Ekologia powoli staje się świecką religią naszych czasów. Może i dobrze, bo jakaż inna siła niż ludzka świadomość potrafi choć trochę powściągnąć rozbuchany przemysł produkujący coraz potężniejsze góry zanieczyszczeń, przekształcający coraz to nowe obszary kwitnącej dotąd przyrody w zatrutą pustynię? Jednak ona – będąc dzieckiem rozumu – nie godzi się ze swym pochodzeniem i granicami, krok za krokiem wślizgując się na grząski grunt wiary i metafizyki. Twardzi racjonaliści ufający, że – ich zdaniem – te przeżytki strachu i ignorancji będą się kurczyć i znikać w miarę postępów rozumnej wiedzy, otrzymują kolejny dowód, iż jest przeciwnie, że wiara (czasem nawet wiara w cokolwiek przynoszącego nadzieję) jest jedną z ważniejszych potrzeb ludzkiego umysłu. Trafnie, choć zapewne w sposób zupełnie niezamierzony, pokazuje to modny ostatnio film Avatar, gdzie ekologiczną utopią planety…
Pisarz, publicysta, obieżyświat. Wydał między innymi powieść S.O.S., tomy esejów filozoficznych: Wołanie o sens oraz Paradygmat.