Hipochondria to jedyne, co mi nie dolega.
Tony Hancock
1. Od dłuższego czasu odmawiałam przygotowania tekstów do miesięcznika „Znak” z uwagi na stan zdrowia. Schemat korespondencyjny był zawsze ten sam. Dostawałam propozycję napisania eseju na temat bliski moim zainteresowaniom badawczym, dziękowałam za nią, pisałam, że jeśli mi zdrowie pozwoli, to z przyjemnością podejmę się zadania, a potem informowałam z żalem i wstydem, że jednak nie dam rady przygotować artykułu. W miarę konkretnie – ale bez zbędnych szczegółów – podawałam, jaka choroba uniemożliwia mi napisanie zamówionego tekstu. Ostatnie maile w duchu unikająco-medycznym wymieniłam z redakcją „Znaku” pod koniec marca. Wróciłam wtedy z dziwnej podróży. Z dzikim jet lagiem, który nie mijał i okazał się czymś więcej, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam czym. Czym są te bóle głowy 10/10, sztywność karku, zawroty, gorączka, światłowstręt, dezorientacja, wysypka, rozdrażnienie, drżenie rąk i niedowłady w nogach, a także sporadyczne utraty przytomności? W odpowiedzi odmownej napisałam więc: „Ze względu na problemy zdrowotne”. Bo jeszcze wtedy mogłam odpisać, byłam w stanie ułożyć wyrazy z liter, proste frazy ze średniej długości słów, utrzymać…