Świat Jarosława Figury – polonisty, aktora i reżysera z Lublina – ma wiele ścieżek i zakamarków. Wypełniają go obrazy Weissa czy Mehoffera, ale także sztuka o Bracie Albercie. Wystawy przygotowywane dla muzeów oraz spektakle z udziałem zaleczonych alkoholików, wyciągniętych spod mostów i innych nor kryzysu bezdomności. Są adaptacje bajek dla dzieci i teatr nazywany przez Figurę terapeutycznym, dzięki któremu udało mu się spotkać ludzi, których „teatr uleczył”.
– Zrobiłem już ponad 40 spektakli, ale jestem raczej wymyślaczem niż reżyserem – stwierdza dawny aktor Sceny Plastycznej KUL, stworzonej ponad pół wieku temu w Lublinie przez Leszka Mądzika. – Moim zapleczem jest nie tylko warsztat teatralny czy inne umiejętności artystyczne. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że większość tego, co robię w teatrze, bierze się z serca i z doświadczenia. Wyłapuję znaki: czego inni ode mnie oczekują, co ja mogę dla nich zrobić.
Ze Sceną Plastyczną Mądzika związał się w 1991 r. Napisał pracę magisterską na ten temat, a potem angaż aktorski łączył z obowiązkami dyrektora technicznego. Mądzika intrygowały możliwości plastyki, przestrzeni i światła. Obywał się jednak bez słowa – na jego scenie przez 56 lat (teatr zawiesił działalność po śmierci założyciela w marcu 2025 r.) padło ich niewiele. Nigdy też aktorzy jego spektakli nie wychodzili do braw.
W spektaklach Figury są ukłony, aplauz, a nawet odrobina lekkiego haju czy może uniesienia, kiedy młodzi ludzie poczują, że uczestniczą w wydarzeniu niezwykłym, które ich zmieniło. Być może także odbiorców. Jest reżyseria świateł i oprawa muzyczna. Bez intrygującej zmysły otoczki widzowie być może nie chcieliby słuchać treści niesionych przez słowa, bo te dotyczą uzależnień, odrzucenia i samotności, zawiedzionych nadziei, rozczarowania sobą. Podczas spektaklu widzom ma być źle albo chociaż niewygodnie. Za to później ma być dwa razy lepiej niż wtedy, kiedy dla wygody czy z tchórzostwa ukrywali problemy, z którymi nie mieli odwagi się zmierzyć, np. hejt.
Nitki czyli bluzgi
– Pokaż, jak się denerwujesz, np. przed sprawdzianem – zachęcał Figura. – Obgryzasz paznokcie? Bujasz się w przód i w tył? Nerwowo chodzisz po korytarzu? Teraz wyobraź to sobie i zagraj.
W jednej z podstawówek w Puławach przemoc pojawiła się na forum szkolnego komunikatora. Uczeń zaczął wyzywać i poniżać kolegę. Pozostali, a potem ich rodzice, czytali i się przypatrywali. Do czasu. Potem wzięli udział w rozgrywce, dorzucając kolejne nienawistne słowa. Obrzucanie błotem na Messengerze zakończyła interwencja dyrekcji szkoły, z udziałem pedagoga i psychologa. To był krok pierwszy. Drugi nauczyciele postawili już z Jarosławem Figurą, prosząc go o zorganizowanie spektaklu o tym, jak człowieka niszczą złe słowa. Zrobili to z nadzieją, że teatralne środki wyrazu okażą się bardziej przekonujące od pogadanek, ostrzeżeń na gazetce ściennej, a nawet rozmowy z policjantem.
Figura przyjechał do Puław z zarysem pomysłu na Hejtoklę: jest w klasie dziewczynka, która nie ma tam ani jednej bratniej duszy, nie ma też mamy i nie ma pieniędzy. Lubi się uczyć, więc kiedy zbliża się sprawdzian z informatyki, ona siedzi nad zadaniami, a klasa na Fejsie. Dziewczyna dostaje szóstkę, reszta klasy oceny daleko odbiegające od oczekiwań. I wtedy się zaczyna: „Ściągałaś, flądro”, „Ty sieroto jedna, weź się umyj, bo śmierdzisz”, „Łachmaniaro z ciucholandu”…
– Ciąg dalszy nastąpi w „społecznościówce”. – Reżyser objaśniał scenariusz grupce uczniów, którzy zdecydowali się przeznaczyć kilka wolnych dni na próby do spektaklu. – Na konto dziewczyny zaczynają spływać bluzgi, które pod postacią czerwonych nitek uczniowie będą przyczepiać do jej ubrania, laptopa, krzesła. Powstanie purpurowa pajęczyna nienawiści…
Figura ciągnął opowieść o pomyśle, który chciał przekazać widzom: mowa nienawiści osacza ofiarę tak ściśle jak pajęczy kokon. Albo jak klatka. Reżyser lubi wieloznaczne wyrazy i symbole, więc także tytuł spektaklu musi prowadzić myśli odbiorców w różne strony. Może „hejtokla” to hejtoklasa – wyraz wymyślony specjalnie dla nazwania szkoły, w której rządzi mowa nienawiści? A może to hejtoklatka, o której opowiadał przed momentem? A może przezwisko nadane nieszczęsnej ofierze przez klasowych oprawców? Niech widzowie myślą, przykładając do tego, co widzą, własne doświadczenia.
Uczniowie też myśleli: o tym, że będą odgrywać to, co jest ich udziałem w szkole i poza nią. Przecież im też się zdarzało obrywać albo to oni zadawali ciosy.
– O to chodzi: żeby zaczęli przyglądać się światu, w którym żyją – stwierdzi Figura ponad rok po premierze Hejtokli, którą poza społecznością puławskiej podstawówki obejrzało jeszcze kilkaset osób z innych placówek. – Dzięki temu pokazali wtedy jakąś prawdę, a to zawsze jest oczyszczające. Dla obu stron: dla widzów i dla aktorów.
Puste ręce
– Wiele lat temu popełniła samobójstwo koleżanka z pracy. Czasami zostawiałem pod jej opieką moje małe wówczas dzieci, gdy wpadałem do biura teatru, by załatwić pilne sprawy. Ania była życzliwa, uczynna, uśmiechnięta. I nagle pojawiła się jej śmierć. Stałem wśród żałobników, zastanawiając się, dlaczego niczego nie zauważyłem. Czemu nawet do głowy mi nie przyszło, że Anię mogą gnębić zmartwienia, z powodu których odechce jej się żyć?
Do czasu znalezienia nowego pracownika przejąłem jej obowiązki i jednym z pierwszych było przekazanie rzeczy dziewczyny rodzinie. Pamiętam, że wziąłem do ręki oryginalną koszulkę drużyny piłkarskiej z Liverpoolu, której Ania kibicowała, wkładając ją w dniach rozgrywania meczu przez ukochaną drużynę. W tym momencie w drugiej ręce zadzwoniła moja komórka. Prawa strona jej wyświetlacza była rozpikselowana. Zdębiałem, bo dokładnie taki sam defekt dotknął monitor biurowego komputera Ani, co dostrzegłem minutę wcześniej.
„Takie rzeczy nie mają prawa zdarzyć się w telefonie” – usłyszałem od Agnieszki, mojej żony, która pracowała wtedy w firmie telekomunikacyjnej. Problem rozwiązało zresetowanie komórki, ale we mnie pozostały wątpliwości. Pakowałem osobiste rzeczy Ani, patrząc w uszkodzoną połówkę jej stacjonarnego monitora i zastanawiając się, jak jest możliwy taki zbieg okoliczności. A może to się zdarzyło po to, żebym nie zapomniał o tym, co się stało? Że umarł człowiek. Nagle, nie wiadomo dlaczego. Rodzina i znajomi zostali z poczuciem, że powinni byli coś zrobić, żeby temu zapobiec. Niczego jednak nie zauważyli. Ani przygnębienia, ani strachu, ani żalu. Jak postępować, by tego nie przeoczyć? Dla mnie te techniczne awarie to był znak: że Ania jest gdzieś Tam, a jej śmierć, nikomu niepotrzebna, paradoksalnie może coś dać tym, którzy zostali po jej odejściu niczym z pustymi rękami.
Anioł chodzi po stole
Był 2016 r., zbliżały się ferie zimowe. Za kilka miesięcy ministra edukacji z rządu Zjednoczonej Prawicy zdecyduje o reorganizacji struktury polskiego szkolnictwa i zlikwiduje gimnazja. Jednym z powodów decyzji było przeciwdziałanie przemocy rówieśniczej, której miała sprzyjać trójstopniowa struktura polskiej szkoły, zbierająca dojrzewającą młodzież w osobnej placówce. W Janowcu nad Wisłą nie rozmawiano jednak o kolejnej zmianie w szkolnictwie nazywanej reformą edukacji, ale o uzależnieniach. Uczniowie siedzieli z nosami w komputerach (smartfony dopiero zaczną zdobywać użytkowników). A jeśli akurat byli offline, niektórzy z założenia trzymali się na uboczu. Problemem były narkotyki rozdawane przez dilerów, dla pozyskania w przyszłości nowych klientów, za darmo.
Jarosław Figura w Janowcu schudł w kilka dni prawie cztery kilo. Dziesiątki razy wchodził na drugie piętro szkoły: z kablami, głośnikami, aparaturą świetlną, potem z pryzmami papieru i belami czarnej materii. Przypomniał sobie, że kiedy w 1988 r. rozpoczynał na UMCS w Lublinie studia polonistyczne, chciał po dyplomie zostać dziennikarzem sportowym, bo lubił ruch i zmęczenie po fizycznym wysiłku. W tworzonym przez niego teatrze, zwłaszcza jeśli przygotowywał spektakl własnymi siłami, zaczynało być podobnie: był ustawiczny ruch i zmęczenie.
Brał na ręce belę czarnej materii, wchodził na drabinę. W prawej ręce trzymał młotek, w zębach gwoździe. Czarnym suknem obijał ściany 100-metrowego korytarza szkolnego, czytając zasłaniane materią gazetki ścienne, na których ostrzegano przed zgubnym wpływem narkotyków i dopalaczy. Ile osób je przeczytało? Ilu przejęło się ryzykiem uzależnienia? Dyrekcja obawiała się, że niewielu, dlatego zaproponowała Figurze zrobienie spektaklu z udziałem uczniów. Teraz przekształcał korytarz z licznymi drzwiami w przestrzeń teatralną, w której możliwa byłaby gra światłem. Myślał o spektaklu, który widzowie powinni byli odebrać tak, jakby osobiście „każdemu z nich patrzył w oczy, trzymając dłonią za mordkę”.
W pokoju nauczycielskim, gdzie spotkał się z grupką uczniów chętnych do podjęcia prób, patrzyło jednak na niego kilkanaście par oczu, niepewnych swojego udziału i możliwości. W powietrzu złowił spojrzenie ładnej dziewczyny, która robiła wrażenie, jakby nie miała ochoty z nikim rozmawiać.
„Foch? – zaczął się szybko zastanawiać. – Ale ten ból w twarzy…”
Nie było czasu na dłuższe zastanawianie się, bo w ułamku sekundy zdecydował, że wskakuje na stół. Momentalnie się obudzili.
– Teraz wy – rzucił Figura. – Pokażcie, co potraficie zrobić w tym świętym pokoju nauczycielskim…
Chwilę trwało, nim dotarło do nich, jaką szansę właśnie dał im los. Wreszcie ktoś przyznał, że nie znosi matematyki, więc Figura sięgnął po klucze do sali nr 15, gdzie odbywały się lekcje tego przedmiotu, otworzył drzwi i rzucił klucze daleko w korytarz. Jeszcze nie ucichł wyzwalający rechot, kiedy jedna z dziewczyn stanęła na dzienniku swojej klasy, który wcześniej cisnęła na podłogę. Próby do spektaklu były dopiero przed nimi, tymczasem spontanicznie rozpoczęty performance uwidaczniał na kolejnych osobach oczyszczającą moc.
Z wysokości stołu przebiegał szybko wzrokiem po twarzach rozbawionych młodych ludzi, oceniając, kto jaką rolę mógłby zagrać.
– Będziesz aniołem – zdecydował, wskazując na dziewczynę, która bawiła się najlepiej.
Widać, że lubiła być w centrum uwagi. Komu więc bardziej pasowałby jego złoty płaszcz? Chodząc władczo po stole, będzie w prologu spektaklu pociągać za sznurki, łączące użytkowników z ich osobistymi komputerami. Chłopak, na którym performance nie zrobił wrażenia i podczas spotkania wypowiedział nie więcej niż trzy słowa, usiądzie z kolei przed ogromnym monitorem ustawionym tuż przed nosem widowni. Nie zmieniając wyrazu twarzy, spędzi przed nim godzinę wpatrzony w ziejący poświatą komputerowy ekran. Z kolei ładna dziewczyna z „bólem w twarzy”, o smutnych oczach otrzyma rolę nieszczęśliwie zakochanej, która nie potrafi odejść od poniżającego ją chłopaka.
Spektakl Wejście – wyjście zrobili w kilka dni i zagrali kilkanaście razy, choć miał być zaledwie jednorazowym wydarzeniem.
Chiński po japońskim
– W liceum dawano mi odczuć, że jestem „sierotą”, bo byłem nieśmiały, z prowincjonalnego miasteczka i nieodpowiednio ubrany. Koledzy chodzili na prywatne lekcje angielskiego. Ja w wolne dni malowałem z bratem bliźniakiem grzejniki u ludzi, którym mój tato odświeżał mieszkanie (w ten sposób dorabiał do pensji nauczyciela). Mieszkałem w internacie pod czujnym okiem wychowawców, którzy lubili urządzać naloty na pokoje. Sprawdzali, czy np. ktoś w trakcie nauki nie siedzi na łóżku. To było kategorycznie zakazane. Uczyć się można było tylko przy stole.
Czasami starsi uczniowie przymuszali młodszych do ścielenia im łóżek czy wyświadczania drobnych przysług – taka fala, raczej niegroźna. Kiedy mniej więcej w połowie liceum powiesiłem nad łóżkiem krzyżyk złożony z leśnych patyczków, wezwano do szkoły moją mamę – pedagoga z wieloletnim doświadczeniem, chwalonego za nowatorskie metody nauczania, autorytet dla wielu. Podczas rozmowy dyrektor mówił jej, jak źle mnie wychowała… Pamiętam, że po tamtej rozmowie mama płakała.
Potrafię opowiadać ludziom o uzależnieniach czy przemocy, bo jestem silny tym, co wyniosłem z dzieciństwa. Mam czworo rodzeństwa. W domu nie mówiono do mnie inaczej, jak „Jaruś”. Nigdy nie miałem poczucia zagrożenia. Finansowo bywało różnie, ale że mój tato był wykształcony muzycznie, każdy z nas uczył się gry na instrumencie. Skończyliśmy studia i do dzisiaj mamy dobre relacje między sobą. Szczęśliwe dzieciństwo uodparnia na trudy życia, jak szczepionki na choroby zakaźne, bo silny człowiek nikomu nie pozwoli się zniszczyć. Nie wciągną go uzależnienia. Komputer czy komórka pozostaną użytecznymi narzędziami. Dziecko, nauczone nawiązywania dobrych relacji, obejdzie się w życiu bez tłumu znajomych i szybkiej gratyfikacji. Ale kto ma dzisiaj szczęśliwe dzieciństwo?
W spektaklu Wejście – wyjście rodzic pyta dziecko: „Kiedy masz lekcje japońskiego? Po chińskim?”. Mam nadzieję, że żadne dziecko w Polsce nie musi uczyć się obu tych trudnych języków jednocześnie, ale już grafik nastolatka, w którym kolejne zajęcia pozalekcyjne gładko przechodzą jedne w drugie, to już nic nadzwyczajnego. To się nazywa: „inwestycja w przyszłość”. Dlaczego inwestycją nie może być czas spędzony z dzieckiem? Rozmowa z nim? Nie wiem.
Pięć dni z kilkuset
Weronika – dziewczyna ze spektaklu w Janowcu, w której oczach Figura dopatrzył się bólu – podczas prób zaczęła się uśmiechać, chociaż spektakl nawet przez minutę nie jest wesoły. Najwyżej sarkastyczny. Młodzi aktorzy odgrywali samych siebie: skłóconych z rodzicami i przywiązanych do elektronicznych urządzeń. Pełni obaw, że przyjaźń i bliskość, których tak potrzebują, czegoś będą od nich wymagać, a na ograniczenia nie są gotowi.
Po ostatnim spektaklu nie potrafili się rozstać. Dziewczyny płakały. Przed szkołą czekali rodzice w samochodach, ale nawet ich zniecierpliwienie nie pomagało się rozstać. Jeden z uczniów zaproponował, by wziąć się za ręce i usiąść w kole. Siedzieli tak przez ponad godzinę i w ciszy, jakby chcieli przypieczętować to, co między nimi się wydarzyło.
„To były moje najpiękniejsze dni w szkole” – powiedziała Jarosławowi jedna z gimnazjalistek. Pięć dni z kilkuset… Weronika napisze do niego później, że praca nad spektaklem ocaliła jej życie. Wcześniej miała myśli samobójcze, raz nawet się cięła. Po spektaklu rozpoczęła terapię i jakoś dalej poszło: zaczęła studia, założyła rodzinę.
Na początku 2025 r. Centrum Psychoterapii Pokonaj Lęk zebrało dane z wielu źródeł, by opisać sytuację osób chorych psychicznie w Polsce, w tym młodych poniżej 18. roku życia.
Wśród nich prawie 30% deklarowało brak chęci do życia.
Jedna trzecia nie akceptowała swojego wyglądu i katowała się głodówkami, a połowa zadręczała „skrajnie niską samooceną”.
W 2023 r. liczba niepełnoletnich, którzy podjęli próbę samobójczą, przekroczyła 2100 (np. w 2017 było ich 730).
Co piąty (czyli niemal 23% badanych) przyznawał się do uzależnienia od nowych technologii.
13 lat i sześć miesięcy: to średnia wieku pierwszego kontaktu z alkoholem.
Bez supermocy
„Ona nie może prowadzić, bo jest uzależniona” – to nie jest kwestia ze spektaklu. Trzy nastolatki podążają Krakowskim Przedmieściem w Lublinie i mówią o koleżance. Chwilę wcześniej Figura wymija tacę z kieliszkami wiśniówki, którymi częstują za darmo jej producenci.
– Jak tu nie robić spektaklu o alkoholikach? – pyta retorycznie i od razu przypomina sobie kolejną historię.
Po spektaklu Jaki Taki, który wystawił w łódzkim teatrze lalkowym Arlekin, gdzie grał z zaprzyjaźnionym aktorem, zaleczonym alkoholikiem, jeden z młodych widzów oświadczył mu: „Moja matka musi to zobaczyć”. W przedstawieniu zauważył problem, o którym nie umiał z nią porozmawiać: pustkę emocjonalną, w jakiej znalazła się jego mama po odejściu męża alkoholika. Wypełniła ją, przelewając uczucia na syna. Ten nie mógł być dzieckiem ani nastolatkiem. Był od razu mężczyzną. Mężczyzną jej życia, który w jej przekonaniu swoje życie miał układać tylko z nią.
– Chciał, żeby jego mama zobaczyła, jaka jest, choć nie powinna. Skoro sztuka może skłonić ludzi do takich działań… – wzdycha Figura, mijając Collegium Norwidianum KUL, gdzie od października prowadzi w Katedrze Dramatu i Teatru zajęcia dla studentów historii sztuki. Na przykładzie dzieł Rembrandta, Caravaggia, ale i własnych spektakli uczy „Malowania światłem” oraz „Teatralnego czytania obrazu”. – Leszek Mądzik był mistrzem w operowaniu światłem – przyznaje Figura. – Niekiedy na granicy możliwości zauważenia efektów jego pracy przez ludzkie oczy. Ale też światło i dźwięk w jego spektaklach musiały unieść całą treść.
W magazynie Sceny Plastycznej KUL Figura patrzy na „truposzaki”, które obsypane piachem albo zbożem, grały w spektaklu Antygona.
– W moich spektaklach światło i muzyka są bardzo ważne – kontynuuje. – Ale słów też potrzebuję, choć nie mówię niczego, czego ludzie by nie wiedzieli. Alkohol jest zbyt łatwo dostępny i, jak każda trucizna, szkodliwy. Złe słowa potrafią zabić, a jedną z najważniejszych spraw w życiu jest pozyskanie bliskich sobie osób. Albo chociaż jednego człowieka. Wiemy to tak dobrze, że prawie tego nie zauważamy. Może po prostu musimy zobaczyć z boku, jak wygląda rodzina niszczona alkoholem? Albo zaszczuty człowiek? Takie możliwości daje właśnie teatr. Komu przyjdzie do głowy, że okazywanie człowiekowi nienawiści zamyka go w sobie jak w klatce?
Może o to tylko chodzi? Żeby zobaczyć? Uświadomić sobie, jak jest naprawdę: ze mną i hierarchią spraw w moim życiu. Bo przecież sztuka, a tym bardziej moje spektakle nie mają supermocy, po których widzowie – czy choćby moi aktorzy – zaczną np. dwa razy rzadziej sięgać po komórkę.
Przeżyć dzień w szkole
Uczniowie uderzają koleżankę laptopami z taką pasją, jakby wszystko działo się naprawdę. Laptopy są jednak tekturowe, a ich niechęć do Mai, nazywanej Hejtoklą, udawana na sceniczne potrzeby.
Nastolatka osłania się przed ciosami. Potem próbuje oswobodzić się z sieci, jaką ją oplotły czerwone nitki złych słów rzuconych przez ludzi z klasy i ich rodziców. Nic z tego. Jak sieć, to sieć – jej oczka, niczym pamięć przechowująca nienawistne słowa, trzymają ofiarę mocno. Hejtokla kołysze się więc w przód i w tył, powtarzając odwieczny rytm osób zaburzonych i opuszczonych. Wreszcie, niczym do klatki, zostaje wepchnięta pod biurko.
Przynajmniej raz w tygodniu 4% uczniów z 96 szkół ponadpodstawowych, które uczestniczyły w badaniu zorganizowanym m.in. przez Uniwersytet SWPS, staje się ofiarami bullyingu, jak nazwano różne formy przemocy rówieśniczej w raporcie opublikowanym wiosną 2025 r. Każdego dnia 656 młodych osób idzie więc do szkoły jak na ścięcie. Statystycznie jedna osoba w klasie, a siedem w każdej z przebadanych szkół może się zastanawiać, kto jej dzisiaj odpowie na „cześć”, a kto rzuci np. „Umiesz coś dzisiaj czy jesteś tak głupia jak wczoraj?”. Badacze zwracają uwagę, że bullying jest demokratyczny: pojawia się w szkołach publicznych, prywatnych i społecznych. To oznacza, że gdyby wyniki uzyskane przez uczonych przełożyć na ponad 6 tys. szkół ponadpodstawowych istniejących w Polsce, okazałoby się, że 70 tys. ich uczniów może być przynajmniej raz w tygodniu ofiarą przemocy stosowanej przez rówieśników.
„Co się stało z Mają?” – pyta nauczyciel ze sceny, bo prymuska z informatyki od kilku dni jest nieobecna w szkole. W tym czasie trwa obrzucanie się winą między uczniami i rodzicami, kto najbardziej poniewierał dziewczynką. Maja wreszcie pojawia się w szkole i mówi: „Wybaczam wam”. Otaczający ją ludzie odczepiają czerwone nitki złych słów. Na powrót stają się jej kolegami i koleżankami. Zaczynają ze sobą rozmawiać. Twarzą w twarz. Bez komórek i Fejsa.
Jarosław Figura aranżuje cud w finale każdego ze swoich terapeutyczno-artystycznych spektakli, bo w teatrze jest taka możliwość. W życiu bywa jednak czasami tak jak w podlubelskich Trawnikach, gdzie nastolatka rzuciła się pod pociąg zaszczuta uwagami na swój temat umieszczanymi na portalach społecznościowych.
– Na przedstawienie w Janowcu przyjechało kilkudziesięciu chłopców z zakładu poprawczego – opowiada Figura. – Gdy zaczęli wrzeszczeć do aktorek: „E, mała, pokaż nogi”, „A wiesz, co bym ci zrobił?…”, bałem się, że za chwilę położą mi spektakl. Po 10 minutach zapadła jednak cisza i tak już pozostało do końca. Chłopcy z poprawczaka okazali się – dla wielu wychowawców to nie jest odkrycie – wrażliwymi ludźmi, którzy pod powłoką gieroja kryli przeszłość zranionego dziecka: bitego, może niechcianego. Przypuszczam, że nikt im nigdy nie pokazał ładniejszego świata, a większość historii z ich życia miała tylko złe zakończenia. Dlaczego w moich spektaklach miałoby być tak samo?
Widzowie dostają więc cud przemiany i happy end. Aktorzy możliwość wykreowania innego świata, gdzie złe słowa można zebrać niczym nitki z ubrania, a życie pokiereszowane alkoholem zacząć jeszcze raz. Z kolei dla Jarosława Figury każdy spektakl to okazja do zrobienia czegoś dobrego, np. pokazania widzom i aktorom nowej ścieżki, którą mogą wybrać, jeśli chcą zmiany w życiu. Po spektaklu już wiedzą, że tak, jak jest, nie musi być zawsze.
Cytaty ze spektaklu Hejtokla podaję za reportażem Agnieszki Czyżewskiej-Jacquemet, zrealizowanym dla Polskiego Radia Lublin.
Reportaż kończy obecność cyklu, w którym od kwietnia 2020 r. autorka opisała 30 bohaterów i bohaterki „Drugiego planu” – ludzi szukających własnych recept na wielkie problemy współczesności: migracji, opieki nad osobami zależnymi, ochrony zasobów. Teksty – w tym reportaż o działalności Marcela Andino Veleza, organizującego opiekę nad osobami starszymi, który uhonorowano w 2024 r. I nagrodą w kategorii reportaż prasowy w Konkursie Literackim im. Jana Śpiewaka i Anny Kamieńskiej – są dostępne na stronie internetowej „Znaku”.