Mucha była przedstawicielką pokolenia polskich kundli z lat 90. Kundli, którym nadawano imiona typu Żaba czy Reksio, a w bardziej dystyngowanych wersjach: Sara albo Dżeki. Była psem o krótkich łapach, ogromnym łbie i zakręconym ogonie. Nieproporcjonalnym, dziwacznym, z szorstką, mało szlachetną sierścią, która kłuła w twarz. Ja i moja rodzina kochaliśmy Muchę. Dlatego dawaliśmy jej dojeść ziemniaki z sosem po obiedzie, nigdy nie szorowaliśmy jej zębów (nie znosiła zaglądania do pyska) i pozwoliliśmy jej roztyć się na starość, zamiast ją ganiać na forsowne spacery.
Gdyby Mucha żyła dzisiaj, jej życie byłoby całkiem inne. Z całą pewnością nie dostawałaby ludzkiego jedzenia, bo wiadomo, że ono psu szkodzi. Miałaby czyste, zdrowe zęby, a aktywność fizyczna byłaby codziennym rytuałem, który budowałby więź oraz zapobiegał otyłości – groźnej przyczynie chorób metabolicznych i chorób układu krążenia.
W…