Kilka zdań, dalej już dam radę. Szybkim trikiem oszczędzę sobie czasochłonnych i męczących zmagań z pustą kartką. Wystarczy krótkie polecenie: „Napisz wstęp do eseju o kreatywności i sztucznej inteligencji”, a ChatGPT posłusznie nawlecze nić, żebym mógł ciągnąć wątek.
„Jedną z najbardziej satysfakcjonujących rzeczy jest sukces, jaki odnieśli ludzie używający go jako kreatywnego narzędzia, aby przezwyciężyć problem pustej kartki” – zachwalał GPT-4 Sam Altman, szef OpenAI, w podcaście Greymatter. Nie on jedyny w branży sztucznej inteligencji (SI) przyciąga konsumentów obietnicą leku na męki twórcze. W jednej ze swoich reklam Google pokazuje, jak SI odmieni codzienną pracę biurową. Napisze maila na podstawie wcześniejszych konwersacji. Wygeneruje szkic prezentacji. Stworzy osobiste zaproszenia na spotkanie dla członków zespołu, by dać im złudne poczucie przyjacielskiej relacji.
Brzmi dobrze? „Czy jesteś podekscytowany tym, że twoi współpracownicy staną się bardziej gadatliwi, zamieniając każde »Brzmi dobrze« w trzyakapitowy list?” – ironizował John Herrman w tekście The Nightmare of AI-Powered Gmail Has Arrived (Nadszedł koszmar zasilanego SI Gmaila) z „New York Magazine”. Korporacyjne narracje o twórczym potencjale sztucznej inteligencji więcej mówią o wadach współczesnego podejścia do kreatywności niż o zaletach…