Pierwsze tygodnie lockdownu, ogłoszonego w marcu 2020 r., wspominam jak przez mgłę, za to doskonale pamiętam książki, po które wówczas sięgnęłam, żeby choć na chwilę przestawić umysł na tory inne niż niepokój i niepewność. Pierwszą z nich była powieść Ottessy Moshfegh Mój rok relaksu i odpoczynku. Choć tytuł mija się z prawdą – bohaterka nie relaksuje się, lecz próbuje za pomocą środków nasennych i antydepresantów ukoić i wygłuszyć żal oraz żałobę po śmierci rodziców, co chwila zapadając w sen – oniryczna narracja okazała się tak wciągająca, że na chwilę pozwoliła rzeczywiście odsunąć na bok ponure pandemiczne myśli. Tytuł drugiej książki, poleconej przez znajomego, nie obiecywał nic…
Dziennikarka i redaktorka. Sekretarzyni redakcji „Pisma. Magazynu opinii”