Subskrybuj

Rzeczypospolita wszystkich ludzi

Aby zrozumieć moją wizję uprawiania historii i postawę metodologiczną, ich ewolucję oraz główną linię polemiki, zwłaszcza z ks. Arcybiskupem Józefem Życińskim, a po części także z o. Jackiem Salijem, muszę posłużyć się kilkoma zjawiskami , które pokazują, jak łatwo wpaść w sidła własnej wyobraźni i dalej dojść donikąd. Sięgnę więc nieprzypadkowo do historii zbrodni w Jedwabnem i wielkiej dyskusji publicznej, jaka towarzyszyła Polsce wraz z jej „odkrywaniem”.

Spróbuję też zatrzymać się nad postawami ludzi w sytuacjach ekstremalnych, czyli na naszym gruncie będą to postawy świadków epoki upływającej pod znakiem swastyki oraz sierpa i młota. Wszystko po to, by pokazać, jak bardzo bezradny może okazać się tradycyjny warsztat historyka (także politologa), jak bardzo iluzoryczne może być nasze „intuicyjne” i „racjonalne” pojmowanie procesu dziejowego, szczególnie, gdy wchodzimy w tzw. „trudną historię”, ”, tj. te wszystkie jej obszary, które cieszą się powszechnym zainteresowaniem społecznym, spolaryzowanymi stanowiskami badawczymi i podobnie zróżnicowanymi postawami ludzi mediów ( a za nimi społeczeństwa) a dotyczące sporu o pojmowanie kontrowersyjnego procesu historycznego, np. kwestii współpracy z SB w ogóle ,czy postawy Kościoła wobec eksterminacji Żydów itp. itd. Mój spór z Polemistami sprowadza się do radykalnie odmiennego pojmowania sensu naszej misji (zawodu) w sytuacji nie sprawdzania się tradycyjnej narracji historycznej. Jedynym wyznacznikiem, imperatywem moralnym działalności historyka (człowieka nauki), winno być dążenie do prawdy, „nawet wtedy gdy może ona być nieakceptowana przez nasze otoczenie i godzić w interesy jednostek lub całych środowisk” . Nie należy wątpić w słuszność takiego przekonania, także jeśli z różnych stron, czasami prześmiewczo, dobiegają połajania, że słów nie należy brać zbyt dosłownie. Również jeśli nawet słyszymy opinie, że podważanie „autorytetów” jest szkodliwe, chociaż trudno zrozumieć „szkodliwość” ujawniania prawdy o kimś/o czymś, kto/co niezasłużenie cieszy się społecznym szacunkiem, a jeszcze trudniej wypływającej z tej postawy wizji człowieka, jako bezwolnego nierozumnego „barana”, któremu wszystko trzeba podać na talerzu, bo inaczej niczego…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kościół po zawale