odpowiedni sposób, w zależności m.in. od ukształtowania terenu: w górach to rozmieszczenie będzie inne niż na płaskim terenie.

A kiedy fotopułapki są już dobrze rozmieszczone?

Co jakiś czas badacze idą w teren, żeby zebrać z nich karty pamięci, i ten etap się nie zmienia, niezależnie od zastosowania sztucznej inteligencji.

Analiza zdjęć z fotopułapek przez człowieka jest niezwykle czasochłonnym procesem, dlatego pracujemy nad automatycznym systemem do ich rozpoznawania, co pomoże zaoszczędzić bardzo dużo pieniędzy i godzin pracy.

W ten sposób osoby zarządzające np. parkami narodowymi czy rezerwatami będą mogły dostać natychmiastową informację, gdzie są jelenie czy kozice górskie, z dużą dokładnością oszacować ich populację i dzięki szybkiej analizie te dane będą bardzo aktualne.

Czy sztuczna inteligencja rozpoznaje te zdjęcia tak samo precyzyjnie jak człowiek?

W Parku Doñana, gdzie sieć jest trenowana już od dłuższego czasu, działa to bardzo dobrze, dokładność wynosi 99%. Projekt jest multidyscyplinarny i nad rozwojem sztucznej inteligencji pracują na razie informatycy, matematycy i ekolodzy z uniwersytetu w Huelvie, później dołączą do nich osoby z Polski. Na początek potrzebny jest zestaw zdjęć, które są już dobrze sklasyfikowane. I na podstawie tych zdjęć uczysz sieć rozpoznawać gatunki, wskazując: to jest niedźwiedź, to jest wilk, to jest lis czy królik.

Kiedy już mamy zdjęcia sklasyfikowane przez sztuczną inteligencję, kolejnym etapem jest sprawdzenie jej poprawności, co polega na klasyfikacji tych samych zdjęć przez grupę wolontariuszy, którzy działają w ramach nauki obywatelskiej (ang. citizen science). Potem mamy klasyfikację ekspercką, kiedy to zdjęcia są klasyfikowane przez badaczy. Ten etap to rodzaj kontroli. Na koniec porównujemy dane z tych trzech klasyfikacji i sprawdzamy, czy sztuczna inteligencja dobrze działa.

W jaki sposób do projektu zgłaszają się wolontariusze?

Zdjęcia z Parku Narodowego Doñana klasyfikują osoby, które rejestrują się na platformie Zooniverse – oczywiście chcemy to rozszerzyć na inne obszary stanowiące część projektu. Na tej platformie można zgłosić się ze swoim projektem badawczym, co pomaga znaleźć zainteresowanych tematem wolontariuszy, którym zależy na rozwoju nauki i po prostu lubią się tym zajmować w wolnym czasie.

Sprawdziłam: aktualnie na Zooniverse zarejestrowanych jest ponad 2,5 mln wolontariuszy z całego świata, można wspomóc badania z różnych dziedzin – w tym momencie realizowanych jest niemal sto projektów. Robi to wrażenie. Czy dane, które uzyskacie, będą dostępne dla każdego?

Tak, zamierzamy je zamieszczać w bazie GBIF, czyli Global Biodiversity Information Facility. To międzynarodowa sieć, która gromadzi dane dotyczące bioróżnorodności. Zależy nam, żeby informacje związane z rozmieszczeniem poszczególnych gatunków były dostępne dla wszystkich osób zainteresowanych tematem.

Na jak długi czas przewidziany jest Państwa projekt?

Rozwój projektu przewidziany jest na trzy lata, ale tak naprawdę, jeśli wszystko będzie dobrze działać, nie ma żadnych ograniczeń czasowych. Problem z wieloma projektami naukowymi jest taki, że często przewidziane są na trzy lata, a potem już nie ma dla nich środków. Jesteśmy w trakcie rozmów z przedstawicielami Life-Watch ERIC (ang. European Research Infrastructure Consortium – Konsorcjum na rzecz Europejskiej Infrastruktury Badawczej), instytucji założonej przez Komisję Europejską, mającej wspierać badania naukowe. Nasz pomysł jest taki, że kiedy już zbudujemy cały system i projekt będzie dobiegał końca, opiekę nad projektem przejmie Life-Watch, która ma odpowiedni personel, żeby dalej się nim zajmować. Żeby pomieścić wszystkie te zdjęcia, potrzebny jest bardzo duży serwer, nawet mimo że znacznie redukujemy ich wielkość.

Kiedy skończy się etap trenowania AI w Polsce, Hiszpanii, Norwegii i w Niemczech, to do sieci będą mogły dołączyć kolejne parki narodowe czy rezerwaty albo też zarządcy innych obszarów, rzecz jasna z zachowaniem ustalonego protokołu, który będzie określał m.in. liczbę i rozmieszczenie fotopułapek. Przy czym ostatecznym celem projektu nie jest jedynie sklasyfikowanie zdjęć. Istotne jest opracowanie tych baz danych pod względem statystycznym. Zależy nam na oszacowaniu istotnych parametrów populacji: jakie mamy gatunki, ile jest rysiów, a ile saren, czy to się zmienia w czasie, jak one są rozmieszczone, czyli na ustaleniu Kluczowych Zmiennych Bioróżnorodności (ang. Essential Biodiversity Variables, EBV). To jest już bardziej skomplikowane zagadnienie…

Trochę o tym czytałam – nie wszystko jest tu dla mnie jasne, lecz jak rozumiem, jest to zbiór różnych wartości, które są istotne w badaniu bioróżnorodności.

Tak, to nie są płaskie bazy danych, jak to bywa zazwyczaj, tylko są trójwymiarowe, mamy taki sześcian, w którym kluczowymi zmiennymi są czas, przestrzeń i czynnik biologiczny, np. możemy ustalić, jak na danym obszarze w określonym czasie zmienia się liczba gatunków. Obecnie wdrażany jest projekt EuropaBON (Europa Biodiversity Observation Network), bardzo szeroko zakrojony, finansowany przez fundusze unijne, którego celem jest ujednolicenie procesu monitorowania tych Kluczowych Zmiennych Bioróżnorodności, bo teraz każdy to robi trochę inaczej.

Do czego będzie można wykorzystać dane, które Państwo uzyskają dzięki integracji fotopułapek ze sztuczną inteligencją?

Dzięki wiedzy pozyskanej z AI będzie można zareagować szybko, np. kiedy na danym obszarze pojawi się gatunek inwazyjny – niezwłoczna decyzja np. zarządcy parku w takiej sytuacji ma kluczowe znaczenie.

W przypadku takiego gatunku bardzo ważne jest działanie na pierwszym etapie, bo jeśli zdąży zasiedlić teren, to jest już bardzo trudno uporać się z problemem. Fotopułapki zapewniają ciągłość monitorowania i przy ich odpowiednim rozmieszczeniu dają rzetelną informację, jaki jest stan ekosystemu. Oczywiście są inne sposoby, np. monitoring genetyczny, który też wymaga bardzo dużego nakładu pracy, a przy tym nie daje wyników w czasie rzeczywistym, od zebrania próbek potrzebne są bowiem dwa, trzy lata, zanim będzie można zapoznać się z rezultatami badań, szczególnie jeśli gatunek nie jest zbyt liczny.

Gromadzone przez Państwa informacje mają być rozpowszechnione na zasadzie otwartego dostępu. Czy nie stwarza to niebezpieczeństwa wykorzystania sytuacji np. przez kłusowników, którzy sprawdziliby w bazie danych, jak rozmieszczona jest populacja interesującego ich gatunku?

Jeżeli chodzi o udostępnianie informacji na stronie GBIF, mamy na to taki sposób, że danych nie ładujemy tam natychmiast, tylko po jakimś czasie. Naturalnie to zależy od gatunku, bo w przypadku lisa to nie ma znaczenia, ale np. tak rzadkiego gatunku jak ryś już tak. Albo jeżeli znamy miejsca gawrowania niedźwiedzi, to takich wrażliwych lokalizacji nie będziemy udostępniać. Tak więc to nie powinno stanowić problemu. Oczywiście każda technologia może być wykorzystywana w złej wierze, np. w przypadku nadajników telemetrycznych, które podają dane dotyczące lokalizacji zwierzęcia. I niestety, zdarzają się sytuacje, kiedy kłusownicy lub firmy turystyczne próbują zhakować informacje z nadajników GPS. Tak było np. w przypadku projektu reintrodukcji tygrysów bengalskich w Indiach. W wytycznych dotyczących telemetrii zagrożonych gatunków, takich jak lampart śnieżny, zaleca się, aby nie udostępniać lokalizacji w czasie rzeczywistym.

Czasami monitoring potrafi też zdziałać dużo dobrego, jeżeli chodzi o walkę z kłusownictwem, kiedy np. fotopułapki w Afryce rejestrują różnego rodzaju nielegalne akcje.

Realizowany przez Państwa projekt jest założony na skalę europejską, ale czy możliwe jest jego rozszerzenie na inne kontynenty?

Najpierw na pewno trzeba sprawdzić, jak to działa na skalę europejską. Oczywiście w Europie w różnych parkach narodowych występują inne zwierzęta, jednak nie tak jak w Afryce, gdzie prawie wszystkie gatunki są inne. Programem działającym na skalę globalną jest Wildlife Insights, o którym już wspominałam, gdzie można wyszukać i rozpoznać dowolny gatunek występujący na świecie – jeśli oczywiście on się w sieci znajduje.

Nas przede wszystkim interesuje parametr populacyjny, chcemy, żeby on był jak najbardziej dokładny. Trzeba, rzecz jasna, wziąć pod uwagę błąd statystyczny, to, co się w badaniach statystycznych nazywa przedziałem ufności. Dlatego nie znoszę, jak ktoś mnie pyta, ile dokładnie mamy niedźwiedzi w Polsce. Nie mamy takich danych, znamy jedynie ich szacunkową liczbę i zależy nam, żeby ta liczba była jak najbardziej uprawdopodobniona, stąd zastosowanie nowych technologii. Niedźwiedzie nie znają granic, czasami są na Słowacji, czasami w Polsce, czasami mamy ich więcej, potem jeden umiera. To się zmienia bardzo dynamicznie, a my możemy ustalić pewną szacunkową liczbę.

Może to głupie pytanie, ale zaryzykuję – ile więc jest szacunkowo niedźwiedzi w Polsce?

Liczby, które mogę podać z pewnością, to 72 niedźwiedzie (między 45,5 a 115,5, z prawdopodobieństwem 95%) zamieszkujące polskie Karpaty Wschodnie w latach 2014– 2015. W Tatrzańskim Parku Narodowym (po polskiej stronie) – 55 osobników (między 45 a 79) w 2018 r.

Czy w programie będziecie korzystać tylko z fotopułapek czy także z innych danych, np. ze zdjęć satelitarnych?

Na razie tylko z fotopułapek. Nie chcemy wyłącznie gromadzić tych danych, lecz także je analizować. Dlatego po etapie bardziej technicznym, czyli budowy infrastruktury, planujemy zajmować się istotnymi zagadnieniami z zakresu ekologii, np. badać, jak zmienia się rozmieszczenie niektórych gatunków, choćby rysia eurazjatyckiego lub iberyjskiego, jaki wpływ mają na to zmiany temperatury; czy niektóre gatunki stają się mniej liczne; chcemy zrozumieć wpływ obecności człowieka na aktywność zwierząt i ich rozmnażanie.

Czy na działanie samych fotopułapek mają wpływ pory roku, to, czy jest dzień czy noc?

To zależy, przede wszystkim fotopułapki też mają swoje błędy, różnie mogą działać czujniki, które ją uruchamiają. Ale też pory roku i ilość światła w ciągu doby wpływają na odczytywanie pomiarów, widzimy, że sztuczna inteligencja działa lepiej w nocy, my jesteśmy lepsi w dzień. Wiele zmiennych trzeba brać pod uwagę, w tym deszcz, nasłonecznienie.

Czy system, który Państwo konstruują, będzie łatwy w obsłudze dla pracowników parku?

Zależy nam na tym, żeby system był jak najprzystępniejszy, a także żeby potencjalni użytkownicy mieli świadomość, że warto z niego korzystać, zwłaszcza jeżeli chcą mieć wartościowe dane, a nie jakiekolwiek. Każdy kraj UE na mocy dyrektywy siedliskowej jest zobowiązany do monitorowania gatunków dzikich zwierząt i Polska czesto się z tego w odpowiedni sposób nie wywiązuje. Co sześć lat powinien być wysyłany do Komisji Europejskiej raport dotyczący stanu ochrony (ang. conservation status), ale czasem, gdy nie ma dokładnego monitorowania, bazuje się jedynie na opiniach eksperckich, na tym, że ekspert powie, że jest w porządku albo nie jest. Myślę, że ważne jest, by pozyskać najlepsze dane, jakie tylko są dostępne, bo inaczej nie można w odpowiedni sposób reagować.

A czy w innych krajach w Europie jest pod tym względem lepiej?

Przykładowo Szwecja ma bardzo dobry system monitorowania, tylko że tam rząd zatrudnia na stałe całą grupę naukowców, którzy zajmują się tylko tym. Podobnie Norwegia. Oczywiście to nie znaczy, że zawsze robi się z tym potem coś dobrego, bo np. tak czy inaczej ludzie strzelają do wilków, znacznie ograniczając ich populację, przez co ona praktycznie nie odgrywa żadnej roli w ekosystemie. Mogą tam więc podejmować niewłaściwe decyzje, ale mają porządne informacje.

Czy w Polsce w ogóle nie ma takiego systemowego rozwiązania?

Nie do końca. Ale np. Główny Inspektorat Ochrony Środowiska prowadził w ostatnich latach pilotażowy program monitorowania niedźwiedzia brunatnego z wykorzystaniem ankiety i monitorowania genetycznego – i mam nadzieję, że będzie on kontynuowany.

W Państwa projekcie za sztuczną inteligencję odpowiedzialna jest grupa specjalistów z universytetu w Huelvie. Czy od strony informatycznej nad siecią w Tatrzańskim Parku Narodowym pracują polscy specjaliści?

Będziemy zatrudniać także specjalistów z Polski, natomiast teraz jesteśmy jeszcze na etapie poszukiwań. Nie jest łatwo, bo osoby, które pracują ze sztuczną inteligencją, mają zupełnie inny pułap zarobków niż pensja pracownika akademickiego. Odpowiedzialni za projekt informatycy i matematycy z Huelvy mają też doświadczenie m.in. w zastosowaniu sztucznej inteligencji do rozpoznawania nowotworów i innych chorób na podstawie analizy zdjęć ludzkiego oka. Z punktu widzenia matematycznego jest to bardzo podobne do naszego projektu.

Będzie nas również wspierać Sara Beery, naukowczyni z Massachusetts Institute of Technology, która jest jedną z najlepszych ekspertek na świecie w zakresie zastosowania narzędzi AI, przede wszystkim rozpoznawania obrazów (ang. computer vision) do monitorowania bioróżnorodności.

Projekt oficjalnie wystartował w lutym tego roku. Jaki jest pierwszy etap?

Etapów będzie bardzo dużo, a pierwszy polega na instalowaniu fotopułapek w terenie, równolegle z budowaniem czterech osobnych systemów sztucznej inteligencji dla każdego z parków narodowych: w Hiszpanii, Norwegii, Polsce i Niemczech.

Część zdjęć mamy z wcześniejszych projektów – są one dobrze sklasyfikowane i na nich możemy już trenować sztuczną inteligencję.

Przy czym projekt nie kończy się w momencie, kiedy wszystko będzie sprawnie funkcjonować i świetnie rozpoznawać zdjęcia. Tak jak wspominałam wcześniej, naszym najważniejszym celem jest uzyskanie bardzo dobrych parametrów populacji dzikich ssaków: czy np. niedźwiedzica jest z młodymi, bo to też sztuczna inteligencja musi rozpoznać, że to są małe niedźwiadki, albo że na zdjęciu mamy ten sam gatunek, jeśli samiec i samica wyglądają inaczej, jak jest np. w przypadku jelenia.

Co, jeśli okaże się, że jest bardzo zaburzona np. populacja drapieżników? Co mogą Państwo zrobić w takiej sytuacji?

Ja, niestety, nie mogę nic zrobić, bo jestem tylko naukowczynią i nie podejmuję decyzji politycznych, ale osoby odpowiedzialne za działanie dostają odpowiednie informacje, żeby tę decyzję podjąć – np. aby pomóc rysiowi eurazjatyckiemu, dobrą strategią jest zwiększenie populacji jego ofiar poprzez ograniczenie polowań.

Czy z założenia jest to system, który ma dotyczyć tylko parków narodowych?

Na początek tak, bo trzeba dysponować odpowiednimi funduszami, choćby na to, żeby założyć 70 fotopułapek i mieć ludzi, którzy się będą tym zajmować. Dlatego też pracujemy z Tatrzańskim Parkiem Narodowym, robiącym bardzo wartościowe rzeczy i mającym przy tym dobre finansowanie, co w przypadku polskich parków narodowych nie jest, niestety, oczywiste. Mamy nadzieję, że później więcej parków się dołączy.

W Hiszpanii mamy też np. cotos de caza, bardzo duże prywatne obszary łowieckie, które mogłyby być zainteresowane tego typu monitorowaniem. Podobnie w Polsce takie dane mogłyby być bardzo przydatne dla Polskiego Związku Łowieckiego, bo w tym momencie ich szacunki populacji konkretnych gatunków mają bardzo słabe podstawy. Jeśli więc zgadzamy się co do tego, że myśliwi i tak będą polować, to przynajmniej niech robią to w taki sposób, by mieli jak najmniejszy negatywny wpływ na ekosystem.

Czy Lasy Państwowe mogłyby być zainteresowanie zastosowaniem Waszego systemu monitorowania?

Oczywiście, tylko Lasy Państwowe, niestety, bardzo często nie są zainteresowane tym, jaka jest prawda o stanie biosfery. Ich celem jest robienie biznesu na drewnie, a nie ochrona przyrody, dlatego tak mało lasów jest chronionych – choć mam nadzieję, że przy nowych władzach jest jakaś szansa na zmianę.

Jaka jest możliwość ochrony zagrożonych gatunków dzięki zastosowaniu tego systemu?

Taki system może być pomocny, jednak jeżeli chodzi o zagrożone gatunki, to mamy już dużo potrzebnych informacji. Mamy choćby wiele przykładów spadku liczebności dużych drapieżników, jak ryś eurazjatycki na nizinach Polski, który prawdopodobnie będzie kontynuowany. Budowa muru na granicy z Białorusią pogarsza sytuację, ponieważ ogranicza przemieszczanie się i wymianę genów.

Tak naprawdę do ochrony czy ratowania zagrożonych gatunków potrzebna jest tylko wola polityczna, nic więcej. Nie potrzebujemy sztucznej inteligencji. Wystarczy marzec jedna decyzja. Oczywiście monitorowanie przy użyciu narzędzi AI może pomóc, tak samo jak pomaga genetyka czy telemetria, bo dostarczają solidnych informacji. Zdarza się, że monitorowanie przynosi dobre wieści, jak np. próba powrotu niedźwiedzia brunatnego do Puszczy Białowieskiej w 2019 r. Ale decyzje, co z tym dalej zrobić, podejmują tylko ludzie. Więc czasami mamy superprecyzyjne dane i nic nie możemy zrobić, jak np. w przypadku wycinki na terenie Puszczy. Sztuczna inteligencja może pomóc, ale nie stanowi panaceum, które wszystko nam załatwi.

Ale, jak rozumiem, może zaalarmować w odpowiednim momencie, np. dostarczyć danych na temat spadku populacji wilków.

Tak, może pokazać, że liczba wilków w rodzinie na niektórych obszarach maleje (co może oznaczać kłusownictwo). I sztuczna inteligencja może o tym zaalarmować, podobnie jak inne metody, które dostarczają rzetelnych informacji. Tylko ile mamy takich alertów dotyczących dzikiej przyrody? Miliony. I dalej nic się nie zmienia. Ja jestem dosyć sceptyczna. Ale przynajmniej na skalę lokalną, parków narodowych czy innych dobrze zachowanych ekosystemów, na pewno można działać i lepiej utrzymać ich status ochronny.

Czyli wszystko w rękach polityków?

Polityków i obywateli, bo w końcu każdy człowiek głosuje i wie, co jest priorytetem. Dlatego też się nieraz irytuję, bo politycy dają nam jako obywatelom dużą odpowiedzialność, np. apelują o ograniczenie zużycia plastikowych opakowań, a wystarczyłaby jedna decyzja: zabronimy jednorazowych opakowań plastikowych, i to by przyniosło rezultat. Czasami nawet nie chcesz używać plastiku, lecz i tak idziesz do supermarketu, tam zaś wszystko jest w niego zapakowane. Myślę, że politycy powinni być odważniejsi, bo na razie to się wszystkiego boją.

Boją się niezadowolenia swoich wyborców, którzy musieliby zrezygnować ze swojej wygody.

Tak, ale coś za coś. Czekam na prawdziwych liderów, nie na ludzi, którzy działają tak, żeby nam było wygodniej. Bo potem może być już za późno. Byłam teraz latem w Andaluzji i te temperatury, które mieliśmy w ostatnim roku, są na południu Hiszpanii nie do życia. Lato trwa tu już sześć miesięcy, nie pada, tak więc to nie są żarty.

Czy ten system, nad którym Państwo pracują, w jakikolwiek sposób mógłby pomóc zatrzymać zmiany klimatyczne?

Nie, jak? System może budzić alarm, że jakieś gatunki giną, bo np. nie ma wody, co jest niestety bardzo prawdopodobne w Parku Narodowym Doñana, który coraz bardziej staje się pustynią. I z jednej strony projekty reintrodukcji rysia iberyjskiego na terenie Hiszpanii okazały się bardzo udane, dzięki czemu przestał on być gatunkiem krytycznie zagrożonym wyginięciem. A z drugiej strony kluczowe obszary reprodukcyjne, takie jak właśnie Doñana, są tracone, ponieważ siedlisko jest w złym stanie po kilku latach dotkliwej suszy i fatalnej gospodarki wodnej prowadzonej przez władze. Do tego dochodzi duży spadek liczebności ich ofiar (królików).

Nasz system nie decyduje o tym, czy ta woda, która jeszcze jest, idzie do parku narodowego czy na nielegalne uprawy truskawek, które są potem sprzedawane także w Polsce.

Doñana została ostatnio zdjęta z Zielonej Listy Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (ang. International Union for Conservation Nature, IUCN) ze względu na złe zarządzanie, bo rząd andaluzyjski przez wiele lat nie mógł poradzić sobie z zatrzymaniem wody, podejmował np. katastrofalne decyzje, chcąc zalegalizować nielegalne uprawy truskawek. Dopisaniem do listy obiektów zagrożonych na liście światowego dziedzictwa zagroziło też Doñanie UNESCO. Podobnie było kilka lat temu z Puszczą Białowieską, kiedy IUCN wspólne z UNESCO alarmowały, żeby zaprzestać nielegalnej wycinki, w 2018 r. zapadł też w tej sprawie wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Jakie decyzje dla ochrony przyrody Pani by podjęła, gdyby leżało to w Pani gestii?

Pierwszą rzeczą, którą bym zrobiła, byłaby ochrona lasów naturalnych w Polsce. Zero wycinki i zero polowania. To przecież publiczne lasy, należące do nas wszystkich. I teraz możemy się zastanawiać, czy społeczeństwu w Polsce naprawdę bardziej opłaca się wycinać stare drzewa na deski, czy zostawić lasy naturalne, które będą zatrzymywać CO2, chłodzić, gromadzić wodę itd.

Dużo osób zapytałoby wtedy: skąd mamy wziąć drewno?

Trzeba powiedzieć: nie ma więcej drewna. Już od dawna toczy się dyskusja o tym, że drewno powinno mieć długie życie, np. wycinanie drzew i wykorzystywanie ich jako surowca na opał jest bez sensu. Lepiej zrobić z nich meble, potem poddać recyclingowi. Rozwiązaniem nie jest też importowanie drewna z Amazonii czy Afryki. Trzeba powiedzieć: koniec tej konsumpcji, powinniśmy używać wiele razy to, co już mamy. Jeśli tego nie zrobimy, to myślę, że wkrótce będzie bardzo ciężko.

Bez samoograniczenia nie ma szans, żeby naprawić sytuację. Do tego jednak potrzebna jest świadomość, a wydaje mi się, że ona wciąż jest bardzo mała. To znaczy mówi się o tym, ale…

No tak, ale skoro ludzie nie mają świadomości, to od czego mamy polityków, to oni powinni być liderami. Tylko że to są niekomfortowe wiadomości: nie możesz latać samolotem tak często, jak chcesz, nie możesz kupić sobie tyle, ile chcesz, ubrań. Myślę, że ograniczenia powinny dotyczyć każdego mieszkańca. W Hiszpanii np., gdzie jest duży problem z wodą i w niektórych miejscach jej brakuje, kiedy zużywasz więcej, niż wynosi limit miesięczny, dostajesz karę. Każdy mieszkaniec ma do wykorzystania tyle samo wody, zatem to nie jest tak, że bogaty może wypełnić pięć basenów, a nawet stać przez 30 min pod prysznicem. Trzeba się nauczyć, jak tą dostępną ilością gospodarować.

Podobnie palącym problemem jest ograniczenie emisji CO2.

Nawet jeśli jutro całkowicie zatrzymamy emisję, to pewne zmiany klimatyczne i tak nastąpią. Powinniśmy być na nie jak najlepiej przygotowani, lecz nie jesteśmy. I jedyną rzeczą, która mogłaby buforować zmiany klimatu, jest przyroda, dobrze zachowane ekosystemy. I żeby lepiej tymi ekosystemami zarządzać, potrzebujemy jak najdokładniejszych danych. Po to budujemy systemy monitorowania przy użyciu najnowszych technologii. Decyzja należy oczywiście do rządzących. Ale jeśli dostarczymy im wiarygodnych informacji, to przynajmniej nie będą mogli powiedzieć, że o niczym nie wiedzieli.


Nuria Selva Fernandez

Biolożka, dr hab., prof. Instytutu Ochrony Przyrody PAN, od lat prowadząca badania nad padlinożercami i dużymi drapieżnikami, w tym nad niedźwiedziami brunatnymi. Kieruje międzynarodowym projektem monitoringu dzikich zwierząt z wykorzystaniem AI w ramach Biodiversa+. Wraz z przyrodnikiem oraz dziennikarzem Adamem Wajrakiem angażuje się w wiele działań na rzecz dzikiej przyrody. Współautorka książek Zwierzaki Wajraka oraz Kuna za kaloryferem

Artykuł pojawił się w numerze: Pokolenie sztucznej inteligencji