„Jutro to dziś – tyle że jutro” – ogłosił Sławomir Mrożek, ostatecznie określając istotę przepowiedni i proroctw, zwłaszcza tych dotyczących przyszłości. Wszelkie utopie i antyutopie mówią wyłącznie o czasach, w których są głoszone, a nie o przyszłości. Jej bowiem nikt nie zna, co oczywiście w żaden sposób nie wpływa na popularność dywagacji o niej.
Inwazja jaszczurów jest jedną z książek – obok Roku 1984, Wojny światów i Nowego wspaniałego świata – uznawanych za najznakomitsze przykłady antyutopijnej wizji ludzkości. Rzekomo zrealizowała się ona kilka lat po wydaniu powieści w postaci wywołanej przez faszystowskie Niemcy wojny i chwilowego ich triumfu. Co ciekawe, jej autor Karel Čapek bronił się przed traktowaniem książki jako „utopii”, mówiąc w audycji radiowej: „To nie utopia – to dzień dzisiejszy. To nie jakaś spekulacja na temat tego, co będzie, ale odzwierciedlenie tego, co jest i wśród czego żyjemy”. Nikt go nie słuchał.
Dzisiaj też nikt nie słucha zapewnień Čapka, że nie chodzi o przyszłość, tylko o teraz, choć jest szansa, że ktoś go przeczyta, bo niespodziewanie ukazało się właśnie nowe wydanie Inwazji jaszczurów z genialnymi ilustracjami enerdowskiego artysty Hansa Tichy w oryginalnym (choć „przejrzanym i poprawionym”, jak czytamy w nocie redakcyjnej) przekładzie Jadwigi Bułakowskiej z 1949 r. Wydawnictwo Dwie Siostry stworzyło dzieło edytorskie, które do historii opowiedzianej przez tekst Čapka i ilustracji Tichy dodaje wymiar fizycznej przyjemności obcowania z książką, co w naszym cyfrowym świecie bywa rzadką atrakcją dla czytelnika.
Niewinne człekokształtne istoty odkryte przez czeskiego kapitana van Tocha zostają zniewolone przez człowieka. Najpierw wykorzystane w roli taniej siły roboczej – do poszukiwania pereł – następnie do budowy mostów i falochronów, osuszania nowych lądów. Jako że posiadają dar mowy i umiejętność posługiwania się narzędziami, stają się idealnymi wykonawcami woli ludzi, którzy dzielą je na kategorie, próbują uczłowieczyć, wymyślają dla nich szkoły, rozrywki, a nawet religię. Z żądzy zysku, bo Płazy okazują się znakomitymi narzędziami do mnożenia ludzkiego bogactwa.
Jaszczury potulnie wykonują wolę ludzi – do czasu.
Na Ziemi nie ma miejsca dla dwóch inteligentnych gatunków, zwłaszcza kiedy ten drugi osiąga liczebność 20 mld sztuk. Dochodzi do pierwszych starć Płazów z ludźmi, Jaszczury zatapiają coraz więcej lądów, atakują brytyjską flotę, chcą oderwać od Francji jej południowe wybrzeże. Nauczone wykorzystywać kontakt z człowiekiem d0 swoich interesów, wynajmują najlepszych prawników do negocjacji z ludźmi i nie wahają się użyć w nich perswazji, gróźb i zastraszania. „Zdecydowaliście się rozmieścić nas po całym świecie, więc teraz nas macie – mówi Chief-Salamander. – Będziecie dostarczać nam materiałów wybuchowych. Będziecie nam dostarczać torped. (…) Bez waszej pomocy nie moglibyśmy zburzyć starych lądów. (…) Będziecie pracować wraz z nami nad zburzeniem waszego świata. Dziękujemy wam”.
###banner###
Zalewają coraz więcej lądów, na których mieszkają ludzie, wreszcie wielka czarna głowa wyłania się z Wełtawy naprzeciw Teatru Narodowego. I to koniec: co kiedyś było niewinnością, dziś jest wcieleniem zła i przemocy. Kontakt z ludźmi daje Płazom niebywałą moc ewolucyjną, bo nie dość, że szybko się uczą, to prześcigają swoich dawnych panów liczebnością i zmyślnością. A tym pozostaje tylko jedna nadzieja: że uda się Płazy skłócić między sobą, tak by wymordowały się nawzajem, podobnie jak ludzie mają to w zwyczaju od pokoleń:
„– Więc hasło brzmi: »Lemuria dla Lemurów! Precz z cudzoziemcami!«. No i tym podobne. Pomiędzy Atlantami i Lemurami pogłębia się przepaść nieufności i odwiecznej nienawiści. Nienawiści na śmierć i życie.
– Czyli po prostu zmieniają się w narody.
– A tak. Atlantowie gardzą Lemurami, nazywając ich brudnymi dzikusami. Lemurowie zaś fanatycznie nienawidzą Płazów atlantyckich; twierdzą, że to imperialiści, szatany Zachodu, zdrajcy dawnego, czystego rdzennego rodu Płazów”.
Czy Čapek przewidział sprzeczności globalizacji, odbudowę potęgi Chin odbierającej Zachodowi jego technologiczne narzędzia, które po wielekroć udoskonaliły? Czy rozpoznał stopniową degrengoladę Zachodu rozdartego między prymitywną chciwością a tęsknotą za bezgrzeszną niewinnością? Czy dostrzegł matnię, w jaką wpędziła się ludzkość, drążąc sprzeczności między państwami narodowymi i idealistycznym uniwersalizmem? Czy znów mamy czytać jego powieść jako satyrę antyfaszystowską, krytykę imperializmu i kolonializmu, dehumanizowanej wersji kapitalizmu i hipokryzji elit?
Można i tak, ale nie warto redukować tej książki do sprytnej antyutopijnej alegorii. Jak każdy wielki pisarz Čapek oglądał znany sobie świat i opisywał, co widzi. Uprawiał literaturę, która troszczy się o rzeczywistość. Inne pisanie go nie interesowało. W formie komicznej powieści gatunku science-fiction opowiedział wyłącznie o ludziach, których znał, bo inni nie są dostępni ani jemu, ani nam, czytelnikom.
Z książki Čapka wyłania się jednak pytanie: czy tylko taki świat jest możliwy? Czy historia musi być nieskończonym ciągiem tych samych błędów powtarzanych przez ludzi w kolejnych wcieleniach?
„Nie mogę wprawdzie odwrócić groźby, która zawisła nad ludzką cywilizacją, ale nie mogę też jej nie dostrzegać i nie myśleć o niej prawie bez przerwy” – mówił Karel Čapek. Z tego niepokoju i z pytania o to, co by było, gdyby to nie ludzie, ale jakiś inny gatunek stworzył cywilizację, zrodziła się ta książka. „Jak patrzylibyśmy na przykład na imperializm jaszczurów, na nacjonalizm termitów, na ekspansję gospodarczą mew albo śledzi?
Naprawdę śmieszne nie jest to, że Čapek zadawał takie pytania, ale że dziś stawiamy je na nowo już zupełnie niemetaforycznie. Historia o zdominowaniu świata przez człekokształtne istoty, które niszczą rodzaj ludzki przy jego współudziale, to przecież historia o nas samych powtarzana z pokolenia na pokolenie – z nadzieją każdego kolejnego, że tym razem wynik będzie odmienny.
Bo przecież Jaszczury to ludzie, tylko że Jaszczury.
Karel Čapek
tłum. Jadwiga Bułakowska,
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2021, s. 334