Subskrybuj
Ilustracja Sylwii Krachulec z książki Wojciecha Bonowicza „Historie na każdą godzinę”
Redaktorka miesięcznika „Znak”, recenzentka, absolwentka krytyki literackiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Opiekunka rubryki "Wśród możliwości"

Praktyka serca i umysłu

W <i>Historiach na każdą godzinę</i> obserwujemy „ja” wyciszone, które bacznie przygląda się rzeczywistości i wyłapuje z niej okruchy w danym momencie wydające się warte uwiecznienia.

Jest w najnowszej książce Wojciecha Bonowicza miniatura, która bardzo dobrze objaśnia, jaki sposób doświadczania rzeczywistości proponuje nam autor. Pokazuje ona młodego mężczyznę, który siedzi na murku przed urzędem i wpatruje się w coś, „co ukrywa pod powiekami”. Ma zamknięte oczy, nie rozgląda się, jedynie lekko kołysze. Wokół niego skaczą wróble, które w pewnym momencie, spłoszone przez przypadkowego przechodnia, zrywają się z ziemi i zasiadają na pobliskim drzewie. Wtedy mężczyzna otwiera oczy i spogląda w stronę ptaków, uśmiecha się, sięga po kartkę papieru do kieszeni. Zapisuje na niej zdanie: „Dziękuję wam, wróble, że pokazałyście mi drzewo. Gdyby nie wy, nie zwróciłbym na nie uwagi”. Miniatura nosi tytuł Okruchy i bardzo dobrze oddaje kluczowy dla uważności ruch: od zejścia w głąb siebie i przyglądania się własnym stanom do wyciszenia „ja”, by dzięki dobroci i współczuciu w lepszej ostrości dostrzegać świat.

Bonowicz zbiorem 24 historii pisanych, jak mówi tytuł, „na każdą godzinę” przypomina, o co tak naprawdę chodzi w postawie uważności. Łatwo o tym zapomnieć, gdy z każdej strony zalewają nas poradniki, które często podpowiadają jedynie, jak dbać czy troszczyć się o siebie, być wobec siebie czułym lub odkryć swoje wewnętrzne dziecko. Istotę sprawy spłaszcza też angielski termin mindfulness, który kładzie nacisk na przytomność umysłu. Tymczasem w językach źródłowych Dalekiego Wschodu, o czym w numerze „Znaku” Ćwiczenia z uważności mówił Paweł Holas, uważność przedstawiana jest w ideogramach pod postacią dwóch elementów: umysłu i serca. O nich nie zapomina Bonowicz.

W Historiach na każdą godzinę obserwujemy więc „ja” wyciszone, które bacznie przygląda się rzeczywistości i wyłapuje z niej okruchy w danym momencie wydające się warte uwiecznienia. Gdy czytałam te krótkie opowieści, przypomniałam sobie o Oknach Anny Arno, gdzie autorka pisała: „Dobrze mieć okna, bez okien człowiek wariuje, widzi tylko to, co ma w sobie, co zobaczył przedtem, co się zapisało w pamięci”. Bonowicz, w  przeciwieństwie do biografki Celana, jest jednak obserwatorem w ciągłym ruchu, który potrafi się zatrzymać, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Nie tylko spogląda przez okna swojego mieszkania, ale też przystaje na chwilę w parku, na dworcu, w pociągu, tramwaju, nad morzem, za miastem czy na wsi. Pokazuje, że nasze wewnętrzne okna możemy otwierać właściwie w  każdym miejscu i  w  każdym momencie.

Autor niczym dziecko dziwi się temu, co najprostsze. Bohaterami jego tekstów nie są tylko ludzie, ale też zwierzęta i przyroda nieożywiona. Bonowicz pamięta o tym, że aby zejść głęboko, w samą tkankę codzienności, potrzeba pokory, która przypomina, że stanowimy tylko jeden z elementów wielkiej układanki, jaką jest wszechświat.

O tym mówi inicjujący zbiór utwór zatytułowany Ćwiczenie. Autor proponuje w nim wykonanie eksperymentu myślowego: zamknięcie oczu i wyobrażenie sobie, że jesteśmy nosorożcami, które ciężko idą przez świat i wszyscy muszą schodzić im z drogi. Następnie podpowiada, by wyobrazić sobie malutkiego ptaszka, który bez lęku spaceruje po naszym cielsku. Na koniec Bonowicz sugeruje: „Jak już sobie to wyobrazisz, zacznij żyć jak ten ptaszek. Nosorożców jest bez liku”. W uważności nie chodzi więc o to, by zupełnie zapomnieć o sobie, lecz zrozumieć, że to inność nas ubogaca, wyciszone „ja” to „ja” szczęśliwsze, potrafiące zaakceptować rzeczywistość.

Prawie równolegle ze zbiorem Historie na każdą godzinę ukazał się nowy tomik poetycki Bonowicza Wielkie rzeczy. Tytułowe „wielkie rzeczy” utkane są przez autora ze zwyczajnej codzienności, która, jak mówił na spotkaniu w trakcie Festiwalu Miłosza, jest dla niego ważniejsza niż wydarzenia z tzw. wielkiej historii. Nasze życie utkane jest bowiem przede wszystkim ze spraw małych. Przyjęcie takiej perspektywy nie jest jednak ucieczką od świata z jego problemami i wyzwaniami, ale jeszcze głębszym w nim zanurzeniem. Ostatecznie najwięcej możemy zrobić, będąc „tu i teraz”, z innymi i dla innych. Zamykający tom wierszy utwór o takim samym tytule jak cały zbiór pokazuje sytuację intensywnego doświadczania codzienności, gdy wszystko wydaje się wielkie i ważne. Tak właśnie odbiera rzeczywistość jej uważny obserwator. Nie chodzi tu jednak o zaburzenie perspektywy między wielką a małą historią, tylko o zrozumienie, że zaangażowanie się w to, co małe, jest pracą u podstaw, które buduje fundamenty pod lepsze jutro wielkiej historii. Możemy zrobić tylko tyle i aż tyle.

Zbiór Historie na każdą godzinę jest także równolegle prowadzoną przez Sylwię Krachulec opowieścią rysunkową, która pomaga w niespiesznej lekturze. Graficzka stworzyła bowiem ilustracje do każdej z 24 historii. Przybliżają one tematykę tekstów, ale można je także analizować odrębnie: jako małe miniatury. Dzięki takiemu rysunkowemu uzupełnieniu książka stała się też pięknym przedmiotem, który warto podarować sobie lub komuś bliskiemu, by odkryć, że uważność nie musi być luksusem, lecz można z niej uczynić nasze codzienne podejście do świata. Wdzięczna jestem Bonowiczowi, że mi o tym przypomniał.

—

Wojciech Bonowicz Historie na każdą godzinę

il. Sylwia Krachulec

Wydawnictwo Znak, Kraków 2022, s. 56

Artykuł pojawił się w numerze: Mądrość ciała