Ciągłe koncerty, festiwale, kursy, lekcje mistrzowskie. Gdzie jest Pani dom?
Dom jest tam, gdzie jest mój futerał. Skrzypce towarzyszą mi niemal zawsze. Zdefiniowanie pojęcia domu długo było dla mnie niełatwe. Bo czy to ten rodzinny, gdzie są moi rodzice? Czy jeden z tych, w których mieszkałam? A przeprowadzałam się wiele razy i często podróżuję. Dlatego ukułam tę przenośną definicję. Ona pozwala mniej tęsknić.
A nie ma Pani potrzeby własnej przestrzeni, pełnej przedmiotów, które Pani zbiera i lubi?
Nie tylko jestem zbieraczem, ale w mieszkaniu w Warszawie mam przestrzeń bardzo detalicznie i troskliwie urządzoną. Uczę się jednak nie przywiązywać do rzeczy, bo to niezbyt dobre. Gdy stłucze się mój ulubiony kubek, następuje mały koniec świata. Gdy wyjeżdżam na dwa miesiące, tracę część tej domowej tożsamości. To trudne momenty, dlatego ćwiczę się w nieprzywiązywaniu, traktowaniu przestrzeni użytkowo. Staram nie być tym, co mnie otacza. Choć jednocześnie wiem, że kontekst na nas wpływa. Jeśli mam chaos w garderobie, on się wkrada w moją pracę, w postrzeganie świata.
Jak się Pani czuje w hotelach? Anonimowość to bezpieczeństwo?Zależy od hotelu. Często nie mam wpływu na to, dokąd zaniesie mnie życie. Kiedyś luksusowe hotele bardzo mnie stresowały. Długo miałam poczucie, że ja – dziewczyna z Koszalina – do nich nie pasuję….