Mówiono mi, że nie pisze się na kolanach. Że teksty trzeba konstruować w skali ludzkiej, ze zrozumieniem, ale nie uniżając się nadmiernie ani w stosunku do opisywanych osób, ani zjawisk. Piszę ten tekst na kolanach.
Piszę przy przedziwnej konstrukcji złożonej z komody i kilku poduszek, klęcząc. Kot patrzy na mnie z urazą, bo nie może się na tej szafce wylegiwać. Jednak próbuje gdzieś się wcisnąć, znaleźć sobie miejsce pomiędzy laptopem, moimi rękami i ścianą.
Wydaję z siebie również dźwięki, o których nie pomyślałabym, że istnieją, mieszankę jęku i śmiechu, bo przynajmniej humor mnie nie opuszcza i jednak uruchamia się bezwiednie, kiedy muszę się gdzieś doturlać w przedziwnej pozycji.
Oczywiście wszystkie znaki na niebie i ziemi to zapowiadały. Szykowałam się na dłuższy weekend, na to, że odpocznę. Musiałam tylko jeszcze kilka rzeczy dokończyć, pilnie coś sprawdzić, gdzieś pojechać i z kimś porozmawiać. A potem już miałam zadbać o higienę pracy, wyspać się, nic nie robić.
W pracy takiej jak moja, nieustabilizowanej umową i regularnymi wypłatami, nienormowanej określonymi godzinami, samotniczej, trudno zachować higienę. Rozciąga się tydzień roboczy, przesuwa go na weekendy, pracuje po nocach. Rzecz jasna są dni, kiedy wstaje się później, kiedy zajęć nie ma w kolejce aż tak dużo i można trochę pobumelować, więc nie jest to najgorsze zajęcie na świecie. Jednak te dni zdarzają się coraz rzadziej, i nie jest to jedynie moje doświadczenie. Od wielu znajomych osób słyszę, że tak to teraz wygląda: 10–12 godz. przy biurku, bateria zimnych kaw, których się nie miało czasu wypić, piasek pod oczami. I oczywiście dziwne dolegliwości w rejonie kręgosłupa, też je znam – na tyle dobrze, że nauczyłam się je ignorować, wierzyć, że odrobina aktywności fizycznej pozwoli je okiełznać.
Dlatego kiedy kilka dni temu wstałam i czułam się nieco dziwnie, uznałam, że trzeba to jakoś rozchodzić. Może rozjeździć na rowerze. A potem dokończyć wszystkie zaległe teksty i wtedy może odpocząć.
Mam wysoki próg bólu, zatem nie zorientowałam się od razu….