Kto ma nam więcej do powiedzenia na temat takich eskalacji zła jak masakra na wyspie Utoya czy niedawne strzelaniny w USA: filozof, psycholog, socjolog czy neurobiolog?
Wszyscy. Przypadki masowej agresji to tak złożone fenomeny, że każda ze wspomnianych profesji za pomocą własnych metod i sposobów analizy przyczynia się do stworzenia jak najbardziej wszechstronnego i całościowego obrazu tych zjawisk. Ze swojej strony będę jednak podkreślał, że ogromną rolę w dotarciu do wiedzy na ich temat gra może nawet nie tyle sama neurobiologia, ile neuropsychologia. Zarówno bowiem rzetelny psycholog, jak i socjolog powinien w swojej pracy uwzględniać ten dziś już chyba oczywisty fakt, że zachowania człowieka – także te zbiorowe – są związane z mechanizmami funkcjonowania jego mózgu.
A filozof?
Na temat przyczyn zła filozof ma dziś do powiedzenia najmniej. Filozofia nie jest nauką, gdyż jej tez nie da się eksperymentalnie obalić. Dane twierdzenie może uchodzić za naukowe tylko wtedy, gdy można sobie pomyśleć doświadczenie, które je potwierdzi lub zaneguje w jednoznaczny sposób. Filozofowie mają do odegrania ważną rolę o tyle, że umieją spojrzeć na problemy naukowe z szerszej, ogólniejszej perspektywy i próbują dokonywać pewnych syntez. Jest to potrzebne jako przeciwwaga dla drobiazgowego, nastawionego na szczegół podejścia naukowego. Naukowcy bowiem często bardzo zawężają swoje spojrzenie. Dla przeciętnego uczonego o wiele ciekawsze są zachowania szczura niż analiza wielkich katastrof. Miejsce filozofii widzę obok wybitnych dzieł literatury i sztuki, bez których bylibyśmy ubożsi w rozumieniu zła.
Do czasu gdy złem zajmowała się filozofia i religia, przynależało ono bezsprzecznie do jednych z najbardziej tajemniczych i…