Zastanawiając się nad współczesną ilustracją dla dzieci, warto zacząć od przeszłości i wspomnieć, co kształtowało ludzi, którzy dziś są już dorośli. Jakie są Pani doświadczenia z ilustracją sprzed lat?
Wychowywałam się w latach 80. i 90. w małym miasteczku na Lubelszczyźnie. Dostęp do książek nie był tak oczywisty jak obecnie. Biblioteki nie były dobrze zaopatrzone, nie wspominając o księgarniach.
Na szczęście moja mama uwielbiała książki i nigdy nie brakowało ich w naszym domu. Jej zainteresowanie malarstwem przenosiło się na regały, więc na moich półkach dominowały głównie albumy oraz biografie malarzy. Przekrój tematów był naprawdę duży – od malarstwa polskiego przez klasyków światowych po albumy w języku rosyjskim, kupowane od Rosjan na cotygodniowych targowiskach. Uważam, że to właśnie te książki ukształtowały moją wrażliwość artystyczną.
Nie brakowało też u nas w domu książek dla dzieci – część z nich była opracowana wizualnie przez wspaniałych twórców – szczególnie wspominam Kajtusia Czarodziejaz ilustracjami Gabriela Rechowicza, baśnie Andersena ilustrowane przez Jana…