Jedną z zadziwiających konsekwencji ogłoszonego przez Francisa Fukuyamę w ostatnim dziesięcioleciu XX w. „końca historii” stała się atrofia przyszłości. Nie przyszłości jako ciągu zdarzeń, ale przyszłości jako wizji zmiany, oczekiwania na coś nowego, nadziei na lepszy świat. Jak bowiem można było marzyć o czymś lepszym, sprawiedliwszym, szczęśliwszym, gdy z naukową precyzją i ogromną siłą argumentacji udowodniono nam, że teraźniejszość będzie trwała już zawsze w tej formie, którą znamy, że czas przyszły jest niezmiennie dokonany, że każdy dzień będzie powtórzeniem wszystkich dotychczasowych dni? I nic tu nie zmienia fakt, że Fukuyamie chodziło o koniec sporu ideologicznego na temat formy organizacji politycznej ludzkich społeczeństw, a nie o to, że już nic nie miało się zdarzyć. Według niego demokracja liberalna oparta na wolnym rynku udowodniła swoją wyższość nad wszystkimi innymi projektami politycznymi, a w szczególności nad projektem komunistycznym. Promienne idee Róży Luksemburg, nadzieje pokoleń XIX-wiecznych rewolucjonistów utonęły w morzu krwi wylanej przez…
Filozof, psychoterapeuta, pracownik Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, gdzie kieruje Zespołem Filozofii Kultury; autor m.in. książki Prześniona rewolucja. Ćwiczenia z logiki historycznej (2014), za którą otrzymał nominację do Nagrody Literackiej „Nike”. Ostatnio wydał: Ekonomia to...