Subskrybuj
Małgorzata Rejmer
Pisarka, reportażystka. Autorka powieści Toksymia (2009) oraz zbiorów reportaży Bukareszt. Kurz i krew (2013) i Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii (2018), za którą otrzymała Paszport „Polityki” i Nagrodę Kościelskich. Obecnie pracuje nad zbiorem...

Kim jest moje zwierzę

Dziuba jest kotem, bezdyskusyjnie. Ale czy Drops jest kotem? Jego mimika, uważność, rozedrganie i ciekawość świata tak bardzo przypominają mi mnie. Drops jest moim kocim lustrem

Czy jesteś pewna, że twój kot jest kotem? – zapytała mnie kiedyś przyjaciółka.

Popatrzyłyśmy na Dropsa siedzącego na stole między nami. Wyglądał jak kot, mruczał jak kot, lizał sobie łapę jak kot, a jednak nie byłam pewna.

Pojawienie się Dropsa w moim życiu to piękny przypadek – pojechałam do schroniska, żeby zaadoptować jego siostrę Dziubę, puchatego biało-rudego kotka, którego zobaczyłam na Instagramie Olgi Drendy. Jednak właścicielka schroniska na różne sposoby przekonywała mnie, żebym wzięłam parę. Siedziałam w sali pełnej małych kotków, jak w jakiejś dziecięcej fantazji, i rozważałam takie rozwiązanie. I wtedy zobaczyłam, że do transportera dla Dziuby wszedł inny kotek. Wszedł, wyszedł, wskoczył na górę, zeskoczył, znowu zniknął w środku, potarmosił kocyk.

Ale wariat. Żaden inny kot nie podszedł do transportera. A Drops, owszem, Drops był od małego ciekawski, nie bał się ryzyka, po prostu chciał poznać nowy obiekt w pomieszczeniu i nie myślał
o konsekwencjach. Jest taki jak ja, pomyślałam. I wróciłam do domu z dwoma kotkami.

Dropsem i Dziubą. Nadałam im imiona tego samego dnia, wystarczyło trochę na nie popatrzeć. Dziuba to właśnie taka Dziuba, ślamazarka, raczej niezdarna i powolna, ostrożna i stabilna. A Drops to sama słodycz, ale też tabletka ecstasy, środek na depresję, lek na szaleństwo. Po dwóch tygodniach nie było w domu mebla, który by nie miał śladów jego pazurów. W dziecięctwie uwielbiał wspinać się po drewnianych regałach z książkami, a potem zrzucać z góry wszystko, co dało się zrzucić, koniecznie w środku nocy.

A jednocześnie dużo bardziej niż Dziuba Drops od maleńkości potrzebował być w relacji ze mną i patrzył, patrzył. Obserwował, jak się czuję, czy wszystko jest w porządku i czy zamierzam go nakarmić. Jeśli widział, że płaczę, robił w tył zwrot i od razu szedł siknąć na łóżko. Nauczyłam się uważać w domu na swoje emocje, żeby nie obarczać nimi Dropsa. I nigdy nie zostawiać go samego na dłużej niż dobę, bo Drops bez człowieka po 24 godz. sika tam, gdzie jest miękko.

Jestem mu potrzebna do szczęścia, a on mi. Budzę się i leży na mnie Drops, siadam do biurka, a on mi się mości w ramionach, idę coś zjeść, a Drops już jest na stole, zasypiam, a on kładzie się między moimi nogami.

Dziuba inaczej egzekwuje bliskość, jej wystarczą jedna–dwie dłuższe sesje przytulania dziennie i tyle. A Drops potrzebuje być obok cały czas. Cieszy się, gdy do domu przychodzą ludzie, i zawsze przybiega, żeby się przywitać. Każdego gościa akceptuje od razu, uwielbia bycie w stadzie, wspólne siedzenie przy stole. A gdzie jest Dziuba? Dziuba czeka w ukryciu, aż wszyscy sobie pójdziecie. Kocham oba moje koty, ale…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Pułapki samorozwoju