Dokąd idziemy?
A tam, za winkiel. Na sam koniec Warszawy. W betonowej podstawie słupa wysokiego napięcia jest miejsce, w którym zbiera się woda. Żyje tam ropucha. Boże, jaka radość! To jedyny stały zbiornik wody, poza chwilowymi kałużami, w promieniu 2 km. Tam cały rok stoi woda.
A w niej jedna samotna ropucha?
Tak, ale ostatnio zabrałem drugą z ul. Rosoła, o mało ktoś jej nie przejechał. Przyniosłem tu. Myślę, że płazy też lubią być z kimś, szczególnie że ropuchy są wieloletnie, mogą żyć i dwie–trzy dekady. A, tu widzisz, na tych drzewach przy samej drodze są numerki, pojawiły się w ostatnich dniach. Trochę mnie niepokoją. Już dzwoniłem do gminy, jednak tam nic nie wiedzą. Może Zarząd Zieleni Warszawy, może w trosce o bezpieczeństwo ludzi i samochodów. Bo drzewa rosną przy drodze, trochę się pochylają.
Ale jeśli wycinamy takie okrajkowe drzewa, to pozbawiamy las aerodynamicznej osłony.
Zobacz, one są potężniejsze, rozwinęły korony od zewnętrznej strony. I gdy uderza w nie wiatr, ślizga się po nich, traci moc. Bez nich będzie wpadał śmiało do wnętrza lasu, a tam drzewa są smuklejsze, gęściej rosną.
Do tej żaby mnie prowadzisz?
Do ropuszki. Jesteśmy. Widzisz? Tu jest cień, więc chłodna woda stoi cały rok. Jest głęboki humus z liści i rozkładającej się materii organicznej, gdzieś tu w nim zagrzebała się ropucha. Ta rozkładająca się materia jest podstawą. I w biologii, i w filozofii. Trochę mnie zaskoczył Tomasz Stawiszyński, którego książkę Co robić przed…