Subskrybuj
Foto de Wojciech Druszcz, flickr.com

„Wszystko mi jedno, muszę jechać”

Niezależnie od tego, ile trwa wyprawa, należy mieć przede wszystkim przekonanie, że podróżowanie jest tylko epizodem. Nawet jeżeli ten epizod ogarnia większość życia.

Krystyna Strączek: Pamięta Pan swoją pierwszą podróż?

Ryszard Kapuściński: Bardzo dobrze. Miałem wtedy siedem lat, wybuchła wojna. Byliśmy całą rodziną w Lubelskiem u mojego wujka, który pracował niedaleko Chełma. I postanowiliśmy od razu wrócić do domu, do Pińska. Chcieliśmy przejechać całą Polskę w trakcie pierwszych działań wojennych. Opisałem zresztą tę wędrówkę w Buszu po polsku. Właściwie od tego momentu, z pewnymi przerwami, jestem w podróży. Ponad pół wieku.

Już mając dwanaście czy trzynaście lat, wybrałem się na wyprawę razem z kolegą, Stasiem Obojskim. Podróżowaliśmy wagonami bydlęcymi, w ogromnym tłumie ludzi z tobołami, którzy przemieszczali się a to ze wschodu na zachód, a to z centralnej Polski na północ. Wtedy dużo dzieci, „bezprizornych”, podróżowało bez rodziców. Całe rodziny były pogubione, porozrzucane. I my, dwóch małych chłopców, nie budziliśmy żadnej sensacji.

Nie bał się Pan tak podróżować?Ciekawość zawsze była silniejsza. Najpierw wybraliśmy się do Wrocławia, żeby zobaczyć zgliszcza powojenne, potem do Gdańska,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką