Subskrybuj
Redaktor miesięcznika "Znak", absolwent MISH UJ. Dr filozofii na podstawie pracy obronionej na Wydziale Filozoficznym UJ pt. "Bóg umarł. Dzieje i analiza pewnego filozoficznego wyroku śmierci"

Kiedy czujesz flow?

Godziny mijają jak minuty; znajdujemy się w stanie głębokiego, lecz niewymagającego wysiłku, zaangażowania, które usuwa z naszego umysłu zmartwienia codziennego życia. W trakcie tych czynności nie zastanawiamy się nad sobą

Jednym z żywszych i przyjemniejszych wspomnień z czasów szkoły podstawowej jest dla mnie wspomnienie tzw. SKS-ów z koszykówki. Zajęcia odbywały się w sobotę o 8.00 rano, ale to był ten jeden dzień, kiedy wczesne wstawanie nie stanowiło żadnego problemu. Starannie szykowałem sobie koszulkę i spodenki – najlepiej wkładane od razu pod dres, by nie tracić czasu na przebieranie. Gdy wuefista otwierał drzwi na salę, biegłem czym prędzej po piłkę i… zapominałem o Bożym świecie. Rzeczywistość kurczyła się do rozmiarów boiska. Spory wysiłek biegania tam i z powrotem przychodził zupełnie bez żadnych trudności – po prostu na sam koniec czułem, że jestem zlany potem. Udane akcje wracały później w myślach przed snem.

Grając dalej w kosza – na poziomie zupełnie amatorskim – zastanawiałem się, czym jest dla mnie to zajęcie. Odnalazłem je w pojęciu flow, przepływu, zaproponowanym przez nieżyjącego już amerykańskiego psychologa węgierskiego pochodzenia Mihálya Csíkszentmihályiego. Opisywał on w ten sposób „optymalne doświadczenia”, które ludzie znajdują w różnych przestrzeniach życia. Często właśnie w sporcie, a także w zabawie, tańcu, komponowaniu muzyki, majsterkowaniu albo rozwiązywaniu zadań matematycznych. Chodzi o czynności, w których przestajemy czuć upływ czasu – godziny mijają jak minuty; znajdujemy się w stanie głębokiego, lecz niewymagającego wysiłku, zaangażowania, które usuwa z naszego umysłu zmartwienia codziennego życia. W trakcie tych czynności nie zastanawiamy się nad sobą; zwykle mamy też do czynienia z jasno określonymi zadaniami, których realizacja jest w naszym zasięgu i które dzięki temu przynoszą nam bezpośrednią satysfakcję.

Csíkszentmihályi opisywał je jako działania, które lokują się między nudą a niepokojem – jeśli gramy w jakąś grę, to szanse na przepływ rosną, gdy nasz przeciwnik nie jest dla nas ani zbyt mocny, ani za słaby; gdy czujemy, że musimy być skoncentrowani, przy czym nie jesteśmy obezwładnieni jego przewagą. Wówczas możemy niejako zatopić się w działaniu.

Pięknie ten stan „przepływu” opisywał główny bohater filmu Billy Elliot, pochodzący z klasy robotniczej chłopiec zakochany w balecie. W kulminacyjnej scenie przesłuchania do Królewskiej Akademii Tańca, gdy Billy robi wrażenie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Chcę mieć serce spokojne