Historia myśli przekładowej jest tak trudna do wyłożenia, że zamiast pisać wstęp, rozsądek nakazuje odesłać osoby zainteresowane subtelnościami myśli translatologicznej do źródeł. Dajmy na to czwartego wydania antologii studiów nad przekładem pod redakcją Lawrence’a Venutiego – książki uchodzącej za intelektualnie seksowną, choć z uwagi na jej objętość mało poręczną. Zgromadzone w niej teksty to klasyka. Choć mogą się przydać, poszerzyć rozumienie przekładu nie jako zdrady oryginału, lecz jako twórczego dzieła, lustra, w którym odbijają się realia kultury docelowej – monologowałam, hobbystycznie wertując opasły tom – jakoś żaden z nich nie przewidział intrygi organizującej akcję Extinction of Irena Rey autorstwa Jennifer Croft!
Wymieranie Ireny Rey, bo tak brzmi tytuł w polszczyźnie Kai Gucio, to książka przedziwna. Wciskając pełen gaz groteski, amerykańska tłumaczka i wykładowczyni literatury opowiada o grupie tłumaczy.
Początkowo nie znamy ich z imienia, są skojarzeni z językami ich przekładów (jest więc Angielska, Francuska, Szwedzki itd.). W serii kuriozalnych perypetii próbują oni przetłumaczyć nieobecny oryginał. Spoiwem całości (oraz miejscem wydarzeń) jest ekosystem lasu pierwotnego, „oryginał” wśród lasów niepierwotnych. Tam właśnie, wśród grzybów, stanowiących „zjednoczoną i komunikującą się całość, tkaninę, w której znajdują się bobry, świerszcze i łosie”, zaczyna się metatekstowa gra. Czy stawką będzie w niej widzialność tłumaczy, a może, kto wie, nawet przejęcie autorstwa?
Zapytana w wywiadzie dla „The Paris Review” o początki jej drogi przekładowej, Croft opowiada o monolingwalnej Tulsie w stanie Oklahoma, skąd pochodzi. Natomiast jej doktorat, obroniony w 2013 r. na Northwestern University, wychodzi poza granice jednego języka. Croft pisze o motywie pojedynku w XX-wiecznej literaturze, m.in. o Borgesie i Gombrowiczu. Echo ich wpływu – by wspomnieć jedynie dekonstrukcję powieści detektywistycznej w Kosmosie (1965) – widzimy też w fikcyjnym świecie Wymierania Ireny Rey. O rzeczywistym więcej przeczytamy w pierwszej książce Croft – Homesick (2019), w Polsce znanej jako Odeszło, zostało (2021, tłum. Robert Sudół).
Do tej pory Croft wzbogaciła anglojęzyczny ekosystem przekładu dziełami autorów i autorek takich jak Sylvia Molloy, Federico Falco, Lucas Pereyra, Romina Paula, Pedro Mairal i Olga Tokarczuk. W 2018 r. z przyszłą noblistką dzieliła sukces międzynarodowego Bookera za Flights, przekład Biegunów. Poza tłumaczeniem z hiszpańskiego (w jego argentyńskiej odmianie), polskiego i ukraińskiego działa na rzecz zwiększenia widoczności przekładu (np. razem z Markiem Haddonem zainicjowała akcję #TranslatorsOnTheCover). Wśród zdobytych przez Croft stypendiów znajduje się to Guggenheima (2022), które wspiera powstanie Wymierania Ireny Rey. Od jej premiery w 2024 r. książka budzi entuzjazm na rynku amerykańskim, mniejszy natomiast na brytyjskim.
Jak być wiernym, kiedy nie ma komu?
„Wielbiliśmy Naszą Autorkę, a kiedy wysłała nam maila z informacją, że jej dzieło jest gotowe, odwołaliśmy nasze plany, spakowaliśmy walizki i polecieliśmy z naszych miast do Warszawy” – czytamy w pierwszym zdaniu. Bohaterami jest ośmioro tłumaczy: Emi, Alexis, Freddie, Chloe, Petra, Renata, Ostap, Schulz. Pociągiem do Hajnówki, następnie autobusem do Białowieży zmierzają do domu wielkiej polskiej pisarki – Ireny Rey. W nim z dala od presji rynku wydawniczego, „bez wpływu jakichkolwiek recenzji czy materiałów promocyjnych”, zamierzają pracować nad przekładem opus magnum – nowej książki pt. Szara eminencja.
Tłumacze uwielbiają swoją Autorkę, fantazjują na jej temat, dla dobra własnej i Ireny kariery mają nadzieję, że, jak pisze narratorka, „powstanie kiedyś Wielka Polska Powieść”. Zarówno na WhatsAppie, jak i w rzeczywistości tworzą grupę: „Team Irena”. Wierni „Naszej Pani Literackiej” pracują codziennie z wyjątkiem niedziel, przy 10-osobowym stole. Nie wolno im rozmawiać o pogodzie, jeść mięsa, pić alkoholu, tłumaczyć nieprzetłumaczalnego Leśmiana ani (do czasu skończenia przekładu) używać social mediów. Zjednoczeni w uwielbieniu tej, którą „porównywano z Żar-ptakiem, świetlistą, podobną do pawia istotą z prasłowiańskiego mitu”, stanowią świtę Ireny, a ich celem jest „podbicie ośmiu nowych krain w jej imieniu”.
Problem w tym, że nic nie idzie zgodnie z planem. Nie dość, że opus magnum nie jest ukończone (trzeba czekać, bo „Autorka nie pisała wstępnych wersji, a jedynie ostateczne, co przydawało jej pisarstwu powabnej chropowatości”), to już w pierwszym rozdziale „urodziwy niczym jeleń” Szwedzki zostaje ukąszony przez węża. Warto wspomnieć, że Szwedzki jest nowy, do teamu dołączył ze względu na „prestiż jego języka”, który stanowi „przepustkę do nieuniknionej Nagrody Nobla”. Repertuar dalszych tarapatów jest bogaty, lecz żaden terroryzujący nietoperz, grasujący łucznik ani nawet wizyta rywalki Ireny – Barbary Bonk („katowickiej wersji Karla Ovego Knausgårda”) – nie dorównuje dramatowi, który zaraz się wydarza. Irena Rey niespodziewanie znika. Dla tłumaczy to dotkliwa nieobecność. Bo jak tu tłumaczyć bez oryginału? Jak być wiernym, kiedy nie ma komu?
Już ten zarys oddaje absurd sytuacji. Z początku tłumacze trzymają pragnienia na wodzy, ale lada moment wszystko wymyka się spod kontroli. Pojawia się pizza z salami, zaczynają się romanse, granie w beer ponga, pojedynki na kupione w Dzień Świętego Wacława w parku miniatur plastikowe miecze czy pisanie eseju „autorstwa” Ireny. To ostatnie, lamentuje narratorka, to „najgorsze, co moglibyśmy zrobić jako jej tłumacze”. Oznacza przecież „splamieni[e] naszej profesji przez dobrowolną przemianę w zdrajców i zdrajczynie, o co część czytających od dawna nas podejrzewała”.
„To, co robimy, jest grzybnią”
Wrażenie, że książka jest wielkim przekładowym psikusem, wzmacnia gatunkowy miszmasz: od literackiego sitcomu po silva rerum. To ostatnie, z łaciny „las rzeczy”, cechuje tematyczna niejednorodność, wrażenie, że tekst zapisywany jest „na gorąco”, i mieszanie rejestrów wypowiedzi. Jednocześnie jest to też thriller z motywem kryzysu ekologicznego w tle, satyra o micie autorskiego geniuszu, komedia omyłek, „mockumentary” czy poioumena, rodzaj metafikcji, w której narracja skupia się na samym procesie powstawania narracji. Poza tekstem u Croft znajdziemy też zdjęcia w formie kilku postów narratorki opatrzonych hasztagami typu #grzyby, #szaraeminencja czy #preczzalexis.
Retorycznie twierdziłam, że teoria przekładu nie była przygotowana na intrygę Croft. Jest odwrotnie: bez teorii Croft nie miałaby intrygi. Ważnym punktem odniesienia jest postulat widzialności tłumacza i jego związek z etyką przekładu (Lawrence Venuti), koncept pseudoprzekładu jako szansy „importu” nowych rozwiązań formalnych (Gideon Toury) oraz dokonana w odniesieniu do frazy les belles infidèles dekonstrukcja kulturowo wdrukowanych genderowych przekonań o wierności przekładu wobec „męskiego” oryginału (Lori Chamberlain). Inne obecne konteksty tworzą temat miejsca przekładu w relacji centrum i peryferii (Itamar Ewen-Zohar) czy pytanie z nurtu badań nad ekoprzekładem i translacyjną ekologią: jak przekład może cyrkulować w dobie antropocenu (Archibald Joseph Cronin).
Ostatnio bywa też, że refleksja nad przekładem wychodzi z ram teorii czy eseistyki – i staje się osią fikcyjnych wydarzeń. Ów fascynujący, choć niszowy trend widzimy np. w debiutanckiej powieści Idry Novey Ways to Disappear (2016), w której słynna brazylijska pisarka znika, a zaintrygowana jej życiem tłumaczka stara się rozwikłać zagadkę. Innym przykładem w tym nurcie, który Ewa Rajewska nazwała w innym kontekście „transfikcjami”, jest bestsellerowy Babel (2022) Rebekki F. Kuang. To łotrzykowska opowieść o imperialnej władzy i fikcyjnej przekładowej rewolucji. Jak podsumowuje Kasia Szymańska – wykładowczyni przekładoznawstwa i autorka Translation Multiples (2024) – książka Croft „sytuuje się na mapie współczesnych powieści o tłumaczach i ich dziełach, wskazując na transformacyjną moc przekładu”.
Amerykańska autorka nie ogranicza się tylko do stricte przekładowych inspiracji. Jedną z nich jest też Suzanne Simard, autorka książki o poszukiwaniu matki drzew. Pisarka pożycza od niej epigraf: „tak oto przekuli swoją dwoistość na jednię i z tego zrodził się las”.
Jak podsumuje narratorka: „W ostatecznym rozrachunku to, co robimy, jest grzybnią. Jako tłumacze…