Przez 50 lat mojej kariery akademickiej opierałem się z powodzeniem licznym, nasilającym się z czasem zachętom, namowom i ponagleniom do napisania wyczerpującej i ścisłej relacji z mojej socjologicznej marszruty, objaśniającej jej zawiłości, ukryte cele i wewnętrzną logikę (jeśli takowa istniała). Miałem wiele powodów, by oprzeć się tym naciskom, a pewne szczególne okoliczności życiowe ułatwiły mi to zadanie. Podejrzewałem zawsze (i podejrzewam nadal), iż większość tego typu „autobiograficznych” rozprawek zmienia się w autopromocję albo w samochwalstwo, a żadna z tych form wypowiedzi nie wzbudzała nigdy mojej szczególnej sympatii. Jako socjolog potrafiłem zrozumieć, dlaczego pisze się takie teksty i dlaczego niektóre z nich są namiętnie czytane, lecz to, że rozumiemy mechanizm jakiejś słabości, nie musi oznaczać, że ją akceptujemy ani że mamy ochotę jej ulegać. To prawda, że nie musiałem nigdy wstępować na barykady, by bronić tego przekonania. W odróżnieniu od większości kolegów i koleżanek nie byłem też nigdy zmuszony przez twarde realia akademickiej kariery do złamania przyjętej zasady. Tak się złożyło, że tylko raz kazano mi napisać podanie o pracę: w 1953 r., kiedy starałem się o posadę asystenta na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego. Nie musiałem nigdy „sprzedawać” swoich usług i przypochlebiać się ich potencjalnym nabywcom za pomocą zgrabnie skomponowanej opowieści o moich szlachetnych intencjach oraz faktycznych lub rzekomych osiągnięciach. Nie nabyłem też nigdy umiejętności wymyślania / pisania takich elaboratów, a dzięki temu łatwiej mogłem powstrzymać się od robienia czegoś, czego i tak robić…
Polski socjolog, filozof, eseista, jeden z twórców koncepcji postmodernizmu; przez wiele lat pełnił funkcję kierownika Katedry Socjologii na University of Leeds. Laureat Nagrody im. Theodora W. Adorno i Nagrody Księcia Asturii w dziedzinie komunikacji i...