Nazwiska czołowych literatów z afrykańskiej części świata postkolonialnego – w przeciwieństwie choćby do pisarzy iberoamerykańskich – nadal dla większości Polaków brzmią egzotycznie. Nawet bukmacherzy typujący potencjalnych laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie literatury z trudnością wymawiają nazwisko Kenijczyka Ngũgĩego wa Thiong’o, który od lat umieszczany jest w gronie faworytów do zdobycia wyróżnienia.
Wyzwania dla tłumaczy
Brak zainteresowania pisarzami afrykańskimi w naszym kraju ma kilka przyczyn. Najistotniejszymi, poza generalnie niskim poziomem czytelnictwa, wydają się: ryzyko finansowe towarzyszące promowaniu nieznanych autorów oraz konieczność korzystania z usług redaktorów merytorycznych, którzy potrafią wychwycić niuanse językowe charakterystyczne dla pozaeuropejskich uniwersów kulturowych. Co więcej, mimo że w Polsce znaleźć można specjalistów od języków afrykańskich, wydawcy ograniczają się do przekładów literatury powstającej w językach europejskich (głównie angielskim i francuskim, rzadziej portugalskim). Nieliczne tłumaczenia krótkich tekstów z amharskiego, hausa czy suahili – a zatem z trzech języków rdzennych, mających najwięcej użytkowników na południe od Sahary – ukazywały się głównie na łamach naukowych, niskonakładowych periodyków pokroju „Przeglądu Orientalistycznego”. Afrykę szerokim łukiem omijają również czasopisma literaturoznawcze – wyjątkiem jest „Literatura na Świecie”, która konsekwentnie, raz na kilka lat, przybliża polskim czytelnikom pozaeuropejskich pisarzy i poetów.
Największa dynamika rynku wydawniczego w obszarze translacji literatur afrykańskich przypadła na ostatnie dekady ubiegłego wieku. Ukazało się wówczas kilkadziesiąt tłumaczeń powieści pisanych w języku angielskim (m.in. Chinui Achebea, Wolea Soyinki, Amosa Tutuoli, Cypriana Ekwensiego, Meji Mwangi) i francuskim (np. Ahmadou Kouroumy, Monga Betiego, Camary Laye, Ousmane’a Sembène’a). Sporą popularnością cieszyły się tzw. bajki murzyńskie – co tłumaczyć można obecnością Murzynka Bambo w kanonie lektur szkolnych czy, patrząc szerzej, trwałością stereotypów infantylizujących mieszkańców Czarnego Lądu oraz redukujących dorobek kultur etnicznych do folkloru baśni i legend. Dzisiaj większość z tych publikacji znaleźć można na platformach e-handlowych w cenie kilku złotych; z bibliotek publicznych – z racji na bliskie zeru zainteresowanie ze strony wypożyczających – są one coraz częściej wycofywane.
Noblowski katalizator
Wiek XXI w minimalnym stopniu poprawił tę sytuację. Afrykańscy pisarze nadal tłumaczeni są z języków europejskich, i to przez nieliczne oficyny. Prym wśród nich wiodą wydawnictwa relatywnie młode, poszukujące nowych czytelników – np. Karakter (w którym w latach 2008–2016 ukazało się aż sześć powieści Kongijczyka Alaina Mabanckou) i Cyranka (Najskrytsza pamięć ludzi Mohameda Mbougara Sarra oraz Bratnia dusza Davida Diopa). Większe oficyny, długofalowo szacujące ryzyko finansowe, decydują się na przekłady książek napisanych przez autorów, którzy uzyskali rozgłos na Zachodzie (np. tłumaczenia powieści Chigoziego Obiomy w Wydawnictwie Literackim i Albatrosie w latach 2016–2020).
Przełamaniu zachowawczej polityki większości domów wydawniczych sprzyja uzyskanie przez pozaeuropejskiego pisarza prestiżowej nagrody, zwłaszcza Nobla, w dziedzinie literatury. Dzięki wyróżnieniom tym polscy czytelnicy poznali twórczość kilku pisarzy afrykańskich, aczkolwiek – co warte podkreślenia – nie są to przedstawiciele tzw. Afryki Czarnej.
W księgarniach stosunkowo łatwo znaleźć można powieści Egipcjanina Nadżiba Mahfuza (literacki Nobel w 1988 r.) oraz trójki Południowoafrykanów: Nadine Gordimer (1991), Johna Maxwella Coetzeego (2003) i Doris Lessing (2007) (pochodzący z Nigerii Wole Soyinka wydany był w Polsce jeszcze przed uzyskaniem Nagrody Nobla w 1986 r. – przyznanie lauru nie skłoniło jednak wydawców do kolejnych tłumaczeń jego utworów). Książki Południowoafrykanów doczekały się w Polsce wznowień. Czy szansę na taki sukces ma najnowszy z noblistów z tego kontynentu Abdulrazak Gurnah?
Pisarz uchodźca
Gurnah urodził się w 1948 r. w Sułtanacie Zanzibaru. Pochodzi z rodziny arabskich migrantów z Jemenu. Po obaleniu sułtana i połączeniu Tanganiki z Zanzibarem zdecydował się – podobnie jak kilkadziesiąt tysięcy osób o arabskich korzeniach – na migrację. Wybrał Wielką Brytanię. Od 1985 r. wykładał literaturę angielską oraz postkolonialną na Kent University. Literacką Nagrodę Nobla w 2021 r. przyznano mu „za bezkompromisową i pełną współczucia eksplorację skutków kolonializmu, a także losu uchodźcy w przepaści między kulturami i kontynentami”.
Gurnah jest autorem 10 powieści. Niedawno ukazał się przekład najnowszej z nich – Afterlives (2020). To kilkupokoleniowa saga osadzona na terenie dzisiejszej Tanzanii w XX w. Realia te są słabo znane polskim czytelnikom. Opowieści Gurnaha o antykolonialnych irredentach (bunt Busziriego, rewolta Hehe, powstanie Maji-Maji) czy funkcjonowaniu niemieckich jednostek Schutztruppe (złożonych z autochtonów) mogą zaintrygować tylko nielicznych czytelników, zapewne pasjonatów dziejów politycznych Afryki. Bardziej uniwersalistyczny wydźwięk zyskują stałe w twórczości pisarza wątki emigracji, dylematów wielokulturowości oraz negocjowania identyfikacji społecznej.
Główni bohaterowie Afterlives: Ilyas, Afiya, Khalifa i Hamza, zostali naznaczeni piętnem przemocy – kolonialnej, rasowej, a także etnicznej i domowej. Są, jak stwierdzono w książce, ludźmi „w stanie zawieszenia, wykorzenionymi, (…) rozdartymi między nakazem dominacji a wewnętrznym pragnieniem, by nieść pomoc”. Gurnah pokazuje ich upór w przepracowaniu traumy postkolonialnej oraz determinację w odbudowaniu relacji: rodzinnych, społecznych i politycznych. Afterlives stanowi hołd dla Afrykanów, którzy zdołali przezwyciężyć kolonialną ksenofobię rozbijającą lokalne wspólnoty i stworzyć w jej miejsce nowoczesną tożsamość obywatelską.
Dla polskiego czytelnika oryginalne może wydać się również powiązanie ludobójstwa dokonywanego przez Niemców epoki bismarckowskiej w Afryce i późniejszych zbrodni hitlerowskich w Europie. Uwagę przykuwa także zakończenie powieści, gdy jeden z jej bohaterów rekonstruuje trajektorię migracji swego wuja z niemieckiej Afryki Wschodniej do Republiki Weimarskiej oraz jego tragiczne losy w okresie triumfu nazizmu.
Tytuł ostatniej powieści Gurnaha został przełożony jako Powróceni. Angielski zwrot afterlives oznacza także „późniejsze życia, wieczność, życie pozagrobowe”. Należy żywić nadzieję, że proza Tanzańczyka zyska owe „późniejsze życia” i uznanie stałej publiczności literackiej nad Wisłą. Zważywszy na ugruntowane tendencje czytelnicze Polaków oraz zachowawczą politykę wydawnictw, jest to jednak mało prawdopodobne.
Abdulrazak Gurnah Powróceni tłum. Krzysztof Majer, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2022, s. 399