Subskrybuj
Filmoznawczyni, edukatorka filmowa, organizatorka przeglądów i festiwali filmowych. Dwukrotnie nominowana do nagrody PISF w kategorii krytyka filmowa. Laureatka Konkursu im. Krzysztofa Mętraka. Specjalistka od włoskiego kina, prowadzi w sieci „Accademię Włoskiego Kina”, w której przygląda...

Mistyka z kopalni

„Mieszanka absurdalnej satyry Felliniego i mistycznego rytualizmu Tarkowskiego…” – tak pisano przed laty o jednym z najoryginalniejszych filmów, jaki kiedykolwiek powstał w polskim kinie

Nikt w naszej kinematografii nie potrafi tak pięknie i poetycko opowiadać o ludziach żyjących na własnych zasadach jak Lech Majewski. Przedstawia on groteskowe często postacie uwikłane w różne wierzenia i wynaturzenia rzeczywistości, gdzieś między jawą a snem, na marginesie oficjalnych historycznych narracji. W Angelusie (2001) rysuje na ekranie tragikomiczne losy społeczności, która wyczekuje cudu mającego powstrzymać, zdawałoby się, nieuchronny, hucznie zapowiadany koniec świata.

W malowniczym filmie Majewskiego grupa samozwańczych artystów myślicieli próbuje nie dopuścić do tego, aby „złe siły Saturna świat rozwaliły”. Kiedy stary mistrz – jeszcze przed wybuchem II wojny światowej – dzieli się na łożu śmierci złowrogimi proroctwami, staje się jasne, że przyszłość zależeć będzie od poświęcenia jednego – czystego niczym tytułowy anioł – młodzieńca. Znalezienie jednak idealnego kandydata na kozła ofiarnego okaże się nie lada wyzwaniem… Twórca Wojaczka rozpisuje tę świetlistą opowieść na szereg wystawnych tableaux vivants; rzadko kiedy forma dzieła – i kryjący się za nią geniusz inscenizacyjny – tak organicznie oddaje jego charakter i temat.

Podstawą do napisania scenariusza okazały się barwne dzieje działającego na Śląsku od 1946 r. Koła Malarzy Nieprofesjonalnych znanych jako Grupa Janowska. Początki tego fenomenu sięgają właśnie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zodiakary, tarociary i gnostycy