Kiedy na początku lat 80. XX w. grałem w baseball, byłem miotaczem. Rzucanie piłką w baseballu przypomina trochę deklarację wolności. Stoisz samotnie na górce pośród niewielkiego kredowego kręgu, gdzie wykonujesz ciężką pracę, i odczuwasz na przemian dumę oraz rozpacz. Cały mecz zależy od tego, co zrobisz.
Zmieniając pozycję na górce miotacza w przygotowaniu do rzutu, wizualizowałem, co stanie się później. Wyobrażałem sobie, jak rzucam – powiedzmy, szybką piłkę od wewnętrznej strony – i oczami wyobraźni widziałem, jak pałkarz waha się, tracąc czas na ocenę, czy wleci ona w jego bazę czy też nie, zamachuje się zbyt późno i pospiesznie, a w rezultacie nie trafia. Widziałem nawet jego grymas. W tego rodzaju wizualizacji, którą Edith Stein nazwała „jedną przenikającą intencją”, pojawia się inny świat o moment wyprzedzający nasz. Nie zawsze, lecz często udawało mi się połączyć te dwa światy i wywołać reakcję, jakiej oczekiwałem. Jako dziecko regularnie powtarzałem sobie coś, co powiedział Roger Angell – piłka baseballowa była moim „małym kawałkiem fizyki”.
Nie jesteśmy bogami ani przedmiotami. Jesteśmy ludźmi, którzy mogą stać się suwerenni. Wolność nie jest brakiem ograniczeń ani ich akceptacją – jest ich wykorzystaniem.
Górka miotacza…