Nowy Rok oznacza nową nadzieję. Tak jak niedawno nowy rząd, a zawsze nowa praca, nowe mieszkanie, nowa miłość, nowe Cokolwiek. Jakże mogłoby być inaczej? Skończyło się właśnie to, co stare, zużyte i pełne uciążliwych wad, które znamy aż nadto dotkliwie. Nowe ledwie się zapowiedziało, jest jeszcze kuszącą obietnicą, księgą otwartą dopiero na pierwszej stronie, ufnością poranka. Cóż z tego, że doświadczenie i wiedza ostrzegają nas, że to nowe i jeszcze niespełnione wad będzie miało mniej więcej tyle samo, co stare i dobrze poznane? Wad nowych i nowych zagrożeń nie znamy, tylko te dawne znużyły nas aż nadto. Stąd nadzieja. Jak bez niej żyć? „Porankiem świata” – nazwał ją Seneka. Przecież gdyby nie ona, to z każdym brzaskiem witałyby nas wczorajsze upiory, a nie świeżość niezapisanej jeszcze karty. Może nadzieja bywa matką głupich, ale nade wszystko jest natchnieniem żyjących; niechaj więc żywi nie tracą nadziei!
Pisarz, publicysta, obieżyświat. Wydał między innymi powieść S.O.S., tomy esejów filozoficznych: Wołanie o sens oraz Paradygmat.