Kwadratowa, więc ławki poustawiano inaczej niż w pozostałych gabinetach. Było też pianino. A jednak mieściliśmy się wszyscy. Cała biologiczno-chemiczna klasa. Wszystkie klasy miały tam lekcje wychowania muzycznego, a nasza dodatkowo jeszcze łacinę. Dwa przedmioty zepchnięte na koniec szkolnego korytarza do najmniejszej sali. Salki właściwie. Prawie parafialnej. Z tą różnicą, że szczególnej nabożności tam nie było, natomiast często było rozrywkowo: Krzysiek grywał na pianinie, rzadziej na skrzypcach, czasem ktoś przyniósł gitarę, raz Tomek, raz ja i graliśmy, zdarzało się, że słuchaliśmy płyt i śpiewaliśmy różne takie, zadane przez nauczycielkę lub z własnych odkryć, pozaprogramowych. Popularny był oczywiście Dylan, a także duet Simon & Garfunkel, i w ogóle muzyka zwana „zachodnią” i odkrywana za sprawą Radia Luxembourg, nasłuchiwanego namiętnie nocą, bo wtedy mniej trzeszczało, i znana dzięki przywożonym z zagranicy winylom oraz amerykańskim filmom, które akurat w latach 70. w większej liczbie zaczęły trafiać do kin i…
Tłumacz, poeta, profesor związany z Uniwersytetem im. A. Mickiewicza w Poznaniu oraz Stellenbosch University (RPA). W badaniach zajmuje się historiografią literacką, transferem kulturowym i recepcją przekładu literackiego. Tłumaczy z języka niderlandzkiego, afrikaans i niemieckiego. Za twórczość przekładową otrzymał Nagrodę im. Martinusa...