Dzięki temu na fotografiach Filipa Wolaka rzeczywiste obiekty zmieniają się w piękne i budzące refleksję geometryczne abstrakcje. Nie ma na nich centralnego punktu, który ogniskuje uwagę widza, powierzchnia zdaje się zunifikowana, a jednocześnie każdy element ma znaczenie. Podczas oglądania naturalnym odruchem wydaje się sięgnięcie po szkło powiększające, by tak jak autor zdjęć bawić się perspektywą. Wykonanie takich ujęć wymaga szczegółowego planowania. Uwzględnienie warunków pogodowych i dokładnej pory dnia – cienie rzucane przez drapacze chmur dodają fotografiom dodatkowego wymiaru. Konieczne jest także odpowiednie ustawienie samolotu i jego prędkości. Dopiero wówczas można otworzyć okno i wycelować aparat w wybrane punkty. Celem fotografowania Wolaka nie…
Fotograf, pilot i instruktor lotniczy. Od 2000 r. mieszka w Nowym Jorku, gdzie współpracuje m.in. z takim muzeami jak The Met, Guggenheim Museum, Whitney Museum of American Art