Dlaczego tak wiele pojęć finansowych gości w naszym codziennym języku? Mówi się często i w różnych kontekstach o cenie, długu, odkupieniu…
Finansowe źródło tych terminów jest pozorne. W istocie to dowód na ciągłość i żywotność najstarszych doświadczeń ułomności i braku, jakimi obciążone jest nasze istnienie i wszystko, co robimy. Obecnie przedstawia się to w innym przebraniu, ale są to pojęcia – zabrzmi to może paradoksalnie – zawierające intuicje metafizyczne. Dzisiaj występują one po prostu w kostiumie związanym ściśle z centralnym rdzeniem naszej cywilizacji – mechanizmami wymiany, rynku i ekonomii.
O jaką metafizykę chodzić może np. w długu? Pole semantyczne długu wiąże się – a niejednokrotnie nawet pokrywa – ze znaczeniem innych słów, takich jak: wina, powinność, obowiązek, grzech, błąd, pomyłka. Ich wspólnym i nadrzędnym mianownikiem jest, moim zdaniem, poczucie fundamentalnego braku leżącego u podstaw całego ludzkiego…