Mam wrażenie, że bardzo często myślimy dychotomicznie: cisza jest cudowna i dobroczynna, a hałas zły i szkodliwy.
Jeżeli spojrzymy na to zagadnienie filozoficznie, myśląc o tym, że cisza jest też stanem umysłu – brakiem możliwości interakcji czy rozwoju, osamotnieniem, a co za tym idzie, wykluczeniem gigantycznych grup społecznych: od migrantów, przez seniorów, po osoby z niepełnosprawnością – to oczywiście nie można powiedzieć, że hałas jest zawsze zły. Z całą pewnością zdarzają się momenty, w których cisza jest niewłaściwa. Tak jak nie chcielibyśmy, żeby na naszym weselu wszyscy zamilkli, tak wówczas kiedy tracimy kogoś bliskiego, nie chcemy, aby inny z naszych przyjaciół robił imprezę, żeby nas rozweselić. Tutaj – jak zresztą we wszystkim w życiu – potrzebna jest tzw. buddyjska droga środka, czyli dostosowywanie konkretnych sytuacji do ilości tworzonych przez siebie dźwięków. Przy czym gdy przyglądam się ciszy z perspektywy projektantki i badaczki, dostrzegam, że większość z nas…